Pokiwał jedynie głową na słowa swojego przyjaciela. O Philipie wiele można było powiedzieć - w tym to, że jest realistą. Nowo odkryte pokłady optymizmu nie mają nic do rzeczy, bo nic, absolutnie nic, nie szło po jego myśli... przynajmniej jeśli chodzi o jego życie prywatne. Ono było w rozsypce. Tak samo jak on. Nic nie wskazywało na to, aby wszystko miało się na nowo ułożyć i aby wszystko było względnie dobrze. Tak naprawdę przedtem też nie było idealnie, ale zbudował swoje dawne życie na stałych fundamentach. Od czasu tegorocznego Beltane ono zaczęło się chwiać w posadach, a teraz rozpadło się na milion kawałków.
— Wszystko, co miało miejsce podczas tegorocznego Beltane... nie powinno się wydarzyć. Zrobiłeś coś, aby móc obawiać się odwetu z ich strony? Ja starałem się pomagać w poszukiwaniach po tym ataku i nie zostałem przez nich zaatakowany. Nie popieram ich poglądów. Przez to, czego doświadczyłem i nadal doświadczam... mam wrażenie, że wolałbym się zmierzyć z grupą popleczników tego czarnoksiężnika niż z samym sobą. — Odpowiedział poważnie, nie mówiąc wyłącznie o tym zamachu i jego wszystkich następstwach dla ogółu świata czarodziejów, ale też tym, które dotknęły go osobiście i od których nie potrafił się uwolnić. Może z jego ust padły zbyt śmiałe słowa, ale najtrudniej było mierzyć się z sobą samym, niźli z wrogiem uzbrojonym w różdżkę. Jego intencje pozostawały jasne.
— Wszyscy jesteśmy szaleni. — Po ostatnich długich tygodniach w swoim życiu miał sporo podstaw do wygłoszenia tego rodzaju stwierdzenia. Równowagę bardzo łatwo się traciło, ale znacznie trudniej było ją odzyskać.
— Możliwe, że to ci bardzo dobrze zrobi. — Stwierdził z lekkim wzruszeniem ramionami. Jak to zawsze działo się tak, że gdy sam miał sporo do powiedzenia, rozmowa zbaczała z kursu na inne tematy. Możliwe, że dlatego to nazywano dialogiem zamiast monologiem. Z pewnością na tym polegała przyjaźń. Giovanni/Jonathan byli dla niego dobrymi przyjaciółmi.
Skinął jedynie głową, pozwalając się poklepać po ramieniu. Jego przyjaciel mógł czuć się względnie jak u siebie, mógł zająć dowolny mebel - poza kanapą zajmowaną zwykle przez samego gospodarza - i będzie mógł się raczyć przyniesioną przez skrzata domowego herbatą i ciasteczkami.
— Organizatorem tego rejsu był William Avery. Odbywał się on na pokładzie statku pasażerskiego "Emperor" z portu Stornoway. Celem podróży miały być islandzkie fiordy, Rejkiawik, Thorshavn na Wyspach Owczych i Wyspy Svalbard. Wiesz, jak wyglądają te wszystkie imprezy dla bogaczy. Muzyka na żywo, alkohol... tym razem go unikałem, bo to zalecił mi uzdrowiciel. Czasem ich słucham. W sumie najciekawszą atrakcją było malowanie... mój obraz nie przetrwał, tak jak wykonane przeze mnie zdjęcia. To pierwsza moja podróż, z której nie mam żadnych pamiątek. — Poddana pewnym modyfikacjom opowieść stała się nieco łatwiejsza do opowiedzenia, nawet jeśli w jego głosie pobrzmiewała trudna do zamaskowania gorycz. Za nią odpowiadały te wszystkie rzeczy, o których nie był w stanie wspomnieć w swojej relacji.
— Ze snu wyrwała mnie wszechobecna wilgoć w powietrzu, odgłosu dochodzące z głębi statku. Zaczął się on niebezpiecznie przechylać... w pierwszej chwili chciałem po prostu uciec... ostatecznie zacząłem przeszukiwać pokoje i starałem się pomagać innym pasażerom. W końcu do środka wdarła się woda. Załoga zrobiła swoje, ratując pasażerów. Ja jeszcze kierowałem innych do łodzi albo wyciągałem z wody. Nawet do niej wskoczyłem. Pogorszyłem przez to swój stan zdrowia. — Na tym zakończyła się jego opowieść. To nie było coś, co należało opowiadać z entuzjazmem. Nie w obliczu takiej tragedii, jaka miała miejsce.
— Resztę znasz z prasy. — Stwierdził na sam koniec. Sam Giovanni napisał mu w swoim liście, że czytał najnowszy numer Proroka Codziennego.
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate