Aryaman Birla
Potaknął Matthiasowi, trochę jakby zbywał brzeczącą muchę. Jak do niego podejdzie to porozmawiają, jeśli nie, trudno.
Bardziej przygladał się żetonom układanym przed nim w równiutkich dziesiątkach plus jeden. Sto i jeden. Odczekał sekundę, dwie, aż Flitwick dołoży więcej, ale gdy ten tego nie zrobił, poczuł ukłucie gniewu w trzewiach. Już dawno się nie odzywał w nim gniew sprawiedliwego, płonący miecz prawdy, strzegący Edenu. Zamiast jednak zacisnąć dłoń w pięść, odruchami młodzieńca, którym nie był już od dawna, uśmiechnął się wężowato, uśmiechnęły się nawet oczy.
— Uznam to za owocny początek wzajemnie współpracy, w ramach wdzięczności — oczywiście wobec niego, za tak łaskawe podejście do zmniejszonej stawki. Niech myślą, że jest łatwy do ugniatania, jak glina, niech widzi miękką materię Birli. Nuworysze handlowego z ogromnym majątkiem.
Wpisał swoją godność, niby,udając odruch pisania czegoś innego, sanskrytem. Zapisał też adres apartamentu Shafiq'a na Horyzontalnej i podpisał się jakimiś zamaszystymi bazgrołami.
W tym czasie przyglądał się zapisanym stronom oraz to, co przebija, aby zobaczyć nazwiska widniejące na liście Marcusa. A nuż mu się przydadzą.
Sukces!