25.07.2024, 10:38 ✶
Cathal był człowiekiem cholernie upartym i nienasyconym: wiecznie pragnął czegoś nowego. Nowych odkryć, zagadek, doświadczeń, miejsc, smaków i emocji. Rzeczy, których nie poznał i które w najmniejszym szczególe nie tkwiły już w jego głowie. Ale nie był też porywczy ani narwany. Umysł zawsze zmuszał go do zastanawiania się nad możliwymi scenariuszami, a wiek zdążył wyleczyć może nie z buty, ale na pewno z wiary we własną nieśmiertelność.
– Poszukajmy więc sposobu, żebyśmy weszli tam my. Ale jeśli mam wybierać między pół roku i połowa mnie, bo resztę obetnie jakaś pułapka, a półtora roku i całością, to wybieram to drugie – rzucił, nim wyszedł na zewnątrz.
Mogło mieć to coś wspólnego z krwią Shafiqów, mogło z tym, że podróżował dużo i kilka lat jako dziecko spędził w Rosji, ale przystosowywał się do warunków szybko. W każdym miejscu czuł się jak u siebie, i w każdym zarazem szybko zaczynał tęsknić za czymś innym. Klimat Egiptu, zwłaszcza poza miastem, w pobliżach nekropolii, był piekłem dla kogoś, kto dopiero się tutaj pojawiał, ale Cathal przywykł do niego w ostatnich miesiącach – zwłaszcza, że był tu i w tej najgorszej, letniej porze.
– Miejmy nadzieję, że tutaj umarli spokojnie śnią w swoich kryptach. Być może królewska małżonka nie chciała naruszać ich spokoju.
Śmierć i życie były w końcu w wierzeniach starożytnego Egiptu nierozerwalnie ze sobą splecione.
– Znajdę kogoś najpóźniej w ciągu czterech miesięcy, więc nie ma obaw. Jeśli będzie to możliwe, jakiś czas popracujecie razem.
Afryka była krajem ogromnych kontrastów, tak jak różne były od siebie woda Nilu i piasek pustyni. Byli tutaj potężni czarodzieje, wielu z nich robiło ogromne kariery, ale jednocześnie bogactwo i bieda koegzystowały tu obok siebie i Cathal był dziwnie spokojny, że angielskie funty szybko przyciągną kogoś chętnego do pracy w starożytnym grobowcu. Inną kwestią było upewnienie się, czy będzie to specjalista.
– Nell, Leta i Jamil są… bardzo żywi – przytaknął Shafiq, wędrując po piasku, w stronę namiotu, w którym do niedawna mieszkał ich poprzedni specjalista od pułapek. – Jeśli chodzi o Jamila, jest nieszkodliwy. Jeżeli wkurwisz Nell, jak sobie coś zrobisz, poda ci najpaskudniej smakujący eliksir, jaki znajdzie na tę przypadłość – wyjaśnił. Obozowisko nie tętniło o tej porze życiem: w tych najgorętszych godzinach zwykle albo siedzieli w namiotach i próbowali przeżyć, albo byli pod ziemią, w wąskich i niskich korytarzach, teraz jednak skupiali się na części „teoretycznej”, czekając na specjalistę od pułapek. – Możesz zostawić swoje bagaże tutaj. Zuri nie miał bliskiej rodziny poza bratem, który nie był zainteresowany jego rzeczami, więc usunąłem przedmioty osobiste, ale zostały narzędzia i trochę drobiazgów. Jeśli chodzi o grobowiec, obejrzymy go jutro, z resztą ekipy.
Nie byli w końcu rozłożeni w samym jego centrum, a i należało pewne rzeczy skoordynować, aby mugole nie zobaczyli za wiele.
– Poszukajmy więc sposobu, żebyśmy weszli tam my. Ale jeśli mam wybierać między pół roku i połowa mnie, bo resztę obetnie jakaś pułapka, a półtora roku i całością, to wybieram to drugie – rzucił, nim wyszedł na zewnątrz.
Mogło mieć to coś wspólnego z krwią Shafiqów, mogło z tym, że podróżował dużo i kilka lat jako dziecko spędził w Rosji, ale przystosowywał się do warunków szybko. W każdym miejscu czuł się jak u siebie, i w każdym zarazem szybko zaczynał tęsknić za czymś innym. Klimat Egiptu, zwłaszcza poza miastem, w pobliżach nekropolii, był piekłem dla kogoś, kto dopiero się tutaj pojawiał, ale Cathal przywykł do niego w ostatnich miesiącach – zwłaszcza, że był tu i w tej najgorszej, letniej porze.
– Miejmy nadzieję, że tutaj umarli spokojnie śnią w swoich kryptach. Być może królewska małżonka nie chciała naruszać ich spokoju.
Śmierć i życie były w końcu w wierzeniach starożytnego Egiptu nierozerwalnie ze sobą splecione.
– Znajdę kogoś najpóźniej w ciągu czterech miesięcy, więc nie ma obaw. Jeśli będzie to możliwe, jakiś czas popracujecie razem.
Afryka była krajem ogromnych kontrastów, tak jak różne były od siebie woda Nilu i piasek pustyni. Byli tutaj potężni czarodzieje, wielu z nich robiło ogromne kariery, ale jednocześnie bogactwo i bieda koegzystowały tu obok siebie i Cathal był dziwnie spokojny, że angielskie funty szybko przyciągną kogoś chętnego do pracy w starożytnym grobowcu. Inną kwestią było upewnienie się, czy będzie to specjalista.
– Nell, Leta i Jamil są… bardzo żywi – przytaknął Shafiq, wędrując po piasku, w stronę namiotu, w którym do niedawna mieszkał ich poprzedni specjalista od pułapek. – Jeśli chodzi o Jamila, jest nieszkodliwy. Jeżeli wkurwisz Nell, jak sobie coś zrobisz, poda ci najpaskudniej smakujący eliksir, jaki znajdzie na tę przypadłość – wyjaśnił. Obozowisko nie tętniło o tej porze życiem: w tych najgorętszych godzinach zwykle albo siedzieli w namiotach i próbowali przeżyć, albo byli pod ziemią, w wąskich i niskich korytarzach, teraz jednak skupiali się na części „teoretycznej”, czekając na specjalistę od pułapek. – Możesz zostawić swoje bagaże tutaj. Zuri nie miał bliskiej rodziny poza bratem, który nie był zainteresowany jego rzeczami, więc usunąłem przedmioty osobiste, ale zostały narzędzia i trochę drobiazgów. Jeśli chodzi o grobowiec, obejrzymy go jutro, z resztą ekipy.
Nie byli w końcu rozłożeni w samym jego centrum, a i należało pewne rzeczy skoordynować, aby mugole nie zobaczyli za wiele.