26.07.2024, 02:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2024, 02:19 przez Dægberht Flint.)
Flinty biegł nieco dziwacznie, jakby nie wiedział do końca co zrobić z rękoma. Nie wynikało to z dziwactwa ogólnego, lecz z dziwactwa, jakie nabył, zakładając ten niezbyt wygodny kapelusz, który spadał mu z głowy. Dłonie miał więc zawieszone pomiędzy pozycją charakterystyczną dla biegaczy a swoją głową, żeby w krytycznym momencie móc złapać go i przytrzymać, zanim ten odfrunie w siną dal... Zdecydowanie nie pomagało to w zbliżeniu się do O'Dwyera, ale Flint mieszkający przy Horyzontalnej nie od wczoraj postanowił ograć go w nieco inny sposób, a mianowicie skręcić w jedną z bocznych uliczek, jedną z tych idących prostszą drogą, niż wykręcająca w dziwny sposób aleja. Trik udał mu się bezbłędnie, błędem natomiast było to, co chciał zrobić później - to jest podstawić kocakowi nogę.
Nie dość, że Leo udało się ją sprawnie przeskoczyć (a może i pokazać mu język), to jeszcze momentalnie zalało go poczucie winy.
Dægberht, zachowujesz się jak kompletna świnia!
Jęk Matki w jego głowie wywołał w nim tak silne emocje, że aż się zagotował, chociaż w pierwszej chwili wydusił z siebie jedynie krótkie i niezbyt sugerujące załamanie „mhm”. Zaraz po tym odchrząknął i nie ruszając się z miejsca krzyknął:
- Poczekaj! - Ale tym razem o wiele głośniej i bardziej przekonująco. Być może dlatego, że zamiast bardzo mi na tej sakiewce zależy, oddaj moją własność czy standardowego gonić złodzieja, Flint dodał:
- Ta sakiewka przeklęta jest! Masz przed sobą dwa lata nieszczęścia!
Nie zamierzał już za nim biec, skoro pani Pippins gdzieś tam, kilkadziesiąt kroków do tyłu, musiała dopiekać mu pysznego wafla, którego zje słuchając opowieści Viorici o tym, co go ominęło kiedy przebywał za siedmioma morzami. Marne to pewnie pocieszenie, ale dwa lata nieszczęścia to bardzo dużo życia - o wiele więcej niż przewidziała dla nich Matka - klątwa nie spełni się, skoro wszyscy zginą wcześniej. Cóż, wiwat przypadkowi! Kolejna dusza uratowana z objęć tortur. Jedynym co trzeba było zrobić, aby ich uniknąć okazała się być śmierć.
Rzut N 1d100 - 33
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nie dość, że Leo udało się ją sprawnie przeskoczyć (a może i pokazać mu język), to jeszcze momentalnie zalało go poczucie winy.
Dægberht, zachowujesz się jak kompletna świnia!
Jęk Matki w jego głowie wywołał w nim tak silne emocje, że aż się zagotował, chociaż w pierwszej chwili wydusił z siebie jedynie krótkie i niezbyt sugerujące załamanie „mhm”. Zaraz po tym odchrząknął i nie ruszając się z miejsca krzyknął:
- Poczekaj! - Ale tym razem o wiele głośniej i bardziej przekonująco. Być może dlatego, że zamiast bardzo mi na tej sakiewce zależy, oddaj moją własność czy standardowego gonić złodzieja, Flint dodał:
- Ta sakiewka przeklęta jest! Masz przed sobą dwa lata nieszczęścia!
Nie zamierzał już za nim biec, skoro pani Pippins gdzieś tam, kilkadziesiąt kroków do tyłu, musiała dopiekać mu pysznego wafla, którego zje słuchając opowieści Viorici o tym, co go ominęło kiedy przebywał za siedmioma morzami. Marne to pewnie pocieszenie, ale dwa lata nieszczęścia to bardzo dużo życia - o wiele więcej niż przewidziała dla nich Matka - klątwa nie spełni się, skoro wszyscy zginą wcześniej. Cóż, wiwat przypadkowi! Kolejna dusza uratowana z objęć tortur. Jedynym co trzeba było zrobić, aby ich uniknąć okazała się być śmierć.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr