Smutek odbijał się głównie w oczach. Reszta twarzy pozostawała w neutralnym wyrazie, który w przypadku Urlett przyodziany był w uniesione kąciki ust. Jej smutny uśmiech zniknął jednak bardzo szybko, gdy tajemnicze stworzenie znalazło się na ramieniu.
Zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, kot poleciał szybko z ramienia, ale na szczęście nie przez cały pokój, tylko na podłogę. Czarownica strzepnęła go z siebie całym ruchem ciała, przerażona sytuacją. Była też zbyt oniemiała, by wydać przy tym jakikolwiek dźwięk.
A mogło skończyć się jeszcze gorzej.
Gdy kociak wylądował na podłodze, mogła zarejestrować jego kształt, jednocześnie rozpoznając brak zagrożenia. Napięcie jeszcze nie ustało. Nie była przyzwyczajona do takich wydarzeń. Ani do zwierząt w pomieszczeniach innych niż sowy.
— Pearl, chodź tutaj! Wyrzuć tego kota!
Zawołana skrzatka pojawiła się w sypialni. Miała bardzo jasną skórę i niemal przejrzyste oczy. To, co odróżniało ją od lokalnych skrzatów, były białe włoski, pokrywające ciało stworzenia. Teksturą przypominały sierść świni. Pearl spojrzała na rudego kota i ostrożnie wystawiła dłoń w jego kierunku. Najwyraźniej wiedziała, jak z nimi postępować. Najpierw dać się powąchać, pokazać przyjazne zamiary. Dopiero wtedy mogła podjąć próbę delikatnego złapania kota... Oczywiście o wzięciu go na malutkie ręce nie było mowy. Wzrost skrzatów pozwalał im traktować tak tylko kocięta.
Tymczasem Urlett zastanawiała się, skąd, na Loftura*, wzięło się owo zwierzę w jej mieszkaniu.
* Galdra-Loftur - legendarny czarodziej z Islandii