26.07.2024, 21:41 ✶
Pokiwał głową na pytanie. Tak, Beauxbatons. Czasem przyjmował za pewniaka to, że ktoś wie do jakiej szkoły uczęszczał, a później sobie przypominał, że jest w złym kraju.
Na kolejne pytanie natychmiast parsknął nieeleganckim, ironicznym śmiechem.
- Tak, za budynkiem. Był piękny. - westchnął cicho, lekko rozmarzony. - Miał idealne ogrody. Znałem każdy ich kąt, każdą ścieżkę w labiryncie. Znałem każdy kwiat od pączka po moment zbiorów, nawet róże. - tak, mógłby tam wrócić, do tych ogrodów, mógłby pójść tam z namiotem, w sam środek labiryntu, zamieszkałby tam i został już na wieki. To niestety nie było możliwe, ale za to w domu robił sobie swój własny ogród. Śmiał się do siebie czasami, że kiedy się przeprowadzać będzie, to będzie potrzebował jednego auta na ubrania i wszystkie swoje rzeczy, a drugiego na rośliny.
Uniósł brew na pytanie o kaktusa? Kaktusa? Czy to jakiś eufemizm? Czy ma kota o imieniu Kaktus? Zaraz... ZARAZ! Oh, więc to tak...
Świece rozbłysły ciepłym światłem oświetlając Neila podchodzącego do Isaaca. Pochylił się nad nim i bez słowa objął za szyję przytulając go gorąco, pakując w to całe swoje zaskoczone szczęście.
- Pamiętałeś... - zaszeptał nadal go obejmując i nie wierząc w to, że Bagshot przyłożył uwagę i pamięć do takiej pierdoły. Cofnął się z objęć, dał rękom przesunąć się z pleców na ramiona, przez szyję do szczęki. Ujął twarz mężczyzny i wejrzał mu pijany w ślepia. - Pokażę ci go, pokażę ci wszystko co chcesz. - kolejne szepty zakłóciły ciszą w kuchni. Chciał odpowiadać na jego pytania. Wiedział, że ten zapamięta wszystko. To było trochę przerażające, ale z drugiej strony ta potencjalna ilość uwagi jaką mógł otrzymać. Mógł podzielić się wszystkim i nie będzie się czuć jakby mówił do ściany.
Znów go złapał za rękaw, tym razem szybko przenosząc chwyt na jego dłoń, w końcu tak wygodniej ciągnie się ludzi za sobą.
Sypialnia była kilka kroków obok, oświetlona tylko światłem nieba i ulicy.
- Tutaj też zapalisz świece? - powinien chyba dodać słowo ,,proszę" na końcu, ale miał poczucie, że proszenie jest tutaj w domyśle. Nawet dziwnie było mu z tym, że tym razem nie wywołało to w nim takiego obrzydzenia. Zwykła pomoc, prawda?
Kiedy świece zostały odpalone ukazał się pokój. Tu również było sporo roślin, do tego pod sufitem wisiały powykręcane w spirale gałęzie, na nich siedziały papierowe łabędzie. Było też biurko z ułożonym chaosem na blacie. Zioła w fiolkach, formy do świec, notatnik. Na środku było łóżko na którym zmieściłyby się dwie osoby, w lekkim objęciu, ale jednak. Zmęczona życiem przytulanka wilka siedziała przy poduszce obserwując poczynania przybyłej do pokoju dwójki.
Uwaga Neila była jednak skupiona na jednej z półek z książkami wszelakiej maści, były takie o zielarstwie, jedna była o anatomii, część znów była zapisanymi w pełni zeszytami. Przed książkami stała na półce niewielka doniczka, a w tej niewielkiej doniczce rósł sobie na spokojnie zielony, kolczasty kaktus.
- To on. - rzucił ciągnąc Isaaca do kaktusa. - W jedną noc wyrósł. Szalone. Nie myślisz, że to nienaturalne? W przyrodzie one długo rosną, a tu... Magia i jest. To oszustwo jest. - zamarudził przyglądając się z nowym zafascynowaniem roślince.
Na kolejne pytanie natychmiast parsknął nieeleganckim, ironicznym śmiechem.
- Tak, za budynkiem. Był piękny. - westchnął cicho, lekko rozmarzony. - Miał idealne ogrody. Znałem każdy ich kąt, każdą ścieżkę w labiryncie. Znałem każdy kwiat od pączka po moment zbiorów, nawet róże. - tak, mógłby tam wrócić, do tych ogrodów, mógłby pójść tam z namiotem, w sam środek labiryntu, zamieszkałby tam i został już na wieki. To niestety nie było możliwe, ale za to w domu robił sobie swój własny ogród. Śmiał się do siebie czasami, że kiedy się przeprowadzać będzie, to będzie potrzebował jednego auta na ubrania i wszystkie swoje rzeczy, a drugiego na rośliny.
Uniósł brew na pytanie o kaktusa? Kaktusa? Czy to jakiś eufemizm? Czy ma kota o imieniu Kaktus? Zaraz... ZARAZ! Oh, więc to tak...
Świece rozbłysły ciepłym światłem oświetlając Neila podchodzącego do Isaaca. Pochylił się nad nim i bez słowa objął za szyję przytulając go gorąco, pakując w to całe swoje zaskoczone szczęście.
- Pamiętałeś... - zaszeptał nadal go obejmując i nie wierząc w to, że Bagshot przyłożył uwagę i pamięć do takiej pierdoły. Cofnął się z objęć, dał rękom przesunąć się z pleców na ramiona, przez szyję do szczęki. Ujął twarz mężczyzny i wejrzał mu pijany w ślepia. - Pokażę ci go, pokażę ci wszystko co chcesz. - kolejne szepty zakłóciły ciszą w kuchni. Chciał odpowiadać na jego pytania. Wiedział, że ten zapamięta wszystko. To było trochę przerażające, ale z drugiej strony ta potencjalna ilość uwagi jaką mógł otrzymać. Mógł podzielić się wszystkim i nie będzie się czuć jakby mówił do ściany.
Znów go złapał za rękaw, tym razem szybko przenosząc chwyt na jego dłoń, w końcu tak wygodniej ciągnie się ludzi za sobą.
Sypialnia była kilka kroków obok, oświetlona tylko światłem nieba i ulicy.
- Tutaj też zapalisz świece? - powinien chyba dodać słowo ,,proszę" na końcu, ale miał poczucie, że proszenie jest tutaj w domyśle. Nawet dziwnie było mu z tym, że tym razem nie wywołało to w nim takiego obrzydzenia. Zwykła pomoc, prawda?
Kiedy świece zostały odpalone ukazał się pokój. Tu również było sporo roślin, do tego pod sufitem wisiały powykręcane w spirale gałęzie, na nich siedziały papierowe łabędzie. Było też biurko z ułożonym chaosem na blacie. Zioła w fiolkach, formy do świec, notatnik. Na środku było łóżko na którym zmieściłyby się dwie osoby, w lekkim objęciu, ale jednak. Zmęczona życiem przytulanka wilka siedziała przy poduszce obserwując poczynania przybyłej do pokoju dwójki.
Uwaga Neila była jednak skupiona na jednej z półek z książkami wszelakiej maści, były takie o zielarstwie, jedna była o anatomii, część znów była zapisanymi w pełni zeszytami. Przed książkami stała na półce niewielka doniczka, a w tej niewielkiej doniczce rósł sobie na spokojnie zielony, kolczasty kaktus.
- To on. - rzucił ciągnąc Isaaca do kaktusa. - W jedną noc wyrósł. Szalone. Nie myślisz, że to nienaturalne? W przyrodzie one długo rosną, a tu... Magia i jest. To oszustwo jest. - zamarudził przyglądając się z nowym zafascynowaniem roślince.