25.07.2024, 11:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:20 przez Anthony Shafiq.)
Zaśmiał się serdecznie na ten wyborny żart o konieczności zabicia jego osoby. Ekscentryzm służył mu, uwielbiał grać jeszcze od czasów szkolnych, gdy kradł z kolegami z wieży noce, aby móc odgrywać wybrane sceny antycznych tragedii. Uwielbiał grać, doświadczając słów na scenie, kryjąc się pod inną maską niż ta, którą miał przyszytą do twarzy, aby przetrwać, aby się utrzymać w idealnym miejscu, nie za nisko, nie za wysoko. W przeciwieństwie do Brenny chciał być widzialny na tym przyjęciu, ale podobnie do niej chciał nie być zbyt widzialny dalej. Smok, który nie zajada się dziewicami z okolicznych wiosek, a leniwie przerzuca skarby przez swe szponiaste dłonie miał szanse przeżyć zdecydowanie dłużej. Ale, ale... nie smok, a wampir, nie zapominajmy o dzisiejszym przyjęciu, którego dla niego gwiazdą i największą zapewne rozrywką miał być taniec z bratanicą jego serdecznego przyjaciela, któremu zawdzięczał tak wiele.
Był ciekaw.
– Jestem absolutnie syty wybornym czerwonym winem, które dziś podano do stołu. Francuskim winem z Domu Smoka, czy przypadło do gustu czcigodnej Łowczyni? – rubinowa barwa esencji gron mourvedre niosła ze sobą słodycz poziomki, kwaskowość czarnej porzeczki i śliwkową głębię. Wino było wytrawne, ale pozostawiało słodycz na języku, jeśli tylko ktoś był dostatecznie uważny, by ją zauważyć. Tego wieczoru to właśnie Shafiq nalewał wszystkim do kieliszka, choć jego awans na szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego miał dopiero przyjść w ciągu kilku miesięcy. Wtedy przyjęcie odbędzie się w innym miejscu, w tematyce innej ramy czasowej, innej szerokości geograficznej.
Zakręcił nią raz i drugi, testując granice umiejętności, odnajdując Brennę jako uroczą partnerkę do tańca mimo gróźb i oskarżeń, które wysuwała po jego adresem.
– W ostatecznym rozrachunku muszę się przyznać... że jest w tym budynku coś na co chętnie bym zapolował. Gospodarz, mój serdeczny przyjaciel przechwalał się, że swoje pierwodruki trzyma w bibliotece ukryte za barierą, do której nie potrzeba silnej magii, a siły umysłu, by przez nią się przedrzeć. – Planował zrobić to sam zmęczony już tłumem i brylowaniem w miałkich rozmowach, które nie były jak ta, doprawione czerwoną mgiełką absurdu ich pierwszego spotkania w opuszczonym domostwie na skraju ziem dyplomaty.
– Czy nie zawiodłem Twoich oczekiwań, chcąc wbić zęby w lekko pożółkłe już karty starych ksiąg? – kolejny obrót zamknął dziewczynę w uścisku, Anthony stojąc za nią przez moment pobawił się ideą w której rzeczywiście byliby ucieleśnieniem narzuconych ról. Uśmiechnął się, mimowolnie przejeżdżając językiem po magicznie profilowanych zębach. – Jak myślisz, czy książki w takich chwilach krwawiłyby granatem atramentu?– padło kolejne pytanie, gdy znów kołowo ruszyli wzdłuż parkietu, zupełnie przypadkiem kierując się ku schodom na antresolę i pierwsze piętro, gdzie mieściła się biblioteka.
Był ciekaw.
– Jestem absolutnie syty wybornym czerwonym winem, które dziś podano do stołu. Francuskim winem z Domu Smoka, czy przypadło do gustu czcigodnej Łowczyni? – rubinowa barwa esencji gron mourvedre niosła ze sobą słodycz poziomki, kwaskowość czarnej porzeczki i śliwkową głębię. Wino było wytrawne, ale pozostawiało słodycz na języku, jeśli tylko ktoś był dostatecznie uważny, by ją zauważyć. Tego wieczoru to właśnie Shafiq nalewał wszystkim do kieliszka, choć jego awans na szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego miał dopiero przyjść w ciągu kilku miesięcy. Wtedy przyjęcie odbędzie się w innym miejscu, w tematyce innej ramy czasowej, innej szerokości geograficznej.
Zakręcił nią raz i drugi, testując granice umiejętności, odnajdując Brennę jako uroczą partnerkę do tańca mimo gróźb i oskarżeń, które wysuwała po jego adresem.
– W ostatecznym rozrachunku muszę się przyznać... że jest w tym budynku coś na co chętnie bym zapolował. Gospodarz, mój serdeczny przyjaciel przechwalał się, że swoje pierwodruki trzyma w bibliotece ukryte za barierą, do której nie potrzeba silnej magii, a siły umysłu, by przez nią się przedrzeć. – Planował zrobić to sam zmęczony już tłumem i brylowaniem w miałkich rozmowach, które nie były jak ta, doprawione czerwoną mgiełką absurdu ich pierwszego spotkania w opuszczonym domostwie na skraju ziem dyplomaty.
– Czy nie zawiodłem Twoich oczekiwań, chcąc wbić zęby w lekko pożółkłe już karty starych ksiąg? – kolejny obrót zamknął dziewczynę w uścisku, Anthony stojąc za nią przez moment pobawił się ideą w której rzeczywiście byliby ucieleśnieniem narzuconych ról. Uśmiechnął się, mimowolnie przejeżdżając językiem po magicznie profilowanych zębach. – Jak myślisz, czy książki w takich chwilach krwawiłyby granatem atramentu?– padło kolejne pytanie, gdy znów kołowo ruszyli wzdłuż parkietu, zupełnie przypadkiem kierując się ku schodom na antresolę i pierwsze piętro, gdzie mieściła się biblioteka.