28.07.2024, 21:51 ✶
- Och, myślałem, że zechcesz posłuchać o moich miłosnych rozterkach - odparł zwieszając głowę i udają smutek, ale zaraz też wybuchnął śmiechem.
Na zewnątrz jakby właśnie ktoś czytał w myślach Nory, ponieważ zbiegowisko sprzed apteki zniknęła jak niepyszne. Ktoś wcześniej nagabywany przez te zgraję, jeszcze zanim Figgowie pojawi się na Horyzontalnej, miał z nimi styczność i pod oddaleniu się od nich poszedł gdzie trzeba, żeby sprowadzić stróży porządku. A co za tym idzie, rodzeństwo nie musiało już obawiać się kolejnej rozmowy, kiedy zakończą zakupy.
Thomas nie miał pojęcia dlaczego niektóry czarodzieje musieli tak wąsko patrzeć na świat i uważać, że tylko oni godni są piastowania jakichkolwiek istotnych stanowisk i inne magiczne rasy powinne im podlegać. Przecież to wypisz wymaluj to co mówił Voldemort - być może to właśnie dlatego nie trafił go ostracyzm społeczny, bo trafił na podatny grunt.
Wzruszył ramionami - z jednej strony był tego ciekaw, tak samo jak i siostra, ale z drugiej niezbyt obchodzili go tamci ludzie, aby poświęcał im jeszcze więcej uwagi, już i tak dostali zbyt dużo jej od nich.
- Obstawiam to pier... Za wiele to nawet obstawiać nie musimy - dodał bo zerknął za okno i cicho prychnął, bo po tamtej grupce nie było śladów, za to widać było patrol BUMowców.
- Pewnie, tyle chwil ile potrzebujesz - zgodził samemu z nudów rozglądając się po inwentarzu sklepu i czytając jakie to eliksiry sprzedają. Z każdą wizytą w sklepach z eliksirami, czy tego chciał czy nie przypominał mu się koniec szóstego roku w Hogwarcie. Westchnął nie zmieniając wyrazu twarzy - mierzenie się z demonami przeszłości bywało oczyszczające. Oderwał wzrok od wystawy i zerknął na siostrę ze zwykłym dla siebie uśmiechem.
- Super - popatrzył krytycznie na jej zakupy i tylko machnął różdżka odsyłając je do ich domu. - Tak będzie wygodniej - stwierdził i poprowadził siostrę do drugiego sklepu, który mieli odwiedzić.
Na szczęście droga nie byłą daleka i odbyła się bez zbędnych niespodzianek. Magiczny zoologiczny nie był może miejscem, gdzie ładnie pachniało, jednak czego się spodziewać można było po miejscu gdzie znajdowało się tak dużo przeróżnych zwierząt. Popatrzył po różnych sowach, kotach, ropuchach i innych stworzeniach.
- Dla kapitan przysmaki z kangura i rekina, a co Lady lubiła? Nigdy nie mogę spamiętać. No i jeszcze kupmy coś Karlowi, bo się obrazi - dodał rezolutnie, bo koci towarzysz Mabel często zachowywał się jak stary dziadek ze swoimi humorkami.
Na zewnątrz jakby właśnie ktoś czytał w myślach Nory, ponieważ zbiegowisko sprzed apteki zniknęła jak niepyszne. Ktoś wcześniej nagabywany przez te zgraję, jeszcze zanim Figgowie pojawi się na Horyzontalnej, miał z nimi styczność i pod oddaleniu się od nich poszedł gdzie trzeba, żeby sprowadzić stróży porządku. A co za tym idzie, rodzeństwo nie musiało już obawiać się kolejnej rozmowy, kiedy zakończą zakupy.
Thomas nie miał pojęcia dlaczego niektóry czarodzieje musieli tak wąsko patrzeć na świat i uważać, że tylko oni godni są piastowania jakichkolwiek istotnych stanowisk i inne magiczne rasy powinne im podlegać. Przecież to wypisz wymaluj to co mówił Voldemort - być może to właśnie dlatego nie trafił go ostracyzm społeczny, bo trafił na podatny grunt.
Wzruszył ramionami - z jednej strony był tego ciekaw, tak samo jak i siostra, ale z drugiej niezbyt obchodzili go tamci ludzie, aby poświęcał im jeszcze więcej uwagi, już i tak dostali zbyt dużo jej od nich.
- Obstawiam to pier... Za wiele to nawet obstawiać nie musimy - dodał bo zerknął za okno i cicho prychnął, bo po tamtej grupce nie było śladów, za to widać było patrol BUMowców.
- Pewnie, tyle chwil ile potrzebujesz - zgodził samemu z nudów rozglądając się po inwentarzu sklepu i czytając jakie to eliksiry sprzedają. Z każdą wizytą w sklepach z eliksirami, czy tego chciał czy nie przypominał mu się koniec szóstego roku w Hogwarcie. Westchnął nie zmieniając wyrazu twarzy - mierzenie się z demonami przeszłości bywało oczyszczające. Oderwał wzrok od wystawy i zerknął na siostrę ze zwykłym dla siebie uśmiechem.
- Super - popatrzył krytycznie na jej zakupy i tylko machnął różdżka odsyłając je do ich domu. - Tak będzie wygodniej - stwierdził i poprowadził siostrę do drugiego sklepu, który mieli odwiedzić.
Na szczęście droga nie byłą daleka i odbyła się bez zbędnych niespodzianek. Magiczny zoologiczny nie był może miejscem, gdzie ładnie pachniało, jednak czego się spodziewać można było po miejscu gdzie znajdowało się tak dużo przeróżnych zwierząt. Popatrzył po różnych sowach, kotach, ropuchach i innych stworzeniach.
- Dla kapitan przysmaki z kangura i rekina, a co Lady lubiła? Nigdy nie mogę spamiętać. No i jeszcze kupmy coś Karlowi, bo się obrazi - dodał rezolutnie, bo koci towarzysz Mabel często zachowywał się jak stary dziadek ze swoimi humorkami.