25.07.2024, 16:52 ✶
- Myślałem, że to oczywiste - odparł, bez dłuższego namysłu. Dla Dolohova jednak oczywistą była każda sprawa, na którą znalazł już odpowiedź, nawet jeżeli inni potrzebowali wielu dni, miesięcy lub nawet lat, aby dojść do podobnych wniosków. - Stworzyłaś człowieka, który kreował swoją karierę jako kogoś, dla kogo związek z tobą jest jednym z najważniejszych elementów jego życia. Nie da się czegoś takiego tak po prostu zakończyć. - Stworzyła go. To był sztuczny twór, a nie on, nie żywy człowiek. Zlepek tego, kim był wcześniej oraz jej oczekiwań - kompletne dziwactwo, wykreowane tak, jakby ktoś na siłę ścisnął ze sobą kompletnie niepasujące do siebie elementy układanki. - W tym mieście jest tak wielu mężczyzn, którzy daliby ci to samo bez otoczki bycia żoną gwiazdy. - Przez to samo miał oczywiście na myśli pieniądze i wygody. - Pomyślałem sobie: pewnie jest jedną z moich zaborczych fanek. Ale nie jesteś. Nie mamy dzieci. Nie marnujesz moich pieniędzy. Nie korzystasz ze swojej popularności. Nie wysłał cię też mój ojciec. Tak po prostu przejechałaś palcem po książce adresów i wypadło na mnie? Na kogoś, kogo stać na to, żeby zamiatał za ciebie szereg służących, próbujących jednocześnie dobrać kolor tych kotar do twojego gustu, żeby tylko zadowolić panią Dolohov?
Mężczyzna powoli podszedł do jednej z okiennic i stanął przy niej, wyglądając na pełną ludzi ulicę. Wyprostowany, z rękoma złożonymi za plecami, stał tak dłuższy moment i milczał. Milczenie było czymś, na co pozwalał sobie tylko przy osobach, którym ufał. Na co dzień wahał się lub tracił wątek niezwykle rzadko.
- Chyba na próżno doszukuję się w tym sensu.
Ale on tak już miał, że instynktownie doszukiwał się go... wszędzie. Tylko po to, żeby życie zawodziło go raz za razem, w przykry sposób udowadniając mu, jak bardzo nieboskim bytem był - a chciał być czymś więcej. Czymś, co ludzie wyznawaliby z taką intensywnością, aby stało się tak istotnym elementem ich codzienności jak bogowie, ku czci którym nazwano niegdyś święta Koła Roku. Wędrowała tam pod nimi masa maleńkich mrówek i wszystkie zmierzały na plac, gdzie mieli oddać się kolejnej formie oddawania czci czemuś znajdującemu się ponad nimi. Najwyraźniej nie powstrzymywały ich coraz to gorsze i mrożące krew w żyłach ataki i próby morderstw.
Mężczyzna powoli podszedł do jednej z okiennic i stanął przy niej, wyglądając na pełną ludzi ulicę. Wyprostowany, z rękoma złożonymi za plecami, stał tak dłuższy moment i milczał. Milczenie było czymś, na co pozwalał sobie tylko przy osobach, którym ufał. Na co dzień wahał się lub tracił wątek niezwykle rzadko.
- Chyba na próżno doszukuję się w tym sensu.
Ale on tak już miał, że instynktownie doszukiwał się go... wszędzie. Tylko po to, żeby życie zawodziło go raz za razem, w przykry sposób udowadniając mu, jak bardzo nieboskim bytem był - a chciał być czymś więcej. Czymś, co ludzie wyznawaliby z taką intensywnością, aby stało się tak istotnym elementem ich codzienności jak bogowie, ku czci którym nazwano niegdyś święta Koła Roku. Wędrowała tam pod nimi masa maleńkich mrówek i wszystkie zmierzały na plac, gdzie mieli oddać się kolejnej formie oddawania czci czemuś znajdującemu się ponad nimi. Najwyraźniej nie powstrzymywały ich coraz to gorsze i mrożące krew w żyłach ataki i próby morderstw.
with all due respect, which is none