— Powiedzmy, że pocieszy. Mimo wszystko dobrze wiedzieć, że nie jestem szalona.
Pokiwała głową bez przekonania, bo nie dość, że nie mogła pozbyć się wrażenia, że cały czas coś jej umyka, to teraz jeszcze myślała o kim, o kim nie powinna.
Była wdzięczna za tempo, jakie wytyczała Brenna, bo duma i niechęć do własnych słabości nie pozwoliłyby jej na zostanie z tyłu. Za to dotrzymanie żwawego kroku mogło skończyć się kolejnymi zawrotami.
— Jeżeli cechuje go chociaż jedna czwarta twojej zaradności, to poradzi sobie bez problemu. — rzuciła bez zastanowienia, uśmiechając się lekko.
Wysłuchała w milczeniu tego, co mówiła Brenna, od czasu do czasu kiwając głową, by nie wyjść na gbura. Niestety nadal była skołowana całą sytuacją i docierało do niej, co drugie słowo.
Niedługo później stanęły pod drzwiami prowadzącymi do Dziurawego Kotła. Po drodze nikt nie przejawiał podobnych objawów, jak Regina lub napotkani przez patrol czarodzieje. Magiczny Londyn zdawał się niewzruszony jakimiś jarmarcznymi sztuczkami, które sprawiały, że niektórzy z jego mieszkańców doznawali objawień, omamów, czy huk wie czego jeszcze. Możliwe, że gdyby nie Brenna, Rowle była w stanie uwierzyć, że wszystko to jej się przyśniło.
— Dziękuję, to już drugi raz, jak mi pomagasz i nie ukrywam, że nie lubię pozostawać dłużna. — pchnęła drzwi i przepuściła w nich brygadzistkę, dodając. — Wiem, że to twoja praca i tak dalej, mimo wszystko, jeżeli będziesz kiedyś potrzebowała pomocy, z czymkolwiek, to wiesz, gdzie mnie szukać.
Odwinęła szalik z szyi i zmięła go w dłoniach jakby lekko zdenerwowana.
— I mam na myśli naprawdę cokolwiek, nie tylko tę sprawę z masowymi omamami.