24.07.2024, 20:34 ✶
Co to?
To tylko Linda. W sumie to Rozalinda. Jest niegroźna.- Doprecyzował. Minął Charliego w drzwiach, przechylając się przez balustradę, ale zobaczył tylko znikający szczurzy ogon.
Jak to kocięta?
Odwrócił się. Uniósł lekko brwi.
- No… Kocięta. Od pewnego czasu na nie poluje.- Zawiesił się na moment jakby przez myśl mu przeszło pytanie “czy ja ci muszę tłumaczyć czym są kocięta? Dzieci kotów znaczy się?” Małe, puchate kulki, których mnóstwo we wszystkich uliczkach. Zwłaszcza teraz jak się przybłędy bezpańskie kociły na wiosnę, to kocięta wreszcie wyłaziły o własnych siłach.- Ale to i tak lepiej niż, gdy polowała na ptaki. Potrafiła skakać po parapetach i raz wypa… Ale co ja ci będę opowiadał.- Machnął ręką.
Odległość między nimi zmniejszyła się zanim Charlie zdążył w ogóle zareagować. Jedno nerwowe uderzenie serca, a Baldwin był tuż obok, zarzucając mu rękę za kark i poklepując lekko po ramieniu.
- Charles, Charles, Charles~ - Zniżył lekko głos, siląc się nadać mu bardziej melodyjną i przyjazną nutę.- Tu nie ma innych domów. Wiesz co ja myślę?- Nie dał mu szansy na odpowiedź.- Myślę, że bardzo dobrze trafiłeś.
Wepchnął chłopaka jak gdyby nigdy nic do środka, zamykając za nimi drzwi. Pozostawił osłupiałego Mulcibera w jednym miejscu, mijając go.
Dopiero teraz Charlie miał okazję zobaczyć, że Baldwin używał swojej różdżki… w roli spinki do włosów. Kiedy ją wyciągnął z czegoś co miało być najwyraźniej koczkiem, jasne włosy chłopaka rozsypały się opadając na twarz w niesfornych kosmykach. Odgarnął je niecierpliwie za ucho.
- Siadaj.- Powiedział tylko. Machnął lekko różdżką, a wszystkie poduszki i koce zwinęły się ładnie i przeniosły w stosiku na jakieś krzesło pod oknem.- Napijesz się kawy? Herbaty? Mam trochę jeszcze całkiem niezłego wina w którejś szafce.
Nareszcie odłożył paletę na stolik przy sztaludze. Ściągnął fartuch porzucając go praktycznie w tym samym miejscu i otrzepał szatę z kurzu i kredy.
- Słuchaj, nie będę udawał, że znam się na świeczkach. Ale kurwa muszę ci przyznać, że masz tupet. Ja bym się chyba rano nie obudził jakbym odwalił taki szajs.- Wyciągnął przed siebie rękę i zatoczył nią dramatyczny łuk.- Pozostałby po mnie wpis w Proroku. Baldwin Gotfryd Malfoy. Odnaleziony we własnym mieszkaniu. Podejrzewa się samobójstwo poprzez dziesięciokrotne użycie Avady. Przesyłamy kondolencje rodzinie
To tylko Linda. W sumie to Rozalinda. Jest niegroźna.- Doprecyzował. Minął Charliego w drzwiach, przechylając się przez balustradę, ale zobaczył tylko znikający szczurzy ogon.
Jak to kocięta?
Odwrócił się. Uniósł lekko brwi.
- No… Kocięta. Od pewnego czasu na nie poluje.- Zawiesił się na moment jakby przez myśl mu przeszło pytanie “czy ja ci muszę tłumaczyć czym są kocięta? Dzieci kotów znaczy się?” Małe, puchate kulki, których mnóstwo we wszystkich uliczkach. Zwłaszcza teraz jak się przybłędy bezpańskie kociły na wiosnę, to kocięta wreszcie wyłaziły o własnych siłach.- Ale to i tak lepiej niż, gdy polowała na ptaki. Potrafiła skakać po parapetach i raz wypa… Ale co ja ci będę opowiadał.- Machnął ręką.
Odległość między nimi zmniejszyła się zanim Charlie zdążył w ogóle zareagować. Jedno nerwowe uderzenie serca, a Baldwin był tuż obok, zarzucając mu rękę za kark i poklepując lekko po ramieniu.
- Charles, Charles, Charles~ - Zniżył lekko głos, siląc się nadać mu bardziej melodyjną i przyjazną nutę.- Tu nie ma innych domów. Wiesz co ja myślę?- Nie dał mu szansy na odpowiedź.- Myślę, że bardzo dobrze trafiłeś.
Wepchnął chłopaka jak gdyby nigdy nic do środka, zamykając za nimi drzwi. Pozostawił osłupiałego Mulcibera w jednym miejscu, mijając go.
Dopiero teraz Charlie miał okazję zobaczyć, że Baldwin używał swojej różdżki… w roli spinki do włosów. Kiedy ją wyciągnął z czegoś co miało być najwyraźniej koczkiem, jasne włosy chłopaka rozsypały się opadając na twarz w niesfornych kosmykach. Odgarnął je niecierpliwie za ucho.
- Siadaj.- Powiedział tylko. Machnął lekko różdżką, a wszystkie poduszki i koce zwinęły się ładnie i przeniosły w stosiku na jakieś krzesło pod oknem.- Napijesz się kawy? Herbaty? Mam trochę jeszcze całkiem niezłego wina w którejś szafce.
Nareszcie odłożył paletę na stolik przy sztaludze. Ściągnął fartuch porzucając go praktycznie w tym samym miejscu i otrzepał szatę z kurzu i kredy.
- Słuchaj, nie będę udawał, że znam się na świeczkach. Ale kurwa muszę ci przyznać, że masz tupet. Ja bym się chyba rano nie obudził jakbym odwalił taki szajs.- Wyciągnął przed siebie rękę i zatoczył nią dramatyczny łuk.- Pozostałby po mnie wpis w Proroku. Baldwin Gotfryd Malfoy. Odnaleziony we własnym mieszkaniu. Podejrzewa się samobójstwo poprzez dziesięciokrotne użycie Avady. Przesyłamy kondolencje rodzinie