Gerry właściwie nigdy nie zastanawiała się nad tym, jakie może to wszystko być trudne dla tych, w których żyłach magiczna krew nie płynęła od lat. Nie znali tego świata tak, jak Ci, którzy od pokoleń wiedzieli czym jest magia. W końcu zupełnie znienacka dostawali list z Hogwartu, byli rzuceni na głęboką wodę. Musieli sobie poradzić z poznawaniem nowej rzeczywistości. Na pewno wiele to ich kosztowało, w końcu też nie mogli się podzielić informacjami na temat tego wszystkiego ze swoimi najbliższymi. Byli rozdarci między dwoma światami. Po zakończeniu nauki w Hogwarcie musieli nauczyć się żyć w magicznym świecie. Na pewno było to trudne, szczególnie bez wsparcia rodziny.
Thomas wyglądał jej na osobę, która świetnie sobie z tym wszystkim poradziła. Został w końcu brygadzistą, znalazł swoje miejsce w tym świecie u chyba całkiem nieźle mu to wszystko wychodziło. Ucieszyło ją ogromnie, że przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawał się być szczęśliwy. Yaxley miała świadomość, że tacy jak on nie mieli aktualnie lekko. Wiedziała, jak wygląda sytuacja w świecie magii. Sama widziała do czego potrafią doprowadzić wyznawcy Voldemorta. Nie mieli skrupułów, chcieli pozabijać wszystkich, którzy nie pasowali do ich wizji czystokrwistego świata. Nie potrafiła tego zrozumieć, jej zdaniem każdy miał prawo do życia, przecież mugolacy nie mieli wpływu na to, że magia się w nich obudziła. Niczym nie zawinili.
Gerry nigdy nie kierowała się tymi uprzedzeniami. Już w Hogwarcie poznała uczniów różnego pochodzenia, wszystkich traktowała na równi. Najważniejsze było to, w jaki sposób się zachowywali, a nie jaka krew płynęła w ich żyłach. Na całe szczęście, jakimś cudem trafiła do Gryffindoru, a nie jak reszta jej rodziny do Slytherinu, w którym miała by ciężko patrząc na to, jak pochodziła do sprawy. Tiara bardzo dobrze wiedziała, co robi - tego Gerry była pewna. Przynajmniej nie musiała przez te siedem lat nauki wysłuchiwać farmazonów, chociaż jej brat i tak suszył jej głowę. To samo działo się na wakacjach, gdy przyjeżdżała do domu. Jej rodzina uważała się za jedną z lepszych, choć Ger nie podzielała ich poglądów, grzecznie przytakiwała, aby kiedy wdawać się w niepotrzebne dyskusje. Z czasem mogli zobaczyć, jakie ma podejście, w końcu zaczęła się pojawiać w domu rodzinnym z Theseusem u boku. Ile się nasłuchała, że to nieodpowiedni człowiek, nie zraziło jej to jednak. Nadal robiła swoje, z czasem jakby przestali to komentować, bo wiedzieli, że nie zmienią jej podejścia do przyjaciela.
Yaxley również wydawało się, że minął moment, może kilka miesięcy od kiedy ostatnio widziała Thomasa. Kiedy rozmawiali zupełnie nie czuła upływu lat, co wydawało jej się dosyć nietypowe. W końcu nie z każdym potrafiła rozmawiać w ten sposób, bez dystansu, który miała w zwyczaju trzymać. Było zupełnie inaczej. Może dopiero teraz sobie uświadomiła, że kiedyś też było dokładnie tak samo. Mieli wiele wspólnych zainteresowań, spędzali razem dużo czasu, coś im z tego pozostało. Los najwyraźniej chciał, aby spotkali się ponownie. Tym razem jednak z dala od wszystkich znajomych, którzy ciągle im towarzyszyli. Może tak było lepiej? Mogli na spokojnie porozmawiać, zrozumieć to wszystko, bo coś zdecydowanie się działo. Rzadko kiedy Geraldine czuła się, jakby uderzył w nią piorun, a to zdarzyło się dzisiaj, dziwne uczucie, które pojawiło się znienacka spowodowane tym, że spotkała przyjaciela z dawnych lat.
Ger tak naprawdę nigdy nie szukała. Dobrze jej było samej, czasem na moment próbowała z kimś być, jednak uważała, że to nie jest dla niej. Wymagania, które stawiali jej kandydaci nieco ją zniechęcały. Mało kto potrafił zrozumieć więź, jaka łączyła ją z Theseusem i zaakceptować to, że spędza z nim tyle czasu. Ona nie była w stanie zrezygnować z przyjaciela, nie wyobrażała sobie swojego życia bez niego u boku. Jakoś tak wyszło więc, że nadal była sama, choć rodzina nie do końca jej w to wierzyła i próbowała wmówić sobie, że Gerry trwa z Fletcherem w relacji romantycznej.
Yaxley czasem była aż za bardzo szczera. Nie panowała nad tym zupełnie, przez co jej policzki oblegały się rumieńcami. Docierało do niej co mówiła, dopiero gdy słyszała to wszystko. Próbowała z tym walczyć, dawno temu, jednak nic z tego nie wyszło, stwierdziła więc, że to nie ma najmniejszego sensu w jej przypadku. - Zupełnie nad tym nie panuję, ale dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie problemy. To całkiem budujące. - Upewniło ją to jedynie w tym, że sobie tego nie wymyśliła, że coś dziwnego między nimi wisiało, skoro on reagował na nią podobnie. Może i dobrze, że była taka bezpośrednia, wiedziała dzięki temu na czym stoi. To, że byli w stosunku do siebie szczerzy bardzo ułatwiało tę sytuację, świadczyło też o zdaniem Ger o pewnej dojrzałości, której mogło im brakować w czasie nauki w Hogwarcie.
- Wiesz, że czasem zdarza mi się wracać do Trzech mioteł, wzbudzają wiele dobrych wspomnień.- Wracała do tego miejsca tylko i wyłącznie z sentymentu, lubiła czasem obserwować dzieciaki z Hogwartu, które dopiero zaczynały swoje dorosłe życie. - Pamiętam tą ognistą, byłam jedną z osób, które wypiły najwięcej, nie było to szczególnie przyjemne doświadczenie, szczególnie, że spędziłam prawie całą noc w łazience. - Nie zraziła się wtedy jednak do alkoholu, nie tak łatwo było ją zrazić. Nauczyła się z czasem jednak pić nieco odpowiedzialniej, przede wszystkim wtedy, gdy spoczywała alkohol z mężczyznami. Zauważyła, że wtedy stawali się bardziej rozmowni, co często ułatwiało jej pracę.
Tak naprawdę, to nie miała pojęcia dlaczego pozwoliła go sobie złapać za nadgarstek, nie chciała go zgubić? Choć nie szli wcale w tłumie, wydawało jej się, że dzięki temu szybciej znajdą się w środku. - Ostrzegam tylko, że jest naprawdę ciężki, w kieszeniach noszę połowę swojego mieszkania. - Wolała go uprzedzić. Zdjęła więc płaszcz i przekazała go mężczyźnie wcześniej wyciągnęła jednak z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Sama zaś zaczęła się rozglądać za odpowiednim miejscem. W jej oczy rzucił się stolik w głębi, przy ścianie z dala od reszty. Takie ustronne miejsce wydawało się jej być odpowiednie. Ruszyła więc w jego kierunku, aby nikt przypadkiem nie zajął go przed nimi. Usiadła na krześle, papierosy położyła na stole, żeby mieć je obok siebie. Łokcie oparła na stole i poparła dłońmi twarz, przyglądała się Thomasowi uważnie. - Zdążyłam już zapomnieć o tym mandacie. - W końcu wydarzyło się tak wiele, że to przewinienie z źle zaparkowaną wydawało się wydarzyć wieki temu. - Ale niech Ci będzie, Ty stawiasz, przynajmniej na razie, później zobaczymy i tak piwo wydaje się być odpowiednie na początek.- Nie zamierzała dzisiaj szybko wrócić do domu, tego była pewna.