25.07.2024, 10:08 ✶
Gdyby Richard kiedykolwiek otwarcie zarzucił jej flirt - wyśmiałaby go. Najzwyczajniej w świecie pozwoliłaby dojść do głosu temu małemu, spacyfikowanemu przed laty ślizgońskiemu kurwikowi, o którym istnieniu pamięć zachowało może z pięć osób. Z pewnością odtrąciłaby każdą najdrobniejszą próbę pomocy z nogą, na którą nawet nie zwracała uwagi. Był tylko i wyłącznie bratem jej męża. Co w hierarchii wartości czarownicy stawiało go gdzieś pomiędzy niedopitym kieliszkiem wina, a książką, która ją niemal zabiła - niezbyt wysoko jak zapewne się domyślał.
Ta rozmowa przypominała typową dziecięcą przepychankę.
Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem. Ale ci nic nie powiem, póki ty nie powiesz mi…
Uniosła lekko brwi, z trudem powstrzymując się od parsknięcia śmiechem. Dlaczego miałby im zabronić? Na co on liczył? Na jakieś zaćmienie umysłu, podczas którego sprzeda mu wszystkie tajemnice głęboko zakopane w dokumentach Ministerstwa? Powie cokolwiek więcej niż “och no wiesz, to niepewne czasy!”
Niepewne czasy.
Piękny językowy wytrych, bo tak naprawdę… czy jakiekolwiek czasy były pewne? Kto powinien obserwować zmiany czasów uważniej? Czystokrwista elita, której nonszalanckie uniesienie dłoni w głosowaniu, sypnięcie złotem gdzie trzeba, szepnięcie odpowiednich słów w odpowiednie uszko, decydowało o losie maluczkich? A może ci, którzy władzy nie mieli żadnej ale o ich przewadze wskazywały liczby? Świat przeistaczał się na ich oczach- to czy na lepsze czy gorsze zdawało się nie mieć żadnego znaczenia.
“Bo chcieli” nie było dobrą odpowiedzią. Na własnej skórze Lorien przekonała się, że to czego dzieci chciały nie zawsze równało się z tym co było dla nich najlepsze. Jedna zła decyzja, prowadząca do kolejnych i człowiek budził się pewnego dnia patrząc jak odprowadzają jego miłość wprost do Azkabanu.
- To musiało być dla nich ciężkie. Porzucać dom, emigrować do kraju, który znali co najwyżej z dziecięcych wspomnień i opowieści.- Odpowiedziała, kompletnie unikając odpowiedz na jego pytanie.
Zrobiłaby to samo. Gdyby tylko mogła, gdyby nie trzymały jej tu wszelkie starsze i nowsze zobowiązania Lorien przeniosłaby się na Sycylię już dawno.
Czy osiągnął co chciał ? Możliwe, bo Lorien ostatecznie z blatu zeszła. Wyraźnie przy tym podirytowana.
- Drugi raz to nie będzie konieczne.- Powiedziała oschle. Rycerz na białym rumaku się znalazł. Ratunek nie byłby też konieczny za pierwszym razem, gdyby jej nie przeszkodził. Sięgnęła po swoją różdżkę leżącą na biurku. Książkę o którą tak zaciekle walczyła. I dokumenty Sophie. Rozmowa była zakończona.- Dobrej nocy Richardzie.- Dodała z czystej, wyuczonej grzeczności, ale na odpowiedź nie czekała. Zabrała swoje zabawki, zostawiając szwagra samego sobie.
Ta rozmowa przypominała typową dziecięcą przepychankę.
Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem. Ale ci nic nie powiem, póki ty nie powiesz mi…
Uniosła lekko brwi, z trudem powstrzymując się od parsknięcia śmiechem. Dlaczego miałby im zabronić? Na co on liczył? Na jakieś zaćmienie umysłu, podczas którego sprzeda mu wszystkie tajemnice głęboko zakopane w dokumentach Ministerstwa? Powie cokolwiek więcej niż “och no wiesz, to niepewne czasy!”
Niepewne czasy.
Piękny językowy wytrych, bo tak naprawdę… czy jakiekolwiek czasy były pewne? Kto powinien obserwować zmiany czasów uważniej? Czystokrwista elita, której nonszalanckie uniesienie dłoni w głosowaniu, sypnięcie złotem gdzie trzeba, szepnięcie odpowiednich słów w odpowiednie uszko, decydowało o losie maluczkich? A może ci, którzy władzy nie mieli żadnej ale o ich przewadze wskazywały liczby? Świat przeistaczał się na ich oczach- to czy na lepsze czy gorsze zdawało się nie mieć żadnego znaczenia.
“Bo chcieli” nie było dobrą odpowiedzią. Na własnej skórze Lorien przekonała się, że to czego dzieci chciały nie zawsze równało się z tym co było dla nich najlepsze. Jedna zła decyzja, prowadząca do kolejnych i człowiek budził się pewnego dnia patrząc jak odprowadzają jego miłość wprost do Azkabanu.
- To musiało być dla nich ciężkie. Porzucać dom, emigrować do kraju, który znali co najwyżej z dziecięcych wspomnień i opowieści.- Odpowiedziała, kompletnie unikając odpowiedz na jego pytanie.
Zrobiłaby to samo. Gdyby tylko mogła, gdyby nie trzymały jej tu wszelkie starsze i nowsze zobowiązania Lorien przeniosłaby się na Sycylię już dawno.
Czy osiągnął co chciał ? Możliwe, bo Lorien ostatecznie z blatu zeszła. Wyraźnie przy tym podirytowana.
- Drugi raz to nie będzie konieczne.- Powiedziała oschle. Rycerz na białym rumaku się znalazł. Ratunek nie byłby też konieczny za pierwszym razem, gdyby jej nie przeszkodził. Sięgnęła po swoją różdżkę leżącą na biurku. Książkę o którą tak zaciekle walczyła. I dokumenty Sophie. Rozmowa była zakończona.- Dobrej nocy Richardzie.- Dodała z czystej, wyuczonej grzeczności, ale na odpowiedź nie czekała. Zabrała swoje zabawki, zostawiając szwagra samego sobie.
Koniec sesji