• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony

[01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#14
25.07.2024, 13:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2024, 20:49 przez Anthony Shafiq.)  
Zgodnie z mugolskimi analizami, aby doświadczyć głębokiego duchowego katharsis, potrzebnych było kilka elementów, możliwych do mechanicznego wprowadzenia w życie, bez konieczności nadbudowy obrzędu, czy nawet kultu. Potrzeby fizyczne, psychiczne, społeczne i duchowe w holistycznym ujęciu, były w gruncie rzeczy proste do ukierunkowania, bez względy na to, czy prowadził Cię szaman, kapłan czy Ty sam odhaczałeś punkt po punkcie ścieżkę do osiągnięcia mistycznego uniesienia.

Nie było to celem Anthony'ego, ale jego ciało było już odpowiednio zmęczone: poranna pobudka, całodniowa służba w słońcu i finalny marsz dotleniający mięśnie i serce rześkim górskim powietrzem. Psychiczna determinacja schodziła na dalszy plan wobec tego fizycznego zmęczenia, ale dzięki temu myślom trudniej było zapętlać się na szyi, analizować i metaanalizować każdą najdrobniejszą kwestię, każdy gest i słowo rozmówcy, każde własne odczucie, każde zapamiętałe w dumie uprzedzenia. Myśli opadłe, zmęczone, odsłaniały się na czucie relacji. Dziś, gdy słońce dogasało wraz ze świecą, społecznie wysycony ludźmi, którzy otaczali go ciasno przez te wszystkie godziny wspólnej celebracji, aż w końcu pozostał tylko jeden. Jedyny, przy którym chciał złożyć broń i zwyczajnie odpocząć, któremu chciał zaufać, mimo wciąż nieprzepracowanych spraw i ran, które zadali sobie wzajemnie zastałymi przez lata niedopowiedzeniami.

Anthony był obrany jak owoc, z kolejnych warstw, ze skórki, z miąższu, w końcu z twardej zabezpieczającej go skorupy osłaniającej przed możliwym zranieniem... Wewnątrz pozostało gorące nasiono, skulona dusza, która w końcu miała szansę zaśpiewać w szczerości swoich pragnień. Dusza mająca szansę dotknąć prawdy w niepewności wieczności, ale doskonałej w formie i czasie pewności chwili. Trwali na przeciwko siebie, w bezruchu, w cichym powiewie modlitwy, w drganiu rytualnej świecy zapraszając Księżycową Boginię w skromne progi chaty po środku niczego. W milczącym szepcie, w dziękczynieniu i trosce, w nieśmiałej prośbie o zapewnienie bezpieczeństwa trwali razem, a mężczyzna dał się porwać zaproszeniu do odczucia pełni mistycyzmu tego doświadczenia. Nie potrzebny był sabat, niepotrzebne wielkie ogniska, tańczące tłumy i krwawe ofiary. Anthony czuł to na wskroś, tę łączność, której szukał w miesiącach studiowania przepływu magicznego splotu, czuł jak w zmęczeniu całym tym dniem, opuszcza finalnie barierę i otwiera się, punkt po punkcie, czakra po czakrze, na doświadczenie komunii, niedostępnej na co dzień w kokonie ochronnego cynizmu. Czuł, w duchowym, metafizycznym uniesieniu, jak energia ogniskuje się w tym momencie dnia i przestrzeni, niemal dotykał ją iskrzącą między opuszkami własnych palców. W doskonałości boskiego połączenia, niemal widział przepływ biegnący od ich ciał ku świecy i rozchodzący od niej falą po obejściu. Przepływ wzmocniony po tysiąckroć, wypełniał do cna wonią dymu, ziół i świeżego chleba przestrzeń, wtapiając się w stare zakurzone meble, zapomniane przetwory, wyliniałe koce, nadpróchniałe ściany czy w końcu brudne okna. Byli w tym razem, dwie istoty, których serca i dusze otworzyły się na doświadczenie bardziej intymne niż cokolwiek, co oferowała materia ciała. Zatopieni w pierwotnej, uświęconej magii ofiarowanej im przez bogów tysiące lat temu, ofiarowanej im teraz przez Matkę, dawali i przyjmowali ją, jak nieme błogosławieństwo i przyzwolenie bycia tym, kim byli.

Gdy Erik spojrzał na niego, przez moment nie mógł wyrzec słowa, przygnieciony wrażeniem i pragnieniem, aby ów doświadczenie nie było tylko ułudą, efektem przetlenienia, głodu i obezwładniającego zmęczenia. Posmak zunifikowania się ze splotem, który ich otaczał pozostał jednak na języku, zeszklone oczy nie mogły się oderwać od uśmiechu tego, który chciał zabrać go do nieba, a sam czynił niebo na ziemi, samą swoją anielską obecnością. Może marzenie o życiu wysyconym spokojnym nurtem było mrzonką, ale jak przez sito przesypujące dno rzek, mogli znaleźć złociste grudki, momenty takie jak ten i sycić się nim, i chłonąć spokój i czas którego nikt i nic nie było w stanie im zakłócić. Pytanie o to, czy Longbottom też poczuł to co się zadziało między nimi, ułożyło się w ustach, tuż w miejscu, w którym czeluść gardła finalnie zdecydowała o tym, aby nie zadrgać, aby go nie wypowiedzieć. Świeca, podobnie jak słońce, zgasła. W pomieszczeniu było dziwnie ciemno, ale i świetliście, w wibrującym ciężarze mistycyzmu zaklętego w prozie, w prostocie, do której nawoływali asceci i ojcowie pustyni.

Anthony w końcu drgnął, wysunął ciało z ciepłego Matczynego objęcia, wyminął stół i podszedł do Erika tylko po to, by na moment złożyć dłoń z sygnetem, który kupił podczas dzisiejszego święta zbiorów, na jego barku. A zaraz potem oparł o niego skroń, oddychając bliskością i intymnością chwili, która w jego odczuciu była ciaśniejszym splotem, niż gdyby nadzy kotłowali się teraz na podłodze. Wdzięczność wypełniała jego serce i chciał bardzo za tę wdzięczność odpłacić.
– Chodź ze mną – szepnął, ni to stwierdził fakt, ni to poprosił, odciągając go od trosk i obowiązków, od potrzeby sprawdzenia zapomnianego inwentarza.

Pociągnął go na zewnątrz, gdzie magiczny koc ugładził chwasty dając miejsca temu prawdziwemu, wełnianemu, zdobionemu w kratę - wbrew wcześniej zadeklarowanym preferencjom Erika - niebieską. W dłoniach Longbottoma pojawiły się ze stuknięciem dwie czarne butelki szkockiego piwa, które już od otwarcia mogły zachwycić dębowo-orzechową otuliną ciemnego, intensywnie chmielowego aromatu podbitego owocowym słodem.

– Na dobre zamknięcie dobrego dnia. – Uśmiechnął się łagodnie zajmując miejsce obok mężczyzny, próbując skupić się na tym, by nie wgapiać się w niego tępo, dziękując niebu za to, że zgasło, a w mroku nadchodzącej nocy tak trudno było zobaczyć rumieniec palący jego policzki. Nie mówił więc już nic więcej, bojąc się, że głos mu się złamie, że powie za dużo, że zachłannością zniszczy marzenie, w które mogli się wspólnie zanurzyć chociaż na chwilę. Zamiast tego więc sięgnął ponownie do torby i wyciągnął dwa sporych rozmiarów zawiniątka. Nawet przy słabym świetle widać było śnieżną biel jedwabnych serwet wyszytych srebrną nicią w eleganckie listowie, zbeszczeszczoną brutalnie ciemnymi zaciekami pieczeniowego sosu i tłustymi plamami dodatku, którym najwidoczniej twórca ów posiłku chciał podbić smak mięsiwa. Stan wspomnianych kanapek tłumaczył minę Anthony'ego, kiedy o nich mówił wcześniej. Chleb: świeży, pszenny, doskonały w swojej miękkości i sprężystości był absolutnie zdewastowany nierównym cięciem. Zbyt grube kromki nosiły ciężar poszarpanego wołowego mięsiwa z pieczeni, która najprawdopodobniej serwowana była na ciepło dzień wcześniej, pokrytego dodatkowo gęstym, aromatycznym sosem miodowo-musztardowym i ciemnofioletową cebulową konfiturą. Gdzieniegdzie wystawały nierówno pokrojone pikle oraz soczyste ale bardzo kanciaste plasterki pomidora, zupełnie jakby ktoś próbował odkroić skórkę nożem, nie wiedząc, że można ją sparzyć i zdjąć bez większego problemu. Wrażliwość ustąpiła grymasowi zdegustowania i zażenowania tą sytuacją. Anthony wypuścił z siebie powietrze z syknięciem, gdy okazało się, że druga kanapka wygląda równie tragicznie.

–... Bardzo... emm...nie... – zawahał się, nie patrząc w jego stronę – Szalenie wręcz liczę na to, że smakuje zdecydowanie lepiej niż wygląda – poprawił się, zastanawiając się co ma zrobić ze sobą, bo odnosił wrażenie, że nie przełknie ani kęsa. Co za blamaż! A mógł sam wyruszyć po piwo, a Wergiliuszowi dać przygotować prowiant. Z drugiej jednak strony Wergiliusz i tak już robił dziwne insynuacje po ostatniej lipcowej nocy, nie chciał skrzatowi domowemu dokładać drwa do plotkarskiego ognia, szczególnie przez dziwne jego nieobecności w rezydencji tłumaczone potrzebą konsultacji przepisów z Malwą. Dlatego w ostatecznym rozrachunku to skrzat dla niepoznaki miał dostarczyć z Inverness skrzynkę najlepszego lokalnego piwa, dając tym samym czas samemu sobiena ten rozpaczliwy kulinarny debiut. Mniejsze zło.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (7578), Erik Longbottom (5216)




Wiadomości w tym wątku
[01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 19.06.2024, 17:16
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 20.06.2024, 11:02
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 22.06.2024, 12:30
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 21.06.2024, 18:12
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 02.07.2024, 00:24
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 08.07.2024, 23:02
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 16.07.2024, 00:31
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 16.07.2024, 11:32
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 19.07.2024, 10:56
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 18.07.2024, 23:20
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 21.07.2024, 00:26
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 21.07.2024, 22:20
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 25.07.2024, 13:58
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 25.07.2024, 02:12
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 25.07.2024, 23:55
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Anthony Shafiq - 26.07.2024, 09:33
RE: [01/08/1972] Niech Matka ma was w swojej opiece || Erik & Anthony - przez Erik Longbottom - 26.07.2024, 14:25

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa