26.07.2024, 22:14 ✶
Po rundce z Thomasem znowu lepię się do Nory i
JEŚLI TYLKO POZWOLI moja królowa złocista,
chcę WRZUCIĆ NASZE IMIONA DO SKRZYNKI
JEŚLI TYLKO POZWOLI moja królowa złocista,
chcę WRZUCIĆ NASZE IMIONA DO SKRZYNKI
Zachichotał więc niezręcznie, przyjął kuksańce i komentarze, oddychając z ulgą, że sam sobie dawałby takie same pogróżki, tak bardzo przecież zależało mu na tym, żeby było dobrze i żeby i Nora i Mabel były szczęśliwe. Przeszłość była przeszła i choć Samuel nie potrafił za bardzo kłamać, to jednak przecież nie rozchodziło się o to, że kiedyś ze sobą byli. Jakie miało to znaczenie wobec tego, że są ze sobą teraz? Te wszystkie myśli były takie proste, gdy czuł się tak bezpieczny i chciany w otoczeniu ludzi, których trochę znał, a trochę wcale, ale najważniejsze było to, że Nora była uśmiechnięta. W końcu mógł pomyśleć o tym, jako o spotkaniu przy wodopoju gdzie najróżniejsze gatunki zwierząt jakoś spotykają się i koegzystują, a nawet bawią w wodzie. Nie był zbyt czujny, bo wszystkie jego zmysły nastawiały się na ukochaną stojącą tak samotnie przy barze.
Gdzieś w serduszku ucieszył się, że tak samotnie, bo chociaż był w wybornym nastroju, to różdżkę trzymał w pogotowiu, żeby niedźwiedzią łapą dźwięknąć jakiemukolwiek konkurentowi.
Whisky napełniała go energią i miękkością w nogach. Owinął się wokół Nory jak hehe wąż, wracając nosem do swojego ulubionego miejsca jakim była jej szyja.
– Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie widziałem w Tobie kota. To zwierzę, które powinienem kojarzyć z Tobą prawda? Ale koty nie są pracowite. Nie troszczą się o innych. Nie wiem... Patrz, bo Bee to pszczoła, ewidentnie, nie umie na miejscu usiedzieć. Erik jest jeleniem, który wszystkiego pilnuje, Twój brat O! Ten to przypomina mi kota, no dobrze troszczy się, ale o swoją rodzinę, co nie? – szeptał jej zaklęcia, niebieskimi jak niebo oczyma ześlizgując się osoba po osobie. – Morpheus i Isaac to dwa ptaki, choć Morpheus przywodzi mi na myśl bardziej feniksa, a Isaac świergotnika. Dora to driada, może nie zwierze, ale też dobry duch, a ten tam... – zmarszczył czoło dostrzegając Basiliusa. Wyglądał... dziwnie znajomo. – Znasz go? Kto to jest? – zapytał ukochanej, po czym skupił się na tym, że ludziska jednak wrzucali te karteczki do skrzynki. Spiął się nieco.
– Nie wiem czy chcę, żeby ktoś mi Ciebie porywał dzisiaj, ale... ale mówiłaś, że ich lubisz, więc jeśli to jest ok dla Ciebie to będzie ta cała zabawa ok dla mnie – wybabrolił jej w kark, przyciskając jej ciało mocniej do swojego, wciąż mokrego i już całkiem chłodnego, ale najwidoczniej nie robił mu ten dyskomfort wcale. Nie potrzebował też zielonego drinka, aby być zazdrosny o swoją kobietę, ale jeśli tylko było takie jej życzenie, podszedł do skrzynki i wrzucił ich imiona.