26.07.2024, 20:10 ✶
Może rzeczywiście mogliby zacząć wszystko wcześniej, ale czy na pewno im to by wyszło na dobre? Nie wiedział i wcale nie czuł potrzeby nad tym myśleć. Wystarczyło mu tu i teraz, które ostatnio coraz bardziej doceniał, nie chcąc za bardzo rozsądzać tego, czego zmienić nie mógł, ani tego, co miało nadejść. Podobał mu się aktualny rozwój wydarzeń, który zaprowadził go do tej plaży, przez którą szedł z Gerry za rękę, nie przejmując się praktycznie niczym.
Przynajmniej tego wieczoru.
Jeszcze się okaże, że znają nas lepiej, niż my sami - pokręcił głową, wiedząc jednak, jak wiele w życiu wniosło spotkanie tych kilku osób, dzięki którym wspomnienia z Hogwartu były jednymi z tych przyjemniejszych.
Czasem zastanawiał się, co by zrobił, gdyby nie oni. I czy w ogóle by tu dzisiaj był.
Znów się zaśmiał, uznając słowa Gerry za komplement.
- Gorzej, jak się okaże, że jednak w końcu zatęsknisz za nudą. - Wątpił, chciał się jednak trochę podroczyć. W końcu życie pełne przygód nie zawsze było kolorowe, szczególnie, gdy brało się udział w małej wojnie domowej. Czasem trzeba było odpocząć. Choć Thomas nie lubił tego robić za często. Lubił, gdy coś się działo, życie pędziło, a monotonia praktycznie nie istniała. Dlatego wybrał ten a nie inny zawód, choć czasem nawet bycie brygadzistą wiązało się z robotą biurkową i chwilową stagnacją.
Zaciekawiło go, gdy Gerry wspomniała o jakiejś tajemnicy. Wyciągnięty palec lekko go rozczulił. Nie byli dziećmi, ale pochwycił go swoim, czując ciepło w swojej klatce piersiowej.
- Jasne, zachowam to dla siebie - przyrzekł, choć trochę się zestresował, co to mogło być. Spojrzał na kobietę, na jej twarz, skupił się na oczach i czuł jednak, że cokolwiek miała pokazać, nie może być to coś złego.
Kręcił głową słysząc przekomarzanki Gerry i Erika, uśmiech jednak nie schodził mu przy tym z ust. Szczególnie, gdy widział, jak kobieta odwzajemniła ten gest, sprawiając jednocześnie, że przez chwilę nie mógł oderwać od niej oczu. Niemalże szczerzył się jak głupi do sera, nie mógł jednak nic na to poradzić. To był naprawdę dobry dzień.
Choć na chwilę zmarszczył brwi, widząc reakcję Gerry, zapewne na kogoś, kto pojawił się przy barze. Zanim jednak zdążył się przyjrzeć o co chodzi, chwyciła jego dłoń i ruszyli na parkiet.
- Uważaj, bo jeszcze nie wiesz, na co się piszesz - odpowiedział jej ze śmiechem, zanim nie porwała ich muzyka.
Nie był wybitnym tancerzem, raczej przeciętnym, dawał się ponieść rytmowi i nastrojowi muzyki, która grała z magicznego radia. W którymś momencie obrócił Geraldine tak, by przy drugim piruecie znalazła się bliżej niego i uśmiechnął się zabawnie, zaraz znów zwiększając dystans. Bawił się tańcem i cieszył tym, że byli tu we dwoje.
- Przed chwilą przy barze, coś się stało? Wydawałaś się na chwilę trochę zdziwiona? - zapytał, poddając się w końcu zżerającej go ciekawości. I prawdopodobnie lekkiem zmartwieniu, które jednak było mocno stłumione. Nie przestawał jednak tańczyć, nawet, gdy zmieniła się muzyka, choć jego ruchy wtedy już tak.
A potem Brenna rzuciła ogłoszenie. Uniósł brwi zerkając w tamtą stronę, spojrzał na Gerry i uśmiechnął się.
- Chcesz się w to bawić? Czy wolisz mieć na dziś stałego partnera do tańca? - Bo skoro ją tu dziś zaprosił, nie chciał sprawić jej dyskomfortu i nagle zostawić tańcząc z kimś kogo kompletnie nie zna, jeśli tego nie chciała.
Szczególnie, że naprawdę dobrze mu się z nią zdobywało parkiet.
Przynajmniej tego wieczoru.
Jeszcze się okaże, że znają nas lepiej, niż my sami - pokręcił głową, wiedząc jednak, jak wiele w życiu wniosło spotkanie tych kilku osób, dzięki którym wspomnienia z Hogwartu były jednymi z tych przyjemniejszych.
Czasem zastanawiał się, co by zrobił, gdyby nie oni. I czy w ogóle by tu dzisiaj był.
Znów się zaśmiał, uznając słowa Gerry za komplement.
- Gorzej, jak się okaże, że jednak w końcu zatęsknisz za nudą. - Wątpił, chciał się jednak trochę podroczyć. W końcu życie pełne przygód nie zawsze było kolorowe, szczególnie, gdy brało się udział w małej wojnie domowej. Czasem trzeba było odpocząć. Choć Thomas nie lubił tego robić za często. Lubił, gdy coś się działo, życie pędziło, a monotonia praktycznie nie istniała. Dlatego wybrał ten a nie inny zawód, choć czasem nawet bycie brygadzistą wiązało się z robotą biurkową i chwilową stagnacją.
Zaciekawiło go, gdy Gerry wspomniała o jakiejś tajemnicy. Wyciągnięty palec lekko go rozczulił. Nie byli dziećmi, ale pochwycił go swoim, czując ciepło w swojej klatce piersiowej.
- Jasne, zachowam to dla siebie - przyrzekł, choć trochę się zestresował, co to mogło być. Spojrzał na kobietę, na jej twarz, skupił się na oczach i czuł jednak, że cokolwiek miała pokazać, nie może być to coś złego.
Kręcił głową słysząc przekomarzanki Gerry i Erika, uśmiech jednak nie schodził mu przy tym z ust. Szczególnie, gdy widział, jak kobieta odwzajemniła ten gest, sprawiając jednocześnie, że przez chwilę nie mógł oderwać od niej oczu. Niemalże szczerzył się jak głupi do sera, nie mógł jednak nic na to poradzić. To był naprawdę dobry dzień.
Choć na chwilę zmarszczył brwi, widząc reakcję Gerry, zapewne na kogoś, kto pojawił się przy barze. Zanim jednak zdążył się przyjrzeć o co chodzi, chwyciła jego dłoń i ruszyli na parkiet.
- Uważaj, bo jeszcze nie wiesz, na co się piszesz - odpowiedział jej ze śmiechem, zanim nie porwała ich muzyka.
Nie był wybitnym tancerzem, raczej przeciętnym, dawał się ponieść rytmowi i nastrojowi muzyki, która grała z magicznego radia. W którymś momencie obrócił Geraldine tak, by przy drugim piruecie znalazła się bliżej niego i uśmiechnął się zabawnie, zaraz znów zwiększając dystans. Bawił się tańcem i cieszył tym, że byli tu we dwoje.
- Przed chwilą przy barze, coś się stało? Wydawałaś się na chwilę trochę zdziwiona? - zapytał, poddając się w końcu zżerającej go ciekawości. I prawdopodobnie lekkiem zmartwieniu, które jednak było mocno stłumione. Nie przestawał jednak tańczyć, nawet, gdy zmieniła się muzyka, choć jego ruchy wtedy już tak.
A potem Brenna rzuciła ogłoszenie. Uniósł brwi zerkając w tamtą stronę, spojrzał na Gerry i uśmiechnął się.
- Chcesz się w to bawić? Czy wolisz mieć na dziś stałego partnera do tańca? - Bo skoro ją tu dziś zaprosił, nie chciał sprawić jej dyskomfortu i nagle zostawić tańcząc z kimś kogo kompletnie nie zna, jeśli tego nie chciała.
Szczególnie, że naprawdę dobrze mu się z nią zdobywało parkiet.