25.07.2024, 17:59 ✶
Koniec tańca -> okolice skrzyneczek z losami, obserwuję ludzi
Takim jak Chester Rookwood Bellowie przeszkadzali samym swoim istnieniem: żywe dowody, że magia nie należy tylko do tych, którzy odziedziczyli ją po rodzicach. Brenna miałaby na ten temat cholernie dużo do powiedzenia, i już nawet była bliska odpowiedzenia, ale uznała, że raz się zamknie, bo jak już zacznie, pewnie nie zdoła przestać. A to był miły wieczór, pomijając te upadki z miotły, a oni oboje w pracy dostatecznie często stykali się z rozmowami czy sytuacjami dotyczącymi czegoś takiego.
– Przejażdżki Błędnym Rycerzem to przeżycie… wzbudzające zawsze wiele emocji – stwierdziła za to na słowa o Vesperze, uśmiechając się mimowolnie na wspomnienie nie tak dawnej rozmowy z Pandorą Prewett. Uśmiech szybko jednak zamienił się w nieco bolesny grymas. - Cholera, to dopiero coś, o czym nie chcę pamiętać. Dalej podejrzewam, że Erik się mścił i przekupił kogoś w redakcji. Przekonanie mamy, by nie wieszała tego na ścianie obok artykułu z Erikiem, było wyzwaniem większym niż Owutemy w Hogwarcie.
Tak naprawdę to nie było nic wielkiego: nic na co zwróciłaby uwagę jeszcze parę miesięcy temu, zbywając to machnięciem ręki, w czerwcu jednak sytuacja była taka, że na sam widok artykułu miała ochotę walnąć głową w biurko. Na całe szczęście, dwa miesiące po jego publikacji pamiętali o nim zapewne głównie sami zainteresowani i niewielkie grono wielbicieli, których niektórzy z nich posiadali.
Sama Brenna zbliżyła się do skrzyneczek, chociaż nie wrzucała na razie swojego imienia – obserwowała raczej dorzucane i nadlatujące pod postacią samolocików karteczki, podliczając, ile ich wejdzie, decyzję o tym, że dorzucić swoje uzależniając od tego, czy „wyjdzie” więcej kobiet czy mężczyzn.
Potoczyła spojrzeniem po okolicy, tak dla upewnienia, czy wszystko w porządku, uśmiechając się lekko na widok Thomasa i Sama stojących nieco na boku, Jonathana i Woody’ego, odchodzących plażą, a potem jeszcze szerzej, gdy dojrzała Basiliusa tańczącego z Dorą – nie była pewna, czy to morskie powietrze tak na niego wpływa, ale chyba należało go częściej ciągnąć na plażę. Przez moment obserwowała też towarzystwo przy ognisku, to już z pewnym zamyśleniem.
– Erik! Chyba nie rozczarujesz obecnych tu pań, braciszku? – rzuciła do brata, kompletnie nie mając pojęcia, że ten postanowił zostać ascetą, odmówił tańca Dorze i nawet nie pił drinków. Zauważyła tylko, że towarzystwo wokół niego się póki co rozbiegło.
Takim jak Chester Rookwood Bellowie przeszkadzali samym swoim istnieniem: żywe dowody, że magia nie należy tylko do tych, którzy odziedziczyli ją po rodzicach. Brenna miałaby na ten temat cholernie dużo do powiedzenia, i już nawet była bliska odpowiedzenia, ale uznała, że raz się zamknie, bo jak już zacznie, pewnie nie zdoła przestać. A to był miły wieczór, pomijając te upadki z miotły, a oni oboje w pracy dostatecznie często stykali się z rozmowami czy sytuacjami dotyczącymi czegoś takiego.
– Przejażdżki Błędnym Rycerzem to przeżycie… wzbudzające zawsze wiele emocji – stwierdziła za to na słowa o Vesperze, uśmiechając się mimowolnie na wspomnienie nie tak dawnej rozmowy z Pandorą Prewett. Uśmiech szybko jednak zamienił się w nieco bolesny grymas. - Cholera, to dopiero coś, o czym nie chcę pamiętać. Dalej podejrzewam, że Erik się mścił i przekupił kogoś w redakcji. Przekonanie mamy, by nie wieszała tego na ścianie obok artykułu z Erikiem, było wyzwaniem większym niż Owutemy w Hogwarcie.
Tak naprawdę to nie było nic wielkiego: nic na co zwróciłaby uwagę jeszcze parę miesięcy temu, zbywając to machnięciem ręki, w czerwcu jednak sytuacja była taka, że na sam widok artykułu miała ochotę walnąć głową w biurko. Na całe szczęście, dwa miesiące po jego publikacji pamiętali o nim zapewne głównie sami zainteresowani i niewielkie grono wielbicieli, których niektórzy z nich posiadali.
Sama Brenna zbliżyła się do skrzyneczek, chociaż nie wrzucała na razie swojego imienia – obserwowała raczej dorzucane i nadlatujące pod postacią samolocików karteczki, podliczając, ile ich wejdzie, decyzję o tym, że dorzucić swoje uzależniając od tego, czy „wyjdzie” więcej kobiet czy mężczyzn.
Potoczyła spojrzeniem po okolicy, tak dla upewnienia, czy wszystko w porządku, uśmiechając się lekko na widok Thomasa i Sama stojących nieco na boku, Jonathana i Woody’ego, odchodzących plażą, a potem jeszcze szerzej, gdy dojrzała Basiliusa tańczącego z Dorą – nie była pewna, czy to morskie powietrze tak na niego wpływa, ale chyba należało go częściej ciągnąć na plażę. Przez moment obserwowała też towarzystwo przy ognisku, to już z pewnym zamyśleniem.
– Erik! Chyba nie rozczarujesz obecnych tu pań, braciszku? – rzuciła do brata, kompletnie nie mając pojęcia, że ten postanowił zostać ascetą, odmówił tańca Dorze i nawet nie pił drinków. Zauważyła tylko, że towarzystwo wokół niego się póki co rozbiegło.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.