29.07.2024, 01:39 ✶
W środku tejże sakiewki naprawdę znajdowały się pieniądze, ale pośród kilku galeonów, jakie Flint wrzucił tam na zachętę (oraz żeby zniwelować i tak dudniące mu teraz w uszach potworne poczucie winy) znajdowało się też coś dziwnego. Niepasujący element - moneta z najwyraźniej dalekich stron, chyba niewiele warta sądząc po wyżłobionej na niej jedynce, ale kiedy Leo odwrócił ją, mógł zauważyć wypaloną na rewersie czaszkę. Bardziej dosłownym i stereotypowym być się pewnie nie dało. Dægberht poprawił kapelusz i uśmiechnął się do O'Dwyera bardzo serdecznie, zupełnie jakby zrobił mu jakąś przysługę, a nie celowo wprowadził na minę. Następnie otworzył usta, żeby rozpocząć swoją paplaninę, obnażając znów szereg krzywych zębów.
Jesteś z siebie dumny, Dægberht?
Jego uśmiech nieco pobladł, ale właściwie to tak... był z siebie dumny. Wszystko to skrzętnie zaplanował, żeby pozbyć się balastu, zanim kupi nową łódkę.
- A bo widzisz dobry złodzieju... - dobry człowieku brzmiało nieco lepiej, co? Ale ten złodziej wcale złym człowiekiem być nie musiał! - Normalnie poczciwy człowiek ze mnie - w swoim mniemaniu przynajmniej - tylko czasami stosuję metody niekonwencjonalne. Kiedy żem był ostatnio na takiej przeklętej wyspie z grobowcem, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi, żeby tego nie brać, ale ja zawsze wtedy biorę. Jak ktoś ci nie pozwala przycisnąć guzika to przyciskasz, czy nie mam racji? Niestety jak się okazuje, niektóre rzeczy z grobowców kradzione, zawierają w sobie to... jak to się mówi - pierwotne zło? No powiem ci, duch co go tym uwolniłem z męczarni, dziękował mi z godzinę, nawet go przeprowadzać do Limbo nie musiałem, żebyś ty widział jego minę! A później, żebyś ty widział moją kiedy doczytałem w kronice, że ten badziew miał chronić przed kradzieżami przed 668 lat, zsyłając na przywłaszczających nieswoje rzeczy niemożliwego pecha. Pięć minut później moja łajba zahaczyła o skałę i niemal utopił się mój kot. - Położył dłoń na ramieniu O'Dwyera. - Miałem to dziadostwo przez pół roku i szesnaście razy wyrzuciłem je do oceanu, zawsze wracało. Ale dzięki tobie już nie wróci, chwała ci za to. Pomodlę się za ciebie w świątyni, a jeżeli przez to zginiesz, postaram się o godny pochówek. Twoja rodzina może nadesłać mi nekrolog. - Wyciągnął do niego rękę, by ją uścisnąć, na nieszczęście O'Dwyera nie przyjął przy tym zwrotu sakiewki. - Dægberht Flint. Jakbyś wciskał to innemu fraje... odważnemu ochotnikowi, pamiętaj - musi chcieć to zdobyć.
On już oczywiście tego nie chciał. Była to oferta bezzwrotna.
Jesteś z siebie dumny, Dægberht?
Jego uśmiech nieco pobladł, ale właściwie to tak... był z siebie dumny. Wszystko to skrzętnie zaplanował, żeby pozbyć się balastu, zanim kupi nową łódkę.
- A bo widzisz dobry złodzieju... - dobry człowieku brzmiało nieco lepiej, co? Ale ten złodziej wcale złym człowiekiem być nie musiał! - Normalnie poczciwy człowiek ze mnie - w swoim mniemaniu przynajmniej - tylko czasami stosuję metody niekonwencjonalne. Kiedy żem był ostatnio na takiej przeklętej wyspie z grobowcem, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi, żeby tego nie brać, ale ja zawsze wtedy biorę. Jak ktoś ci nie pozwala przycisnąć guzika to przyciskasz, czy nie mam racji? Niestety jak się okazuje, niektóre rzeczy z grobowców kradzione, zawierają w sobie to... jak to się mówi - pierwotne zło? No powiem ci, duch co go tym uwolniłem z męczarni, dziękował mi z godzinę, nawet go przeprowadzać do Limbo nie musiałem, żebyś ty widział jego minę! A później, żebyś ty widział moją kiedy doczytałem w kronice, że ten badziew miał chronić przed kradzieżami przed 668 lat, zsyłając na przywłaszczających nieswoje rzeczy niemożliwego pecha. Pięć minut później moja łajba zahaczyła o skałę i niemal utopił się mój kot. - Położył dłoń na ramieniu O'Dwyera. - Miałem to dziadostwo przez pół roku i szesnaście razy wyrzuciłem je do oceanu, zawsze wracało. Ale dzięki tobie już nie wróci, chwała ci za to. Pomodlę się za ciebie w świątyni, a jeżeli przez to zginiesz, postaram się o godny pochówek. Twoja rodzina może nadesłać mi nekrolog. - Wyciągnął do niego rękę, by ją uścisnąć, na nieszczęście O'Dwyera nie przyjął przy tym zwrotu sakiewki. - Dægberht Flint. Jakbyś wciskał to innemu fraje... odważnemu ochotnikowi, pamiętaj - musi chcieć to zdobyć.
On już oczywiście tego nie chciał. Była to oferta bezzwrotna.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr