Praktyka czyni mistrza - było takie powiedzenie, nader trafne. Przed praktyką musiała być zaś wiedza. Wszystko układało się naturalnie, mówili o tym w Hogwarcie - najpierw praktyki, oni ci pomogą, oni zagwarantują, że będziesz mieć przyszłość. Tylko pokaż, co potrafisz. Popisz się czymś, zabłyśnij. Albo nie rób niczego, wystarczy dobre nazwisko i wysoką wodzom urodzony. Dobre nazwisko to dobry klucz do wielu zamkniętych drzwi. Jeszcze cenniejsze były znajomości, które można nabyć. Zdolność komunikowania się z duchami była rzeczą nabytą po drodze, chyba nie do końca chcianą. Z jego strony niechcianą. Duchy były w końcu... martwe. A on chciał żyć, czerpać z życia i w nim tkwić.
- I tu się mylisz. - Uniósł jeden palec w górę, jakby chciał nim coś wskazać. Ale palec nie był tu wskazówką - palec był tym, co warto było zobaczyć. Ze złotą obrączką, cienką, ślicznie zdobioną, ale to nie ona miała zostać pokazana. Więc co? Cyfra "1" w rzymskim zapisie? "I". Czy może "uwaga!", chociaż pisma nie stworzymy jednym gestem? Nie kazał swojemu rozmówcy zbyt długo czekać. - Nawet ludzie wykształceni, mądrzy i inteligentni potrafią się zgodzić na to brzemię, bo nie dostrzegą tam brzmienia. Zdolność postrzegania świata czasem kończy się tam, gdzie zaczyna się postrzeganie zysku. Chwała, władza, pieniądze... rzeczy "wielkie", jak je nazwałeś, wiążą się z takimi elementami. Inna sprawa, że zazwyczaj ci, co władzy chcą, nie nadają się do niej. - Władzy, chwały, czy jakiegokolwiek innego z wymienionych i niewymienionych przymiotów. Chodziło o to, że nie każdy się nadaje na rzekomego bohatera, nawet jeśli świadomie zgodzi się na ciężar bycia nim. A przeznaczenie? Nie dało się, zdaniem Laurenta, nie wierzyć w zapisane ścieżki - inaczej nie istniałyby przepowiednie. Inaczej Florence nie potrafiłaby zatrzymać go z Atreusem, zanim ci się jeszcze wywrócili.
- Och! Oczywiście! - Ekscytacja zabrzmiała w jego głosie i w jego oczach, nawet poruszył się trochę niespokojnie, kiedy zastrzyk energii powodowany radością naelektryzował jego ciało w pierwszej reakcji. Tonował to wszystko zaraz po pojawieniu się. Ogarniał te emocje, uspakajał siebie, starał się zawęzić dawkowanie drugiej osobie własnych doznań, by prezentować się przede wszystkim odpowiednio. - Z miłą chęcią. - Poprawił się więc elegancko. Florence nie wróżyła, ale Laurent niemal nigdy nie odmawiał, jeśli chodziło o stawianie wróżb. Chyba że to była wróżka Esmeralda z ulicy. Im potrafił odmawiać, bo często to były zwykłe naciągaczki.