28.07.2024, 22:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2024, 22:55 przez Thomas Figg.)
Zaśmiał się pod nosem na wspomnienie Thomasa odnośnie planu panny Moody, i faktycznie z wszystkich tu obecnych tylko Heather nie doświadczyła tego na żywo, szedł o zakład, ze rudej by się to spodobało i chętnie by dołączyła do Millie przy realizacji tamtego przedsięwzięcia. To mu też przypomniało, że musi uzupełnić swój zapas pewnego przedmiotu w kieszeni.
- Co ty mówisz, takie ustawki w duchami to pikuś, wystarczy, że całe planowanie zostawimy tej oto gwieździe - zachichotał wskazując dla pewności na Millie, ale chyba było jasne o kim mówił.
Zatrzymał się w pół ruchu, kiedy to chciał sobie dolać herbaty do filiżanki.
- Przecież piję, zostaw moja dupę w spokoju, bo inaczej pójdziemy na otwarcie, ale parasola w twojej - zakończył siadając po nalaniu sobie trunku i usiadł ponownie trzymając spodek w jednej ręce a filiżankę w drugiej i upił kolejny łyk. Aż zamrugał od nagłej szczerości płynącej ze strony gospodyni tego spotkania. Trudne się wylosowało Thomasowi, nigdy nie był dobry w pocieszaniu, ale jakoś tak się złożyło, że ciężko było mu się zawsze zamknąć.
- Co ty... Gdyby nie ty, twoje pomysły i latanie to byśmy się cały dzień z tym poltergeistem męczyli. Jak ktoś ci da miotłę i powie, że masz tylko zamiatać to mu nią w łeb walnij, bo latasz piekielnie dobrze - w sumie to powinien przestać mówić, dlatego upił kolejny łyk ze swojej filiżanki.
Rzut Emocje 1d25 - 20
Księżyc (Refleksja)
Księżyc (Refleksja)
Poczuł jak potem napływa m una czoło i przetarł je rękawem, zdecydowanie ta herbata nie był tym, co mieli tu wypić, chyba, że Millie chciał ich naćpać, a o t oraczej nie posądzał jej. Zasępił się wciąż filiżanka dłoniach, wszystko to co dzieło się w Księżycowym stawie, jak i poza nim, jaki to miało cel. Jaki był cel w życiu, czy on miał jakiś w swoim, czy miał odegrać jakąś rolę? A może był tylko niezależnym kamykiem, który był niepotrzebny dla żadnego większego celu, zaledwie ziarnkiem piasku na plaży zwanej wszechświatem. Zupełnie bezwiednie odstawił filiżankę na podłogę i wyciągnął paczkę papierosów i odpalił jednego.
- Zawsze bałem się, że zawiodę, że najbliższych stracę bo nie umiałem być tym kim miałem być - wypuścił dym patrząc w sufit. - Że skończę sam jak palce, bo uciekłam kiedy się bałem zamiast zwalczyć strach i zrobić to co słuszne a nie łatwe - jakim chujem właśnie dzielił się swoimi lękami z tą trójką? CZy nie próbował tego właśnie ukrywać przed innymi, aby nie uznali go za zbyt słabego do udziału w Zakonie i pomaganiu innym?