10.01.2023, 19:22 ✶
Taktownie przemilczał jej pytanie. Oboje wiedzieli, że wzajemnie się drażnili. Wystarczyło jedno niezbyt przyjemne spotkanie oraz brutalna wymiana zdań a okazywało się, że zwykła rozmowa wymagała wysiłku. Popatrzył tylko jak wgryza się w kanapkę lecz przybrał neutralny wyraz twarzy. Chciał sprawę załatwić szybko, bez niepotrzebnego przeciągania spotkania.
- To, że ty tak uważasz nie znaczy, że tak jest. Coś dla ciebie nowego?- odgryzł się bo aż prosiła się o utarcie nosa. Dzisiaj nie miał ochoty na wyrozumiałość, cała wyczerpała się podczas ich pierwszego spotkania.
- List adresowany do mnie, fakt. Muszę na niego odpisać w ciągu maksymalnie tygodnia. Wymyśl do tego czasu jak ukryć twoją obecność i jednocześnie nie skłamać. Mam swoje sprawy na głowie i nie mam czasu siedzieć i kombinować jak wywieść twojego ojca w pole. Sądząc po twoim charakterku dla ciebie nie będzie to problemem. - naprawdę mógł sobie to odpuścić i zająć się tym sam, zmuszając się któregoś wieczoru do głębokiego pomyślunku. Niestety ale nie był zbyt charyzmatyczny, a żonglowanie słowami przychodziło mu z trudem. Nie chciał niepotrzebnie się frustrować. Nie chciał iść Sophie na łatwiznę po tym jak go potraktowała. Odwrócił się do niej profilem patrząc na parę starszych czarodziei wykłócających się o ustawę.
- Wierz mi bądź nie, ale tak i też jestem tym zaskoczony. Nie spodziewałbym się po sobie takich ciepłych uczuć.- odparł zgryźliwie, wystukując palcami na stoliku jakiś rytm. Powstrzymał grymas na myśl, że kisi się w wątpliwej czystości pokoju w Gospodzie, jak jakiś turysta, człowiek którego nie stać na nic porządnego. To aż do gryzło, nie podobał mu się ten pomysł ale fakt, to też nie była jego sprawa.
- Na Pokątnej wynajmuję niedużego metrażu mieszkanie. Zrobiłem z niego gabinet. Jeśli wstawisz tam łóżko to możesz sobie tam mieszkać. - ech, znał odpowiedź ale tak jak wcześniej, tak i teraz musiał to powiedzieć na głos. Mimo wszystko bardzo mocno uaktywniała się w nim rola najstarszego dziedzica kiedy był w towarzystwie rodziny. Czuł się wciąż odpowiedzialny, nawet jeśli nie przepadał za Sophie.
- Potrzebuję tam być maksymalnie dwa razy w tygodniu od rana do czternastej. - dodał i już zaczynał wątpić w swoje słowa. Rozmasował wnętrzem dłoni usta, szczękę i brodę.
- Zajmiesz się tym listem w ciągu tygodnia?- zapytał już z lekkim nerwem wymalowanym w oczach. Uch, czemu rozmowa z nią jest taka… taka denerwująca? Czemu nie umiał zachować spokoju i zachowywać się jak na dwudziestosiedmiolatka przystało?
- To, że ty tak uważasz nie znaczy, że tak jest. Coś dla ciebie nowego?- odgryzł się bo aż prosiła się o utarcie nosa. Dzisiaj nie miał ochoty na wyrozumiałość, cała wyczerpała się podczas ich pierwszego spotkania.
- List adresowany do mnie, fakt. Muszę na niego odpisać w ciągu maksymalnie tygodnia. Wymyśl do tego czasu jak ukryć twoją obecność i jednocześnie nie skłamać. Mam swoje sprawy na głowie i nie mam czasu siedzieć i kombinować jak wywieść twojego ojca w pole. Sądząc po twoim charakterku dla ciebie nie będzie to problemem. - naprawdę mógł sobie to odpuścić i zająć się tym sam, zmuszając się któregoś wieczoru do głębokiego pomyślunku. Niestety ale nie był zbyt charyzmatyczny, a żonglowanie słowami przychodziło mu z trudem. Nie chciał niepotrzebnie się frustrować. Nie chciał iść Sophie na łatwiznę po tym jak go potraktowała. Odwrócił się do niej profilem patrząc na parę starszych czarodziei wykłócających się o ustawę.
- Wierz mi bądź nie, ale tak i też jestem tym zaskoczony. Nie spodziewałbym się po sobie takich ciepłych uczuć.- odparł zgryźliwie, wystukując palcami na stoliku jakiś rytm. Powstrzymał grymas na myśl, że kisi się w wątpliwej czystości pokoju w Gospodzie, jak jakiś turysta, człowiek którego nie stać na nic porządnego. To aż do gryzło, nie podobał mu się ten pomysł ale fakt, to też nie była jego sprawa.
- Na Pokątnej wynajmuję niedużego metrażu mieszkanie. Zrobiłem z niego gabinet. Jeśli wstawisz tam łóżko to możesz sobie tam mieszkać. - ech, znał odpowiedź ale tak jak wcześniej, tak i teraz musiał to powiedzieć na głos. Mimo wszystko bardzo mocno uaktywniała się w nim rola najstarszego dziedzica kiedy był w towarzystwie rodziny. Czuł się wciąż odpowiedzialny, nawet jeśli nie przepadał za Sophie.
- Potrzebuję tam być maksymalnie dwa razy w tygodniu od rana do czternastej. - dodał i już zaczynał wątpić w swoje słowa. Rozmasował wnętrzem dłoni usta, szczękę i brodę.
- Zajmiesz się tym listem w ciągu tygodnia?- zapytał już z lekkim nerwem wymalowanym w oczach. Uch, czemu rozmowa z nią jest taka… taka denerwująca? Czemu nie umiał zachować spokoju i zachowywać się jak na dwudziestosiedmiolatka przystało?