25.07.2024, 12:25 ✶
przy stoliku z Richardem i Sophie
Przez chwilę zastanawiała się co jej odpowiedzieć.
Prawdę? Może i to byłoby lepsze rozwiązanie tego problemu. Przedstawienie rzeczywistości takiej jaka była. A jednak odpowiedź Richarda była dużo lepsza i wystarczająca.
- Miał inne zobowiązania.- Powiedziała, upijając wina.- Wierz mi, dla całej naszej trójki to też nie jest układ doskonały.- Dodała szybko jakby próbowała odpowiedzieć na niezadane pytanie. Tak, Robert wiedział o wszystkim i to, że nie siedział tutaj popijając leniwie whisky było jego własną, dorosłą decyzją.
- Sophie. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że się tu wybierasz?- Zapytała, uznając, że to dobry moment na poruszenie dużo ważniejszego tematu niż jej mała roszada mężami. Zresztą kto by tam zauważył różnicę prawda?- Zabrałabym cię do Rosierów, może do fryzjera…- Zmierzyła ją uważnym, ale jednym z tych wyjątkowo krytycznych spojrzeń. Zakryta jak zakonnica, w ręcznie szytej sukience. I to w dodatku w kratkę! Co z tego że uroczej i całkiem modnej, skoro brakowało jej tego blichtru i przepychu. Mogła ją chociaż o jakieś lepszą biżuterię poprosić.-... kosmetyczki. Dobra kreacja, trochę magii, może nieco wyższe szpilki…- W takich momentach Lorien nieświadomie zamieniała się we własną matkę, zaciskała umalowane na czerwono usta w pretensjonalnym grymasie. Wszyscy mogli być piękni, gdy sypnęło się odpowiednią ilością galeonów.- No ale już trudno. Nic już na to nie poradzimy.- Dodała z nieukrywanym zawodem.- Chodź tu.
Przesunęła się na krześle i poklepała obite siedzenie dając dziewczynie znak żeby na moment przy niej przysiadła. Na pewno nie będzie im wygodnie, ale to tylko tymczasowe rozwiązanie.
W międzyczasie zdjęła swoje długie złote kolczyki z błyszczącymi czerwonymi kamieniami szlachetnymi. Powinny pasować. Zdjęła też z szyi bogato zdobiony naszyjnik do kompletu, przez co została z jednym tylko łańcuszkiem - tym, z zawieszką z wagą. Wyjątkowo tani drobiazg jak na panią Mulciber. Tego ani myślała oddawać. Nad pierścionkami musiała zastanowić się chwilę dłużej, ale ostatecznie położyła na blacie dwa złote pierścionki z kamieniami w kolorach pasujących pod sukienkę pasierbicy.
- Załóż to.- Poleciła.- Mia cara, dzisiejsze spotkanie to coś więcej niż miła zabawa przy kartach czy szampanie.- Powiedziała łagodnie.- To wojna charakterów i naprawdę cholernie trudny obóz przetrwania wiesz? Gorsze są już chyba tylko bale zaręczynowe. Dlatego powinnaś nam była o tym powiedzieć.- Spojrzała w stronę Richarda szukając poparcia. Każde czystokrwiste dziecko kiedyś przez to przechodziło. Ciągnące się w nieskończoność przyjęcia, gdzie rodzice mogli ich sobie oceniać jak pieski wystawowe.
- Wiesz, gdy ja byłam w twoim wieku, w życiu nie przyszłoby mi do głowy wybrać się w takie miejsce bez wiedzy rodziców. W dodatku kompletnie bez pieniędzy. - Dodała dużo bardziej moralizatorskim tonem. A co tam, kto by jej kłamstwo miał niby tutaj zarzucić? Richard nic nie wiedział o jej przeszłości, a Agnes była poza zasięgiem ich rozmowy, żeby jej wypomnieć kilka przygód.
Zero ryzyka zdemaskowania.