28.07.2024, 20:16 ✶
03.08.1972
Ulica Pokątna
Ulica Pokątna
Było już całkiem późno. Słońce powoli znikało za horyzontem, oświetlając Pokątną ładną, złocistą poświatą, która nadawała jej całkiem miły klimat. Małe grupki czarodziejów albo załatwiały ostatnie sprawunki, albo kierowały się w stronę barów i restauracji, chcąc spędzić w nich wieczór.
On i Fiery należeli do tej pierwszej grupy. Trzymał w rękach papierową torbę z potrzebnymi im zakupami spożywczymi i nie tylko, bo w kieszeni jego spodni siedziała bezpiecznie jedna ze świeżych paczek papierosów, które zaczynały mu się powoli kończyć. Było całkiem spokojnie. Na tyle, że na chwilę przymknął oczy, ciesząc się ciepłem, które powoli zanikało, wraz z pojawianiem się coraz ciężkich chmur, z których zapewne w nocy spadnie deszcz.
Wcale mu to nie przeszkadzało.
- Myślisz, że mamy wystarczająco dużo cukierków? Może jednak powinniśmy kupić oddzielną paczkę dla Flynna, a resztę przed nim ukryć, tak, by starczyło dla reszty? - spojrzał krytycznie na niesioną przez kobietę podobną do niego torbę, w której były także słodycze, które wcześniej wybrali.
Oczywiście kupili także te zdrowe składniki na kilka następnych dni, o te jednak nie trzeba było tak zażarcie walczyć. Przynajmniej z jednym osobnikiem.
Posiadanie tak licznej rodziny miało swoje wady. Prawdopodobnie nie wymieniłby ich na nikogo innego. Nawet jeśli czasem zarzekał się, że wolałby za co niektórych kolejne zwierzę w cyrku. Tak, zwierzęta był zdecydowanie milsze.
Powrót do ich domu mógł właśnie tak przebiegać. Na kąpaniu się w ostatnich promieniach dnia, na przekomażankach i rozmowach, ale jego życie nie mogło być takie proste.
Zatrzymał się nagle, patrząc w bok na ciemny zaułek, który co prawda nie wyglądał zbyt kusząco, ale Nick wiedział, że będzie musiał do tam podejść.
Zauważył bowiem ducha.
Nic nowego w jego życiu, zdziwiło go jednak, że eteryczny byt o kształcie dziewczynki przebywa akurat w takim miejscu. Czuł, że nie kryła się za tym dobra historia. Najchętniej by pomógł. Wiedział jednak, że pewnie nie da rady za wiele zrobić.
Jęknął cicho, czując, że odpowiedzialność za podobne istoty jednak wygra.
- Zaraz wrócę - rzucił do Fiery, która musiała zauważyć co przykuło jego uwagę.
A potem przetruchtał z delikatnym uśmiechem do ducha.
- Hej - zaczął delikatnie. - Co tu robisz? - zaczął, chcąc dowiedzieć się najpierw czemu ta alejka była jej miejscem bytowania.
Duch, wydawał się chuchać w swoje dłonie i trząść, jakby nadal żył, choć powinien nie czuć już nic.
- Z-zapałki. Chce p-pan k-kupić zapa-zapałki? - wydusiła drżącym głosem, pokazując pudełeczko, z którego wyjęła jedną z nich.
Zmarszczył brwi, zdając sobie sprawę, że dziewczynka prawdopodobnie wcale nie zdawała sobie sprawy, że jest nieżywa. Poczuł, że i jemu robi się chłodniej. Trochę nie wiedział, co teraz zrobić. Zostawić ją, czy jednak próbować wytłumaczyć co się stało, ryzykując jej gniew?