Nie oczekiwał, że brat okaże mu jakieś wsparcie. Temat był dla niego trudny, gdyż wyskoki Charlesa, przynosiły wstyd. Nie tylko rodzinie ale i swojemu rodzicielowi. Richard miał powody aby wstydzić się swojego syna. Tego, co zrobił a nie powinien. Tego, czego się po nim nie spodziewał, a poszło w świat magiczny. Próbował zebrać myśli, aby cokolwiek z ustaleń przekazać Robertowi. Musiał to zrobić.
Przedstawiając w końcu najważniejsze ustalone sprawy, jak groźba i zapewnienie o wyprowadzce Charlesa, wysłuchał potwierdzenia brata, że nie chce widzieć tutaj jego syna. Było to zrozumiałe.
- Wierz mi, że sam nie czuję się z tym dobrze. Narobił mi cholernego wstydu, że ledwo powstrzymałem się od zlania go paskiem. Wiem, że ta metoda nie podziała."Nie podziałało odpowiednio na mnie." – dokończył w myślach, przypominając sobie sytuację z przeszłości. Gdyby Richard chciał, aby syn się go bał, odczuwał lęk, być może nie hamował by się z przemocą. Lecz to nie było żadne rozwiązanie problemu.
- Obiecał poprawę. Tym razem jednak będzie robił wszystko co mu powiem. Bez samowolki. Ma mi się meldować, pisać i pytać. Próbuję wybić mu durnowaty pomysł z chujowymi świecami. Potwierdził mi, że złożył odpowiednie dokumenty na założenie swojej działalności... Być może popełniłem błąd, dając dzieciakom wolność z samodzielnego ułożenia sobie życia... albo… nie nadaję się na ojca.
Choć sam był na wojennej ścieżce z własnym ojcem. Postawił na swoim, ale też otrzymywał groźby. Francis musiał mieć duże pokłady cierpliwości. Czy może decyzje ojca wynikały z czegoś innego?
Richard brzmiał trochę tak, jakby nie tylko z Charlesem miał problem, odnosząc się ogólnie do swoich dzieci. Zaczynał mieć obawy o pozostawienie córki samej w Norwegii, czy i ona nie odwali mu czegoś nieodpowiedzialnego.
Dopalił papierosa, gasząc w popielniczce. Nie miał dzisiaj za bardzo czasu na inne sprawy, swoje plany. Nie miał głowy zając się innymi sprawami, gdyż rodzinne były priorytetem.
Odpowiedział na pytanie brata. Wstając i zabierając swoją papierośnicę, aby wyjąć kolejnego papierosa. Nie odmawiał sobie tytoniowego nałogu. Potrzebował teraz tego więcej niż podczas rozmowy z synem. Teraz, podczas rozmowy z bratem, aby uciszyć, uspokoić w sobie nerwy, agresję.
Po odpaleniu papierosa i zaciągnięcia się, spojrzał na Roberta.
- W jeden dzień nie załatwi wszystkiego.
Dodał informacyjnie, co było w sumie wiadome. Uważając, że tydzień powinien chłopakowi wystarczyć. To i tak dużo czasu, jako że miał jeszcze gdzie mieszkać i zapewnione wsparcie finansowe. To jednak może się szybko skończyć. Bardzo, szybko.
Richardowi przeszło prze myśl, aby zapytać o kontakty, ale to był problem, jaki sam powinien rozwiązać z synem. Szukanie mieszkania czy też pokoju nie powinno być trudne, patrząc po wystawianych ogłoszeniach. Dobrze byłoby jednak mieć pewność, że Charles nie pójdzie mieszkać do kogoś, kto poszukuje współlokatora i jest dziennikarzem czy też szlamą czy szlamolubcą. Tego by jeszcze im brakowało.