Wyjaśnienie nieobecności Roberta nie było prostym zadaniem, zwłaszcza przy Sophie, która odkryła że Richard udawał jej ojca. Gorzej będzie, jeżeli podszywanie się pod własnego brata wyjdzie na jaw. A nie powinno. Lorien dodała kilka słów od siebie, zaznaczając jak bardzo im ten układ nie jest na rękę.
Wracając do sytuacji Sophie, gdzie zapytał ją o obecność i towarzyszenie nieznanemu chłopakowi. Tym samy także odpowiedziała Lorien na dość istotne pytanie.
- Sophie, słońce.Zwrócił się do córki brata, nieco pochylając, aby go jedynie ona słyszała jak i siedząca przy stoliku Lorien.
- Rozejrzyj się. Są tutaj osoby, co Cię znają z widzenia, jak również Twojego ojca. Wiedzą o waszej rodzinnej więzi. Nie bez powodu poruszają tematy świeżych plotek i faktów z ostatnich dni i tygodni. Nie mogę mu skłamać odnośnie Twojej obecności tutaj.
Wytłumaczył. Szczególnie chodziło mu o obecność Atreusa Bulstrode’a, którego zdążył dostrzec w tej wielkiej sali. Był on obecny na widowisku randkowym, o którym mowa była przy stole ruletkowym. Może teraz Sophie zrozumie, w co się wpakowała? Uświadomił ją, że złoży "raport" Robertowi z tego wieczora, aby był na bieżąco z tym, co tutaj się działo, kto był obecny, o czym rozmawiano. Jakby sam w nim uczestniczył.
Lorien przygarnęła ją do siebie, aby zadbać o jakiś lepszy wygląd jej osoby. Aby nie wyglądała jak córka, na której ubrania ojciec oszczędza. Zostawił więc Sophie pod opieką Lorien, aby ta wyjaśniła jej kilka kwestii tutejszego miejsca.
Tymczasem Richard pozwolił sobie rozejrzeć się po otoczeniu, wyłapując znane twarze. Jego wzrok padł na chwalipiętę Bagshota, mając ochotę mu wjebać, ale musiał się powstrzymywać. Przeniósł wzrok w kierunku grupki kobiet, przy których stał właśnie Matthias. Zmarszczył lekko brwi. Chciał skupić się na zbadaniu jego nici powiązań, jakie mogą go łączyć z Pannami Delacour. Ale Sophie odciągnęła jego uwagę pytaniem o szpilki.
- Zależy od tego, czy umiesz w nich chodzić.Wyraził się jasno. Dziwne pytanie, ale odpowiedź prosta. To nie są buty, w jakich chodzi się normalnie. Normalnie w nich to można się zabić. Jeżeli Sophie umie w nich chodzić, w porządku. Lorien może jej kupić takie buty albo nawet pożyczyć swoje. Ze względu na swój wzrost szwagierka na pewno ich nie pożyczy.
- Lorien ma rację.
Zauważył spojrzenie Lorien, pragnące jego poparcia, to je otrzymała.
- Ślicznie, wiewióreczko.
Nawet uśmiechnął się lekko, widząc że Sophie teraz wyglądała znacznie lepiej. "Za jakie grzechy mam robić jej za ojca…" – pomyślał. Robert cwanie pozbywał się dzieciaki zwalając problemy na niego.
Ponownie powiódł wzrokiem w kierunku rozmawiających Matthiasa z kobietami ze swojej rodziny. I jak na złość, pojawił się obok Alexander. ”Kurwa… Jego tu jeszcze brakowało." – przeklął w myślach. Nie dają mu po swojemu wybadać towarzystwo.
- Alexandrze.Zwrócił się do niego zwyczajnie, obserwując jak podchodzi do Lorien i zaczyna oglądać jej wisiorek. Kiedy się ostatnio z nim widział? Lammas. Ratował i spierdolił ich sytuację rodzinną na wydarzeniu. Lecz czy zdawało mu się, że wyglądał inaczej? Ten wisiorek Lorien. Czy był dla niej cenny? Zmarszczył brwi, widząc jak wędruje jego wzrok, jak ją ocenia. Richard miał pozycję gotową do zareagowania, gdyby coś głupiego przyszło na myśl kuzynowi zrobić jego "przyszywanej żonie".
Skinął mu również głową w powitaniu, kiedy w końcu Alexander uraczył go swoim spojrzeniem. Dostrzegł, że poczęstował jego córkę papierosami. Sophie jednak nie paliła. Ale umiała chyba odmówić?
"Jak było we Francji?" – padło pytanie. Pytanie, które było samozapłonem wewnętrznej bomby, kiedy Richard je usłyszał. "On wiedział?!" – przeszło mu przez myśl. Nie uruchomił tej swojej wewnętrznej bomby irytacji na zewnątrz. Tłumił ją w sobie, gasił. Musiał pamiętać, że dzisiejszego wieczora jest Robertem Mulciberem. Nie może zawieźć swojego brata. Pozostał opanowanym, cierpliwym wobec zachowania swojego kuzyna. Musząc znieść jego paskudny uśmiech. W odpowiedzi, posłał mu uśmiechnął, jak to Robert potrafił w takich sytuacjach.- Jak może być we Francji? Pogoda nam sprzyjała. Prawda Lorien?
Odpowiedział spokojnie. Spojrzenie przeniósł na "małżonkę", szukając potwierdzenia, bo przecież w tym przypadku lepiej jakby sama powiedziała coś więcej, albo potwierdziła. Bo on, nie zamierzał spowiadać się kuzynowi z "podróży pół roku poślubnej" brata. Przecież go tam kurwa nie było.