To nie tak, że potrzebowała niańki w postaci brata, ale faktycznie jego obecność ułatwiała jej ogarnięcie wszystkiego. Sama pewnie musiałaby kilka razy się wracać, żeby przynieść do cukierni wszystko, co ją interesowało. Do tego kominki sieci fiuu nie były rozmieszczone, aż tak gęsto, żeby mogła całkiem szybko teleportować się do siebie. Thomas był bardziej ogarnięty od niej w tej dziedzinie magii, więc dzięki niemu nie musiała tracić czasu na przemieszczanie się. Dobrze było mieć go obok siebie, szczególnie w takich sytuacjach, jak ta.
- Dwie? Powiedz które są tymi szczęściarami? - Nigdy nie wchodziła w dyskusje na temat jego życia miłosnego, ale skoro nadarzyła się ku temu okazja, to zamierzała z niej skorzystać. - Ach, to ważne, koty nie mogą być głodne, dobrze, że o tym pomyślałeś. - Norka czasem niestety zapominała o takich podstawowych rzeczach, szczególnie, że ostatnio sporo działo się w jej życiu, miała też dużo pracy i była trochę zakręcona. Po raz kolejny - miała szczęście, że brat czuwał nad niektórymi z obowiązków.
Nigdy nie wiadomo, jakich odpowiedzi mogą oczekiwac obcy. Bez sensu było kłócić się z ludźmi na ulicy o to, kto ma jakie poglądy. Norka też wolała uniknać podobnych sytuacji, bo można było za to dostać w nos, co nieszczególnie jej się podobało.
Dlatego też zrobiło jej się nieco ciepło, kiedy stojący obok ludzie zapytali ich o opinię. Thomas jednak po raz kolejny okazał się być niezastąpiony, całkiem zgrabnie wybrnął z tej konwersacji. Ledwie mrugnęła, a już znajdowali się w aptece, bezpieczni, z dala od ewentualnego zagrożenia.
- Jesteś najlepszy, wiesz? - Zapytała jeszcze brata, bo zaimponował jej tym szybkim i zdecydowanym zagraniem.
- Może im się nudzi, kto wie, albo faktycznie wyczuli okazję, skoro jest niepewnie. - Nie uważała, żeby to był dobry moment na takie zagrywki, bo przecież śmierciożercy panoszyli się po Wielkiej Brytanii, brakowało im tylko tego, żeby czarodzieje prowadzili równocześnie kilka konfliktów, cóż może dzięki temu ci głupcy szybciej by się powybijali. - Nie wiem, co im przeszkadzają te gobliny, przecież od setek lat się tym zajmują. - Nie umiała sobie w ogóle wyobrazić Banku Gringotta bez nich.
Przeniosła wzrok za ladę, ku jej zdziwieniu jeden z przedstawicieli rasy o której rozmawiali znajdował się za ladą. Cóż za zbieg okoliczności. - Zobacz, ci na zewnątrz na pewno nie byliby szczęśliwi gdyby zobaczyli tego tutaj. - Szepnęła cicho do brata, żeby nie daj Merlinie goblin aptekarz ich nie usłyszał, nie chciała wyjść na nietolerancyjną.