Rita była zmęczona. Może i ambasador za nią przepadał, ale ten dzień zakończył się naprawdę ciężką przeprawą, o swoim niezadowoleniu oczywiście zamierzała wspomnieć Jonathanowi. - Ten to dzisiaj zdecydowanie nie był w sosie, nie wiem jak sobie z nim poradzimy. - Wydawało jej się, że muszą zmienić sposób w jaki prowadzili rozmowę, jednak nie do końca miała pomysł jak inaczej to ugryźć. - Masz jakieś pomysły? Bo mnie zaczyna ich chyba brakować. - Rzuciła jeszcze do wujka, kiedy wchodzili do biura. Mieli niewiele czasu na to, aby przedyskutować cały problem z ambasadorem.
- Póki co nie. - Powiedziała do Lisy obojętnym tonem.
Jej oczom ukazało się zgromadzenie, całkiem spore. - Co tam się dzieje? - Zapytała jeszcze wuja. Nie powinni chyba odrywać się od tej sprawy, którą aktualnie mieli się zajać, ale też nie zamierzała stać z boku, gdy wszyscy wydawali się być czymś mocno zainteresowani. - Chyba nic się nie stanie jak pójdziemy tam na chwilkę. - Potrzebowała potwierdzenia Jonathana, aby ten pomysł wydał się jej być w pełni przemyślany. Jeśli on się zgodzi, to na pewno nie będzie miała do siebie wyrzutów sumienia, że przez chwilę przestała myśleć o tym, co oni mieli do zrobienia.