28.07.2024, 15:21 ✶
Zarechotała odruchowo, słysząc groźbę Nory. Chociaż nie, to nie brzmiało jak groźba - ostrzeżenie? Żart, ślepa wiara? Cokolwiek to nie było, nie wystraszyło Maeve. Nora nie wyglądała na kogoś, kto miał znajomych szwendających się po Ścieżkach, a jeśli faktycznie takich kumpli posiadała, będą wiedzieć, że akurat Mewę należy zostawić w spokoju dla własnego dobra.
Poza tym i tak nie było się tu o co martwić - Chang nie planowała okradać klubokawiarni, bo na pierwszy rzut oka nie było tu niczego, czego nie mogła znaleźć gdzieś indziej. Jeśli miałaby coś takiego odstawić, musiałaby to robić na złość, a obecnie patrząc na Figg widziała serduszko rysujące się jak aureola wokół jej głowy, bo przecież dała jej za darmo jedzenie i było zajebiście dobre.
Możliwość zmieniania swojej dostępności co tydzień bardzo ucieszyła Mewę - co prawda nie miała życia pełnego fajerwerków, ale potrafiło być na tyle spontaniczne, by realia zmieniały się kilka razy w miesiącu. Życie na Nokturnie nie było ani stateczne, ani przewidywalne. Czasem bywa tak, że się cały tydzień nic nie dzieje i z nudów zaczepia się bezdomnych, a czasem ktoś wsypie w BUMie kilku kolegów i przez kilka dni trzeba stawać na rzęsach, żeby to odkręcić. W sumie niezwykle kuriozalnym było to, że dla Mewy najnormalniejsza praca za ladą w cukierni była czymś z innego świata - coś czuła, że podskórnie będzie wypatrywać w klientach najmniejszych ruchów, które sugerowałyby nadchodzącą rozróbę. Kto wie, może przy okazji Nora zatrudniła sobie też wykidajłę z powołania?
- Nie ma sprawy, będę dawać znać. W sumie taka elastyczność jest mi bardzo na rękę - tym razem odpowiedziała już po przełknięciu ostatniego kęsa pączka, po czym zaczęła się zapatrywać na kolejny. Wahała się może kilka sekund, ale potem przypomniała sobie zapewnienia Nory, że to wszystko dla niej i ma się nie krępować. Zaatakowała kolejny wypiek tak żywo, jakby wcale niczego nie jadła przed chwilą.
Kiedy zapytała o poszukiwanie przez BUM, Maeve wyglądała, jakby poważnie się zastanawiała nad tym przez chwilę. Spojrzała w zamyśleniu na sufit, trybiki w głowie ewidentnie się przesuwały, skanowała w wyobraźni wszelkie listy gończe, jakie ostatnio widziała.
- Nie, nie wydaje mi się - odparła zadziwiająco szczerze, uśmiechając się przy tym równie rozbrajająco jak dziecko. Tak, była z siebie dumna, że jeszcze jej nie namierzyli, ale z drugiej strony była metamorfomagiem. Znała Stacha, wiedziała, jakie gwiazdy intelektu pracują w BUMie, oni tam niechybnie nie nadążali za jej wszystkimi alter ego, a co dopiero, żeby połączyć kropki i dotrzeć do jej skromnej osoby. Zresztą, teraz z tymi zamachami czystokrwistych mają chyba ważniejsze sprawy na głowie niż lokalne porachunki na Nokturnie. - Z mojej strony nie będzie żadnego problemu, obiecuję. - Przysięganie na słowo honoru złodzieja było cokolwiek dziwne, ale mówiła to zupełnie szczerze. Nie chciała robić tutaj syfu, chciała zarobić pierwszy raz w życiu pieniądze w sposób uczciwy. Gdyby miała w planach Norze nabruździć, minęłaby się z wyznaczonym przez siebie celem.
- Czyli rozumiem, że jesteśmy ugadane? - Zapytała wreszcie, wstając i podając Norze rękę, żeby potwierdzić umowę. Cudem powstrzymała się od naplucia wpierw na dłoń, co mogła Figg zauważyć w lekkim drżeniu ręki w połowie drogi. - Wrócę do domu, dogadam się z rodziną i dam ci znać, jak będę mogła w tym tygodniu pracować. -
Poza tym i tak nie było się tu o co martwić - Chang nie planowała okradać klubokawiarni, bo na pierwszy rzut oka nie było tu niczego, czego nie mogła znaleźć gdzieś indziej. Jeśli miałaby coś takiego odstawić, musiałaby to robić na złość, a obecnie patrząc na Figg widziała serduszko rysujące się jak aureola wokół jej głowy, bo przecież dała jej za darmo jedzenie i było zajebiście dobre.
Możliwość zmieniania swojej dostępności co tydzień bardzo ucieszyła Mewę - co prawda nie miała życia pełnego fajerwerków, ale potrafiło być na tyle spontaniczne, by realia zmieniały się kilka razy w miesiącu. Życie na Nokturnie nie było ani stateczne, ani przewidywalne. Czasem bywa tak, że się cały tydzień nic nie dzieje i z nudów zaczepia się bezdomnych, a czasem ktoś wsypie w BUMie kilku kolegów i przez kilka dni trzeba stawać na rzęsach, żeby to odkręcić. W sumie niezwykle kuriozalnym było to, że dla Mewy najnormalniejsza praca za ladą w cukierni była czymś z innego świata - coś czuła, że podskórnie będzie wypatrywać w klientach najmniejszych ruchów, które sugerowałyby nadchodzącą rozróbę. Kto wie, może przy okazji Nora zatrudniła sobie też wykidajłę z powołania?
- Nie ma sprawy, będę dawać znać. W sumie taka elastyczność jest mi bardzo na rękę - tym razem odpowiedziała już po przełknięciu ostatniego kęsa pączka, po czym zaczęła się zapatrywać na kolejny. Wahała się może kilka sekund, ale potem przypomniała sobie zapewnienia Nory, że to wszystko dla niej i ma się nie krępować. Zaatakowała kolejny wypiek tak żywo, jakby wcale niczego nie jadła przed chwilą.
Kiedy zapytała o poszukiwanie przez BUM, Maeve wyglądała, jakby poważnie się zastanawiała nad tym przez chwilę. Spojrzała w zamyśleniu na sufit, trybiki w głowie ewidentnie się przesuwały, skanowała w wyobraźni wszelkie listy gończe, jakie ostatnio widziała.
- Nie, nie wydaje mi się - odparła zadziwiająco szczerze, uśmiechając się przy tym równie rozbrajająco jak dziecko. Tak, była z siebie dumna, że jeszcze jej nie namierzyli, ale z drugiej strony była metamorfomagiem. Znała Stacha, wiedziała, jakie gwiazdy intelektu pracują w BUMie, oni tam niechybnie nie nadążali za jej wszystkimi alter ego, a co dopiero, żeby połączyć kropki i dotrzeć do jej skromnej osoby. Zresztą, teraz z tymi zamachami czystokrwistych mają chyba ważniejsze sprawy na głowie niż lokalne porachunki na Nokturnie. - Z mojej strony nie będzie żadnego problemu, obiecuję. - Przysięganie na słowo honoru złodzieja było cokolwiek dziwne, ale mówiła to zupełnie szczerze. Nie chciała robić tutaj syfu, chciała zarobić pierwszy raz w życiu pieniądze w sposób uczciwy. Gdyby miała w planach Norze nabruździć, minęłaby się z wyznaczonym przez siebie celem.
- Czyli rozumiem, że jesteśmy ugadane? - Zapytała wreszcie, wstając i podając Norze rękę, żeby potwierdzić umowę. Cudem powstrzymała się od naplucia wpierw na dłoń, co mogła Figg zauważyć w lekkim drżeniu ręki w połowie drogi. - Wrócę do domu, dogadam się z rodziną i dam ci znać, jak będę mogła w tym tygodniu pracować. -
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —