29.07.2024, 22:40 ✶
Camille skinęła głową i również sięgnęła po swoją różdżkę. To, że była uzdrowicielką i to dość niską nawet w obcasach nie oznaczało, że nie potrafiła się bronić. Nie oznaczało to też, że nie pakowała się w kłopoty, lecz tym razem wspaniałomyślnie postanowiła zaufać Laurencowi i puścić go przodem. Pozwoliła mu otworzyć drzwi i wejść do pracowni, samej trzymając różdżkę w pogotowiu, na wypadek gdyby trzeba było mężczyźnie pomóc. Wślizgnęła się tuż za nim i nie zamykała drzwi. Rozglądała się czujnie, lecz... Była pusta. Blondynka zmarszczyła brwi.
- Na to wygląda - powiedziała, opuszczając ostrożnie rękę z różdżką. Zrobiła kilka kroków w stronę maszyny, w której wciąż tkwił kawałek materiału. Był czarny, a obok na stole leżała bela z krwistoczerwoną tkaniną. Jej dłoń mimowolnie przesunęła się po materiale. Opuszki palców musnęły go niemal pieszczotliwie, a na twarzy Delacour wymalowało się zastanowienie. - Dziwne... Podobne kolory zażyczyłam sobie w swojej sukni. Czarna jak noc z zewnątrz, a od środka czerwona jak krew.
Powiedziała cicho, unosząc głowę. Nic nie tłumaczyło jednak dźwięku, który usłyszeli. Czyżby ktoś się tutaj mimo wszystko krył? Ale... Nie miał gdzie. Nie było tu szaf, nie było schowków ani innych drzwi.
Nagle poczuli przeraźliwe zimno, przeszywające ich chciała jak setki lodowatych szpilek.
- Też to czujesz? - zapytała i gdyby nie fakt, że nie widziała tego, to dałaby sobie rękę uciąć, że jej oddech zaraz zamieniłby się w parę. - Nie podoba mi się tu, wyjdźmy.
Zarządziła, lecz nim zdążyła się odwrócić, drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
- Na to wygląda - powiedziała, opuszczając ostrożnie rękę z różdżką. Zrobiła kilka kroków w stronę maszyny, w której wciąż tkwił kawałek materiału. Był czarny, a obok na stole leżała bela z krwistoczerwoną tkaniną. Jej dłoń mimowolnie przesunęła się po materiale. Opuszki palców musnęły go niemal pieszczotliwie, a na twarzy Delacour wymalowało się zastanowienie. - Dziwne... Podobne kolory zażyczyłam sobie w swojej sukni. Czarna jak noc z zewnątrz, a od środka czerwona jak krew.
Powiedziała cicho, unosząc głowę. Nic nie tłumaczyło jednak dźwięku, który usłyszeli. Czyżby ktoś się tutaj mimo wszystko krył? Ale... Nie miał gdzie. Nie było tu szaf, nie było schowków ani innych drzwi.
Nagle poczuli przeraźliwe zimno, przeszywające ich chciała jak setki lodowatych szpilek.
- Też to czujesz? - zapytała i gdyby nie fakt, że nie widziała tego, to dałaby sobie rękę uciąć, że jej oddech zaraz zamieniłby się w parę. - Nie podoba mi się tu, wyjdźmy.
Zarządziła, lecz nim zdążyła się odwrócić, drzwi zatrzasnęły się z hukiem.