Przyglądała mu się jeszcze przez chwilę, z tym swoim zagadkowym uśmiechem, aż w końcu raz jeszcze zawołała skrzatkę, prosząc ją tym razem o filiżankę herbaty dla Astarotha. Na swoją nie musiał długo czekać, bo chwilę później Strzałka kładła na stoliku przed nim porcelanowy talerzyk pasujący do filiżanki, wymalowany w zieleń i czerwień – liście i róże, i przysunęła też do niego cukiernicę, po czym ukłoniła się i zniknęła.
Victoria pomyślała sobie, że to chyba powinno uspokoić gościa – to, jak szybko skrzatka reagowała i pojawiała się wywołana. A skrzaty posiadały naprawdę sporą moc w tych swoich małych ciałkach – sama widziała na oczy, jak rozłożyła Brennę i Sauriela na łopatki.
Miała nadzieję, że Sauriel jednak dołączy do tego przedsięwzięcia, ale nie chciała się Astarothowi spowiadać z tej relacji. Że byli zaręczeni nie było tajemnicą, ale że zerwali zaręczyny… Victoria mało o tym mówiła, brak pierścionka był wskazówką, ale Samej nie wyglądał na kogoś, kto w ogóle interesował się tymi wszystkimi zawirowaniami kto z kim i dlaczego. No i raczej nie było żadną powszechną wiedzą, że syn Rookwoodów to wampir… i od tygodnia nie byli już zaręczeni i na relacja była… no była dziwna. Victoria nie wiedziała, jak na nią patrzeć i oczekiwać.
Patrzyła na niego z pewną dozą współczucia, bo potrafiła sobie wyobrazić, skąd to odcinanie się od znajomych. Strach przed spojrzeniem w oczy własnemu odbiciu w lustrze, nienawiść do samego siebie, bo żeby nadal żyć trzeba było krzywdzić innych, może obrzydzenie, że to musi być krew… i ten głód. Nienasycony niczym głód, którego młodziutki wampir nie potrafił kontrolować.
– Zażycie eliksiru ochrony przed ogniem wygląda tak, że po tym jak wyjdziesz na słońce, zaczynasz normalnie od niego płonąć. Po prostu ten ogień nic ci nie robi i dalej żyjesz – wyjaśniła mu krótko, najprościej jak potrafiła, by zrozumiał o czym tu rozmawiali. – To skuteczne, no ale upierdliwe jakby na to nie patrzeć, no i zwraca się na siebie niepotrzebną uwagę. Ale w krytycznych momentach może się przydać – dlatego… w sumie warto, żeby miał ze sobą chociaż jedną sztukę, tak na wszelki wypadek… zanotowała sobie, żeby później mu wysłać fiolkę. – A ja chcę stworzyć coś, dzięki czemu wyjście na słońce nie powodowałoby w ogóle tego płonięcia – żeby tak po prostu mogli wyjść w słoneczny dzień, bez konieczności skrywania się w cieniu. – Poza tym no… możesz się opatulić od stóp do głowy, tak żeby żaden kawałek ciała nie wystawał i też wyjść w dzień. Tylko też wyglądałby głupio – Sauriel tak się czasami oblekał; długie spodnie, koszule, rękawiczki, kapelusz i szalik na twarzy… ale w jakim momencie było to komfortowe? No żadnym.
– Obawiam się, że to faktycznie może być kwestia przyzwyczajenia i doświadczenia. Nienasycony głód jest chyba wpisany w waszą egzystencję – ona też go czuła w tym jednym wspomnieniu własnej babci. Czuła ten głód namacalnie, jakby towarzyszył jej zawsze i był czymś normalnym. Czuła też brak głodu… w jednym konkretnym przypadku, ale o tym z nikim nawet nie porozmawiała. – Ale zobaczę co da się zrobić. Może udałoby się go trochę zmniejszyć, żeby był łatwiejszy do kontrolowania na początku? – myślała o tym, ale do tej pory było to gdzieś na końcu jej listy. Ale może właśnie powinna to przesunąć na początek… żeby Astaroth nie był taki groźny i tak się nie bał, że zrobi komuś krzywdę. – O substytucie krwi też myślałam… tylko nie wiem, czy to by pozwoliło na całkowite jej wyeliminowanie – obawiała się że nie…. To ją też zastanowiło – czy Astaroth w ogóle wiedział, jak wielką krew miała tutaj moc. – Wiesz dlaczego wampiry piją krew? Czy ta koncepcja jest ci nie do końca jasna? – zapytała, gotowa wyjaśnić mu, dlaczego uważała, że to nie może zostać całkowicie wyeliminowane.
– Powiedz mi… czy próbowałeś jeść nazwijmy to normalne jedzenie? – można było zauważyć, że Victoria bardzo uważała, by nie nazwać niczego związanego z wampiryzmem jakąś abominacją, odstępstwem, innością, nienormalnością i tak dalej – głównie dlatego, że sama to zaakceptowała i nie uważała za nic złego, ani jako powód do dyskryminacji. Czasami jednak nie była pewna jak nazwać pewne rzeczy, by było to mocno zaakcentowane.