27.07.2024, 07:43 ✶
rodzinne spotkanie przy stoliku
- Kochanie jesteś śliczną dziewczyną...- Zapewniła pasierbicę, przeczesując jej rude loki palcami.- Po prostu czasem to trochę za mało. Musisz ociekać złotem, bogactwem i zwykle kupionym pięknem. Tak to tutaj działa.- Westchnęła, myśląc jednak o tym co Sophie powiedziała wcześniej. Zrozumienie tego lęku przed rodzicem, który widziała u rudej każdego dnia przychodziło jej z ogromną trudnością. Wpierw go nie zauważała, ale teraz…
- Twój ojciec cię nie nienawidzi.- Stwierdziła poważnie.- I nie, nie możemy tego przed nim ukryć, la mia angioletta. To i tak się w pewnym momencie na pewno wyda. A może będziesz miała przy tym okazję przedstawić swojego chłopca?
Nie skomentowała kwestii długu, obserwując jak dziewczyna przebiera biżuterię. Wzięła od niej ostrożnie jej błyskotki i schowała bezpiecznie do torebki. Przez moment nawet przeszło Lorien przez myśl, żeby uważała, ale uznała, że nie będzie córki stresować pokaźną sumą jaką własnie został ot tak obwieszona jak drzewko bożonarodzeniowe.
- Oczywiście, że nie umie. Ale się nauczy.- Stwierdziła w kwestii szpilek, słysząc słowa szwagra.- To najprostsza rzecz na świecie.- Oczywiście, dla kogoś kto nosił je od ponad 17 lat chodzenie na czymś co przypominało wąską niebotycznie długą igłę było łatwiejsze niż oddychanie.
Miała coś jeszcze powiedzieć o ich małej (właśnie w tym momencie przez nią zaplanowanej) wyprawie do Rosierów w przyszłym tygodniu, ale ciąg myśli przerwało pojawienie się… Alexandra.
Kurwa.
Czy zapomniała, że Alexander w ogóle tu jest? Może trochę. Rzuciła mu uważne spojrzenie, próbując rozszyfrować stan w jakim Mulciber się znajduje. Coś było z nim nie tak. Choć może… raczej tak? Pamiętała go takiego jeszcze przed wieloma laty. Ale nie odezwała się jeszcze ani słowem, modląc się do dowolnego bóstwa, które aktualnie miało dyżur w boskim pray-center żeby uznał za stosowne trzymać pysk na kłódkę.
Moment później Sophie miała jedyną w życiu okazję stać się widzem wyjątkowo dziwacznego teatrzyku z miejscem w pierwszym rzędzie. Pod samą sceną.Zresztą, gdy tylko dłoń Alexa wsparła się o krzesło Lorien, ta natychmiast ułożyła swoją na ramieniu pasierbicy. Nie ruszaj się. Nie interweniuj.
W ułamku sekundy z twarzy czarownicy zniknęła ta niemal “cioteczkowa” łagodność, zastąpiona czymś zupełnie innym. Wyjątkowo paskudną maską pewności siebie, zahaczającej wręcz o chłodny narcyzm. Zmrużyła powieki obdarowując Alexa ostrym uśmieszkiem i wyzywającym spojrzeniem. Nic więcej jak uniesienie kącika ust. Założyła nogę na nogę tak naturalnie tworząc między nimi dystans jak było można. A przy tym… odchyliła lekko głowę, spoglądając w górę i przy okazji odsłaniając bardziej szyję. Nawet nie drgnęła, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały.
- Czasami myślę, że to wszystko to tylko sen, wiesz? Cała ta nasza młodość.- Powiedziała tylko, zniżając głos do szeptu. Jak to musiało wyglądać z boku? Aby zniżyć się do jej poziomu i móc chwycić za zawieszkę, Alexander musiał się nachylić. I to całkiem porządnie.
- Ukłoń się jeszcze niżej Mulciber.- Głos czarownicy uderzył w doskonale mu znane prowokacyjne tony. - Przy stoliku z żetonami brakuje pewnie świeżych plotek.
Lorien odchyliła się do tyłu na tyle na ile pozwalałoo jej oparcie krzesła. Opcje były dwie, albo puści wisiorek albo zegnie karku jeszcze bardziej. Nie był na tyle głupi by ryzykować zerwanie złotego łańcuszka, który wbijał się w jej szyję.
Kiedy jednak przysiadł na krzesło znikąd pojawił się Matthias. Doskonale. Lorien zrobiłaby teraz wszystko, żeby pozbyć się Sophie i ewentualnie niewygodnych pytań.
- Idź.- Szepnęła do pasierbicy, popychając ją delikatnie w stronę chłopaka.- Idź już.
Może dlatego nie zdążyła natychmiast zareagować, gdy padło pytanie o Francję? Na to nie była przyszykowana, więc przez parę sekund… po prostu siedziała w milczeniu.
- Było cudownie.- Odpowiedziała z banalną łatwością wpadając w rolę zakochanej nastolatki. Kiedy ją taką ostatnio widział? Piętnaście? Szesnaście lat temu? Na ten paskudny uśmiech jedynie zrobiła dość zblazowaną minę.- Sama ci mówiłam, że urlop to dobry pomysł, żeby… przeczekać pewne rzeczy.
- Kochanie jesteś śliczną dziewczyną...- Zapewniła pasierbicę, przeczesując jej rude loki palcami.- Po prostu czasem to trochę za mało. Musisz ociekać złotem, bogactwem i zwykle kupionym pięknem. Tak to tutaj działa.- Westchnęła, myśląc jednak o tym co Sophie powiedziała wcześniej. Zrozumienie tego lęku przed rodzicem, który widziała u rudej każdego dnia przychodziło jej z ogromną trudnością. Wpierw go nie zauważała, ale teraz…
- Twój ojciec cię nie nienawidzi.- Stwierdziła poważnie.- I nie, nie możemy tego przed nim ukryć, la mia angioletta. To i tak się w pewnym momencie na pewno wyda. A może będziesz miała przy tym okazję przedstawić swojego chłopca?
Nie skomentowała kwestii długu, obserwując jak dziewczyna przebiera biżuterię. Wzięła od niej ostrożnie jej błyskotki i schowała bezpiecznie do torebki. Przez moment nawet przeszło Lorien przez myśl, żeby uważała, ale uznała, że nie będzie córki stresować pokaźną sumą jaką własnie został ot tak obwieszona jak drzewko bożonarodzeniowe.
- Oczywiście, że nie umie. Ale się nauczy.- Stwierdziła w kwestii szpilek, słysząc słowa szwagra.- To najprostsza rzecz na świecie.- Oczywiście, dla kogoś kto nosił je od ponad 17 lat chodzenie na czymś co przypominało wąską niebotycznie długą igłę było łatwiejsze niż oddychanie.
Miała coś jeszcze powiedzieć o ich małej (właśnie w tym momencie przez nią zaplanowanej) wyprawie do Rosierów w przyszłym tygodniu, ale ciąg myśli przerwało pojawienie się… Alexandra.
Kurwa.
Czy zapomniała, że Alexander w ogóle tu jest? Może trochę. Rzuciła mu uważne spojrzenie, próbując rozszyfrować stan w jakim Mulciber się znajduje. Coś było z nim nie tak. Choć może… raczej tak? Pamiętała go takiego jeszcze przed wieloma laty. Ale nie odezwała się jeszcze ani słowem, modląc się do dowolnego bóstwa, które aktualnie miało dyżur w boskim pray-center żeby uznał za stosowne trzymać pysk na kłódkę.
Moment później Sophie miała jedyną w życiu okazję stać się widzem wyjątkowo dziwacznego teatrzyku z miejscem w pierwszym rzędzie. Pod samą sceną.Zresztą, gdy tylko dłoń Alexa wsparła się o krzesło Lorien, ta natychmiast ułożyła swoją na ramieniu pasierbicy. Nie ruszaj się. Nie interweniuj.
W ułamku sekundy z twarzy czarownicy zniknęła ta niemal “cioteczkowa” łagodność, zastąpiona czymś zupełnie innym. Wyjątkowo paskudną maską pewności siebie, zahaczającej wręcz o chłodny narcyzm. Zmrużyła powieki obdarowując Alexa ostrym uśmieszkiem i wyzywającym spojrzeniem. Nic więcej jak uniesienie kącika ust. Założyła nogę na nogę tak naturalnie tworząc między nimi dystans jak było można. A przy tym… odchyliła lekko głowę, spoglądając w górę i przy okazji odsłaniając bardziej szyję. Nawet nie drgnęła, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały.
- Czasami myślę, że to wszystko to tylko sen, wiesz? Cała ta nasza młodość.- Powiedziała tylko, zniżając głos do szeptu. Jak to musiało wyglądać z boku? Aby zniżyć się do jej poziomu i móc chwycić za zawieszkę, Alexander musiał się nachylić. I to całkiem porządnie.
- Ukłoń się jeszcze niżej Mulciber.- Głos czarownicy uderzył w doskonale mu znane prowokacyjne tony. - Przy stoliku z żetonami brakuje pewnie świeżych plotek.
Lorien odchyliła się do tyłu na tyle na ile pozwalałoo jej oparcie krzesła. Opcje były dwie, albo puści wisiorek albo zegnie karku jeszcze bardziej. Nie był na tyle głupi by ryzykować zerwanie złotego łańcuszka, który wbijał się w jej szyję.
Kiedy jednak przysiadł na krzesło znikąd pojawił się Matthias. Doskonale. Lorien zrobiłaby teraz wszystko, żeby pozbyć się Sophie i ewentualnie niewygodnych pytań.
- Idź.- Szepnęła do pasierbicy, popychając ją delikatnie w stronę chłopaka.- Idź już.
Może dlatego nie zdążyła natychmiast zareagować, gdy padło pytanie o Francję? Na to nie była przyszykowana, więc przez parę sekund… po prostu siedziała w milczeniu.
- Było cudownie.- Odpowiedziała z banalną łatwością wpadając w rolę zakochanej nastolatki. Kiedy ją taką ostatnio widział? Piętnaście? Szesnaście lat temu? Na ten paskudny uśmiech jedynie zrobiła dość zblazowaną minę.- Sama ci mówiłam, że urlop to dobry pomysł, żeby… przeczekać pewne rzeczy.