25.07.2024, 04:37 ✶
kończę tańczyć i wrzucam swój los do tańca
Miło było to słyszeć i jakoś przyjemnie połechtały go jej słowa. Oczywiście, że mógł odważyć się na coś takiego - może nie podejmował wszystkich decyzji na ślepo, ale uwielbiał ten dreszczyk emocji, który towarzyszył przynajmniej niektórym. Szczególnie tym o wiele bardziej śmiałym i bezczelnym. Często przecież właśnie przede wszystkim mu na tym zależało, żeby słowami czy zachowaniem jak najbardziej podejść lub podburzyć drugą osobę. Bezczelność, tak, to bardzo dobrze podsumowywało wszystko.
Ale z jakiegoś powodu Atreus nie śmiał, nie chciał, oszukiwać Brenny.
- Może, chociaż nie wiem co komu szkodzi obecność kogoś, kogo jedynym zadaniem jest rozkręcenie przedstawienia żeby goście się nie bawili - wzruszył ramionami, trochę z wciąż złośliwym uśmiechem wymalowanym na twarzy, a trochę już nieco bardziej obojętnie bo Bellowie obchodzili go tyle co zeszłoroczny śnieg. Niekoniecznie jako osoby czy mugolaki, ale jako cyrkowcy. Nawet chyba nie zaszedł w stronę tych ich namiotów.
- Zatem pozostaje mi czekać, aż popełnisz kolejne legendarne wydarzenie - westchnął, niby to markotniejąc kiedy usłyszał, że cała ta licytacja Erika to była niestety jednorazowa zabawa. - Szczerze? Nie wiem czy ktokolwiek wygra z kierowcą Błędnego Rycerza. Ta jego szybka jazda i nutka tajemnicy otaczająca jego osobę jest chyba nie do przebicia - sam by bardzo chętnie wskoczył na to pierwsze miejsce. Ba, nawet zepchnął z niego Longbottoma, gdyby tylko musiał. - Uważaj tylko, żeby ciebie nie zlicytował. Numer trzy w rankingu najbardziej uroczych czarownic to bardzo dobre miejsce - pasujące do jego własnego, ale na tę myśl tylko uśmiechnął się głupio.
- Eh, no dobra, dzisiaj ci daruję - pokręcił głową, rozczarowany całym tym żądaniem, tak jakby miał ją zaciągnąć w zaciszne miejsce i przypomnieć jej o tamtym postanowieniu. Gdyby Atreus miał powiedzieć o statku, nie powiedziałby że tkwił on w jego głowie, a raczej że go zwyczajnie prześladował. Było coś dziwnie agresywnego w tym, jak skłębiona od czarnej aury postać Persephony przemykała po jego snach. Jak czasem powierzchnie nasycały się i spływały czernią. Jak czasem brał Brennę za rękę, ale ta nie była ciepła, a zimna i kiedy patrzył na jej twarz byli już pod wodą i patrzyła przed siebie zasnutym mgłą spojrzeniem. Ale nie tylko ona. Anthony, Stanley, Laurent... lista mogła ciągnąć się i dalej.
Bardzo przyjemnie było być bohaterem dla nieznajomych, ale Atreus powoli dochodził do wniosku, że nie chciał nim być dla najbliższych. A kiedy nie mógł nic poradzić na ich krzywdę, bezradność pożerała go w całości.
- Idealnie. Basilius też się ucieszy - zatarł ręce, uśmiechając się do niej lekko, ale kiedy zaczęła głośno oznajmiać reszcie co było do wygrania, rozpromienił się jeszcze bardziej. Alkohol i hazard, lepiej nie mogło się trafić. Zerknął tylko na Heather podejrzliwie i bardzo szybko, a potem poszedł wrzucić swoje imię do skrzyneczki.