Nim Charles rozkręci swój biznes w odpowiednim kierunku minie sporo czasu. Nie od razu zostaje się czarodziejem sukcesu. Z samych durnowatych świeczek nie wyżyje. Richard to wiedział. Trzeba pierw zarobić, aby swoje tworzyć.
Czy poczuje się lepiej, jeżeli uderzy pasem swojego syna?
Richard rozłożył ręce, gdzie w jednej dłoni trzymał złożony pasek. Rozłożył go, aby trzymać dwa jego końce w lewej dłoni. Odszedł na krok od biurka i z całej siły zamachnął się na tylną zabudowę obszernego mebla, uderzeniem robiąc hałas w pomieszczeniu. Chciał tym samym pokazać synowi siłę takiego przedmiotu. Wyżywając się na ojcowskim meblu. Biurko nie ucierpiało, ale Charles mógłby, gdyby otrzymał taki cios.
- Wiesz jaką to ma siłę? Tygodniami dochodziłbyś do siebie. Czy poczuję się lepiej? Nie.Odpowiedział zdecydowanie. Jakby z doświadczenia wiedział, w jakim kierunku to pójdzie. Zlanie syna paskiem nie naprawi całej zjebanej sytuacji. Wywiadu nie cofną. Uświadomił jednak Charlesa, że do czynów jest zdolny i nie żartował z niczym. Być może tym co zaprezentował, mógł chłopaka wystraszyć.
Wysłuchał jego odpowiedzi na swoje pytanie, dotyczące problemów, z jakimi zmierza się Charles. Nie potrafił ocenić skali ryzyka, jakie wywołał jego żart ze świeczkami. Wciąż zadręczał się tym, że nie może spełnić jego oczekiwań i zostać aurorem.
- Charles. Oboje wiemy, że fizycznie i zdrowotnie nie podołasz spełnienia kryteriów zostania aurorem, czy samym brygadzistą. Nie wymagam od Ciebie abyś szedł w moje ślady, jeżeli chodzi o karierę zawodową.Westchnął ciężko. Wsunął prawą dłoń do kieszeni spodni. W drugiej trzymał pasek i stojąc, patrzył na syna z góry.
- Spójrz na mnie.
Wydał polecenie. Chciał, aby Charles patrzył mu w oczy, kiedy będzie mu przedstawiał wytyczne, co ma zrobić. Skoro zapewniał, że zrobi wszystko co Richard postanowi.
- Podejmiesz się stałej pracy. Świece i kadzidła będziesz robił po godzinach. Przy czym, zrezygnujesz z tworzenia kontrowersyjnych świec. Zerwiesz wszelkie kontakty z Isaaciem Bagshotem. Jeżeli chcesz się wyprowadzić, w porządku. Opłacę ci mieszkanie, za które będziesz mi co miesiąc zwracał ustaloną kwotę. Będziesz się meldował listownie o swoich poczynaniach. Jeżeli nie dostanę choć jednego listu w tygodniu, skontroluję Cię. Czy to jest zrozumiałe?
Wyrażał się dość stanowczo. Licząc, że chłopak dostosuje się do poleceń. Cały czas utrzymywał z synem komunikację w języku norweskim. Czekał na jego reakcję, odpowiedź czy zamierza się go tym razem posłuchać. Jeżeli miał pytania, mógł je zadawać.