28.07.2024, 17:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 15:01 przez Brenna Longbottom.)
W pobliżu skrzyneczek, dorzucam los
– Oczywiście, że mój, Tommy. Powinnam czuć się urażona, że w ogóle pytasz? – spytała, z pewnym rozbawieniem, a potem sięgnęła po dwie karteczki, widząc, że do pudełka trafia więcej imion panów niż pań. I na jednym z nich napisała wielkimi literami SKRZYNKA PIWA, zademonstrowana go Thomasowi, a potem wsunęła do skrzynki, zanim dorzuciła tam i własne imię. Jasne, sama unikała raczej alkoholi, ale nie dlatego, że miała coś przeciwko nim… chociaż w pracy napatrzyła się na to i owo… i nie wątpiła, że kilka osób tutaj taka nagroda może jeśli nie ucieszyć, to rozbawić. – Nie wiem, o czym mówisz, bawię się świetnie, co to w ogóle za rozrywka, żeby po prostu… siedzieć i tak zupełnie nic nie robić? – spytała, teatralnie przewracając oczyma. – Człowiek mógłby zanudzić się na śmierć.
Na brata spoglądała długą chwilę. To było spojrzenie z gatunku tych… uważnych. Może nawet odrobinę podejrzliwych.
Od jakiegoś czasu miała wrażenie, że coś jest nie tak, i że nie chodzi tylko o ciemność, która omal ich nie pochłonęła, o sen i o to, że wróciła z wyspy cała poparzona. Patrząc na Erika teraz, jak tak umykał do Tedy’ego, tylko utwierdzała się w tym przekonaniu. Ale to nie była dobra pora, aby brać brata na spytki. Może nad ranem albo jutro – na razie jednak odpuściła, nie próbując wypychać go na parkiet, gdy nie miał na to ochoty.
– Hm? Dzięki – powiedziała, z pewnym zaskoczeniem, kiedy Atreus podetknął jej szklankę. Upiła zaledwie łyk, nie tyleż bojąc się efektów, bo w najgorszym razie mogłaby zniknąć na chwilę albo uznać, że ma ogromną ochotę iść na jakąś randkę, ile że bardzo uparcie zamierzała pozostać trzeźwa i nie pozwolić nikomu wracać na miotle po paru głębszych. Chociaż ten łyk szybko pokazał, że Tedy wiedział, co robi i dał jej nieco mniej alkoholu. – Jest w porządku, więc tobie zasługi, a Tedy uniknie wyjątkowo zmywania głowy – stwierdziła, trochę rozbawiona, ale ani trochę zaskoczona podejściem pod tytułem co złego, to nie ja.
Millie ściągnęła jej spojrzenie, znów na chwilę: Brennie nie podobała się ta mina. Ale skoro Moody zdecydowała się wrzucić swoje imię do pudełka, Bren i ciągnięcie jej na bok odłożyła na… później. Może jeśli się napije, zatańczy, będzie lepiej?
Albo gorzej.
Oby do licha nie.
– Oczywiście, że mój, Tommy. Powinnam czuć się urażona, że w ogóle pytasz? – spytała, z pewnym rozbawieniem, a potem sięgnęła po dwie karteczki, widząc, że do pudełka trafia więcej imion panów niż pań. I na jednym z nich napisała wielkimi literami SKRZYNKA PIWA, zademonstrowana go Thomasowi, a potem wsunęła do skrzynki, zanim dorzuciła tam i własne imię. Jasne, sama unikała raczej alkoholi, ale nie dlatego, że miała coś przeciwko nim… chociaż w pracy napatrzyła się na to i owo… i nie wątpiła, że kilka osób tutaj taka nagroda może jeśli nie ucieszyć, to rozbawić. – Nie wiem, o czym mówisz, bawię się świetnie, co to w ogóle za rozrywka, żeby po prostu… siedzieć i tak zupełnie nic nie robić? – spytała, teatralnie przewracając oczyma. – Człowiek mógłby zanudzić się na śmierć.
Na brata spoglądała długą chwilę. To było spojrzenie z gatunku tych… uważnych. Może nawet odrobinę podejrzliwych.
Od jakiegoś czasu miała wrażenie, że coś jest nie tak, i że nie chodzi tylko o ciemność, która omal ich nie pochłonęła, o sen i o to, że wróciła z wyspy cała poparzona. Patrząc na Erika teraz, jak tak umykał do Tedy’ego, tylko utwierdzała się w tym przekonaniu. Ale to nie była dobra pora, aby brać brata na spytki. Może nad ranem albo jutro – na razie jednak odpuściła, nie próbując wypychać go na parkiet, gdy nie miał na to ochoty.
– Hm? Dzięki – powiedziała, z pewnym zaskoczeniem, kiedy Atreus podetknął jej szklankę. Upiła zaledwie łyk, nie tyleż bojąc się efektów, bo w najgorszym razie mogłaby zniknąć na chwilę albo uznać, że ma ogromną ochotę iść na jakąś randkę, ile że bardzo uparcie zamierzała pozostać trzeźwa i nie pozwolić nikomu wracać na miotle po paru głębszych. Chociaż ten łyk szybko pokazał, że Tedy wiedział, co robi i dał jej nieco mniej alkoholu. – Jest w porządku, więc tobie zasługi, a Tedy uniknie wyjątkowo zmywania głowy – stwierdziła, trochę rozbawiona, ale ani trochę zaskoczona podejściem pod tytułem co złego, to nie ja.
Millie ściągnęła jej spojrzenie, znów na chwilę: Brennie nie podobała się ta mina. Ale skoro Moody zdecydowała się wrzucić swoje imię do pudełka, Bren i ciągnięcie jej na bok odłożyła na… później. Może jeśli się napije, zatańczy, będzie lepiej?
Albo gorzej.
Oby do licha nie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.