24.07.2024, 21:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2024, 21:50 przez Brenna Longbottom.)
Kończę tańczyć, a potem wołam głośno, że można wrzucić losy do tańca.
– Oczywiście, że byś śmiał. Ciężko mi sobie wyobrazić coś, czego ty byś nie śmiał. Ale wierzę – odparła z szelmowskim uśmiechem, bo czego jak czego, ale śmiałości, czasem może zahaczającej wręcz o bezczelność, temu człowiekowi nie brakowało.
Trochę była rozbawiona tym wszystkim, a trochę jej było mimo wszystko Perseusa żal. Nie mogła sobie wyobrazić, aby to on albo Vespera zaczarowali prezenty albo przyzwali ducha prababki, a to oznaczało, że ktoś najwyraźniej chciał zrujnować ich wesele. W dodatku ojciec panny młodej nie raczył przyjść?
– Hm… to jest na swój sposób intrygujące, już słyszałam, że się nie pokazał, ale myślałam, że może nie rzucał się w oczy… Rookwoodowie to potrafią. Może usłyszał, że zaproszono Bellów?
Najwyraźniej jednak Chester z jakichś powodów nie zaszczycił swoją obecnością uroczystości. Sądząc po tym, jak zachowywał się wobec Thomasa – naprawdę wiele ją kosztowało uśmiechanie się wtedy, zamiast dania mu w twarz – nie byłoby dziwne, gdyby nie przyszedł z powodu cyrku. Ale może tkwiło za tym coś więcej? Nie popierał małżeństwa córki?
– Pewne rzeczy stają się legendą właśnie dlatego, że dzieją się tylko raz – stwierdziła z rozbawieniem, obracając się w tańcu. Po prawdzie informacja o licytacji była w papierach w aż trzech miejscach, ale Brenna musiała szczerze przyznać, że nawet nie oczekiwała, że brat faktycznie z tymi listami się zapozna. - Poza tym obiecałam Erikowi, że nie będzie więcej takich ekstrawagancji... Chociaż może zmienił zdanie, gdy w Czarownicy zajął drugie miejsce, chyba teraz za punkt honoru uznał sobie walkę o pierwsze, bo wyraża ogromne zainteresowanie kalendarzem charytatywnym. Kto wie czy sam nie zażąda zaraz jakiejś licytacji?
O tamtej w końcu mówiono całymi tygodniami, ale Brenna miała wrażenie, że powtórka takiej akcji nie przyniosłaby efektów.
– Przeczy ich sensowi, dlatego lista nie jest wystawiona, ale jeśli ktoś woli wiedzieć, może pytać. Chociaż większość tego pewnie nie robi. Ludzie nie bez powodu tak uwielbiają fasolki wszystkich smaków.
Były tam w końcu odrażające smaki, takie jak mydlin, trawy albo wątrobiany, i Brenna nawet kiedyś ze zbolałą miną powiedziała Bertiemu, że nie wie czy go kochać za te wiśniowe i truskawkowe, czy nienawidzić za to, że raz zjadła rumiankową. A i tak wszyscy je kupowali.
– Mam nadzieję, że nie będziesz domagał się spełnienia obietnicy dzisiaj? Będę musiała zebrać stąd nad ranem trochę ludzi – stwierdziła, zatrzymując się, gdy mugolski utwór przeminął, na chwilę zanim rozbrzmiały tony Celestyny. Wspomnienie statku tkwiło w jej głowie nieustannie, czasem wracając w snach: twarz Maddie żywej i martwej, spojrzenie Fawley skutej kajdanami, ludzie, którzy stracili tam życie. Chłodna dłoń zaciśnięta na jej dłoni. Chyba była absolutnie szalona, bo miała wrażenie, że mniej więcej kiedy zaproponował jej to samobójstwo, zaczęła go faktycznie lubić. – A teraz mamy zaplanowane więcej losowań, skoro lubisz niespodzianki... chociaż zaczynam się bać, że jak wylosujesz Heather, to gorzej niż ta walka z niedźwiedziem – dodała jeszcze, puszczając jego dłoń.
– Hej, ludzie! – zawołała, odwracając się do reszty. Podniosła głos, by dało się ją dosłyszeć i idąc plażą, przynajmniej póki ktoś nie odszedł dostatecznie daleko. – Drobna zabawa integracyjna! Wrzucamy imiona do skrzyneczek wystawionych przez Tedy'ego, a potem losujemy, kto z kim tańczy! Na zachętę i bo nas pewnie nie wyjdzie po równo, na jednej kartce do wygrania skrzynka irlandzkiego piwa!
– Oczywiście, że byś śmiał. Ciężko mi sobie wyobrazić coś, czego ty byś nie śmiał. Ale wierzę – odparła z szelmowskim uśmiechem, bo czego jak czego, ale śmiałości, czasem może zahaczającej wręcz o bezczelność, temu człowiekowi nie brakowało.
Trochę była rozbawiona tym wszystkim, a trochę jej było mimo wszystko Perseusa żal. Nie mogła sobie wyobrazić, aby to on albo Vespera zaczarowali prezenty albo przyzwali ducha prababki, a to oznaczało, że ktoś najwyraźniej chciał zrujnować ich wesele. W dodatku ojciec panny młodej nie raczył przyjść?
– Hm… to jest na swój sposób intrygujące, już słyszałam, że się nie pokazał, ale myślałam, że może nie rzucał się w oczy… Rookwoodowie to potrafią. Może usłyszał, że zaproszono Bellów?
Najwyraźniej jednak Chester z jakichś powodów nie zaszczycił swoją obecnością uroczystości. Sądząc po tym, jak zachowywał się wobec Thomasa – naprawdę wiele ją kosztowało uśmiechanie się wtedy, zamiast dania mu w twarz – nie byłoby dziwne, gdyby nie przyszedł z powodu cyrku. Ale może tkwiło za tym coś więcej? Nie popierał małżeństwa córki?
– Pewne rzeczy stają się legendą właśnie dlatego, że dzieją się tylko raz – stwierdziła z rozbawieniem, obracając się w tańcu. Po prawdzie informacja o licytacji była w papierach w aż trzech miejscach, ale Brenna musiała szczerze przyznać, że nawet nie oczekiwała, że brat faktycznie z tymi listami się zapozna. - Poza tym obiecałam Erikowi, że nie będzie więcej takich ekstrawagancji... Chociaż może zmienił zdanie, gdy w Czarownicy zajął drugie miejsce, chyba teraz za punkt honoru uznał sobie walkę o pierwsze, bo wyraża ogromne zainteresowanie kalendarzem charytatywnym. Kto wie czy sam nie zażąda zaraz jakiejś licytacji?
O tamtej w końcu mówiono całymi tygodniami, ale Brenna miała wrażenie, że powtórka takiej akcji nie przyniosłaby efektów.
– Przeczy ich sensowi, dlatego lista nie jest wystawiona, ale jeśli ktoś woli wiedzieć, może pytać. Chociaż większość tego pewnie nie robi. Ludzie nie bez powodu tak uwielbiają fasolki wszystkich smaków.
Były tam w końcu odrażające smaki, takie jak mydlin, trawy albo wątrobiany, i Brenna nawet kiedyś ze zbolałą miną powiedziała Bertiemu, że nie wie czy go kochać za te wiśniowe i truskawkowe, czy nienawidzić za to, że raz zjadła rumiankową. A i tak wszyscy je kupowali.
– Mam nadzieję, że nie będziesz domagał się spełnienia obietnicy dzisiaj? Będę musiała zebrać stąd nad ranem trochę ludzi – stwierdziła, zatrzymując się, gdy mugolski utwór przeminął, na chwilę zanim rozbrzmiały tony Celestyny. Wspomnienie statku tkwiło w jej głowie nieustannie, czasem wracając w snach: twarz Maddie żywej i martwej, spojrzenie Fawley skutej kajdanami, ludzie, którzy stracili tam życie. Chłodna dłoń zaciśnięta na jej dłoni. Chyba była absolutnie szalona, bo miała wrażenie, że mniej więcej kiedy zaproponował jej to samobójstwo, zaczęła go faktycznie lubić. – A teraz mamy zaplanowane więcej losowań, skoro lubisz niespodzianki... chociaż zaczynam się bać, że jak wylosujesz Heather, to gorzej niż ta walka z niedźwiedziem – dodała jeszcze, puszczając jego dłoń.
TUTAJ FRAGMENT DLA WSZYSTKICH
– Hej, ludzie! – zawołała, odwracając się do reszty. Podniosła głos, by dało się ją dosłyszeć i idąc plażą, przynajmniej póki ktoś nie odszedł dostatecznie daleko. – Drobna zabawa integracyjna! Wrzucamy imiona do skrzyneczek wystawionych przez Tedy'ego, a potem losujemy, kto z kim tańczy! Na zachętę i bo nas pewnie nie wyjdzie po równo, na jednej kartce do wygrania skrzynka irlandzkiego piwa!