24.07.2024, 18:38 ✶
Sprawa Kambodży wszystkim wychodziła już bokiem i Enzo nie był wyjątkiem. Większość papierów musiała przejść przez jego ręce, gdy sprawdzał, podstemplowywał i wysyłał papierologię tam, gdzie powinna trafić. Z biurokracją wiązała się przesadnie duża ilość makulatury (gdyby tylko istniał jakiś inny system, który umożliwiałby bardziej skondensowane przetrzymywanie informacji!) i nikt nie mógł go winić za to, że zaczął grzebać po szafach, by znaleźć puste teczki, w których mógłby trzymać posegregowane papiery.
- O nie, moje kwiatuszki! Nie chowa się takich rzeczy na później! - Wyraził głośno swoje zdenerwowanie, gdy jeden ze zwiniętych dywanów niemal powalił go na ziemię! Enzo rozpoznał w nich latające odpowiedniki ozdób podłogowych i jak na mężczyznę przystało, podekscytował się z miejsca. Co za modele! Co za wzory! Ciekawe, jakie prędkości osiągały...
Severine z Tahirą i Isaaciem przyszli z pomocą, lecz dokumentacja nie zawierała wielu informacji. I choć wkrótce Enzo wrócił do swoich obowiązków, to co jakiś czas kręcił się wokół pracującej trójki, proponując herbatę, przynosząc ciasteczka czy po prostu prosząc o podpis na jakimś dokumencie, na którym podpisu, najwyraźniej, zabrakło, nawet jeśli nigdy wcześniej nie był wymagany. Za każdym razem, rzecz jasna, dopytywał o informacje, jeśli tylko udało im się ustalić coś nowego.
Podczas jednego z kolejnych obchodów dostrzegł nawet Jonathana i Ritę w towarzystwie Lisy. Nie omieszkał usadzić tyłka na kancie jednego z biurek i krzyżując ręce na piersi, zapomniał na chwilę o raporcie, na którego kartach niby zabrakło podpisu Severine.
- Ustaliliście już, który jest najlepszy? - Zapytał mimochodem. - To modele użytkowe, czy wyścigowe? Ten zwinięty, o tam. - Uniósł dłoń, by wskazać jeden z dywanów. - Widziałem już gdzieś ten wzór. Bardzo charakterystyczny, (bo kto łączy pepitkę z taką luźną kratą?!), chyba w Proroku Niedzielnym, w dziale sportowym? Założę się, że jest diabelnie szybki.
- O nie, moje kwiatuszki! Nie chowa się takich rzeczy na później! - Wyraził głośno swoje zdenerwowanie, gdy jeden ze zwiniętych dywanów niemal powalił go na ziemię! Enzo rozpoznał w nich latające odpowiedniki ozdób podłogowych i jak na mężczyznę przystało, podekscytował się z miejsca. Co za modele! Co za wzory! Ciekawe, jakie prędkości osiągały...
Severine z Tahirą i Isaaciem przyszli z pomocą, lecz dokumentacja nie zawierała wielu informacji. I choć wkrótce Enzo wrócił do swoich obowiązków, to co jakiś czas kręcił się wokół pracującej trójki, proponując herbatę, przynosząc ciasteczka czy po prostu prosząc o podpis na jakimś dokumencie, na którym podpisu, najwyraźniej, zabrakło, nawet jeśli nigdy wcześniej nie był wymagany. Za każdym razem, rzecz jasna, dopytywał o informacje, jeśli tylko udało im się ustalić coś nowego.
Podczas jednego z kolejnych obchodów dostrzegł nawet Jonathana i Ritę w towarzystwie Lisy. Nie omieszkał usadzić tyłka na kancie jednego z biurek i krzyżując ręce na piersi, zapomniał na chwilę o raporcie, na którego kartach niby zabrakło podpisu Severine.
- Ustaliliście już, który jest najlepszy? - Zapytał mimochodem. - To modele użytkowe, czy wyścigowe? Ten zwinięty, o tam. - Uniósł dłoń, by wskazać jeden z dywanów. - Widziałem już gdzieś ten wzór. Bardzo charakterystyczny, (bo kto łączy pepitkę z taką luźną kratą?!), chyba w Proroku Niedzielnym, w dziale sportowym? Założę się, że jest diabelnie szybki.