30.07.2024, 00:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 00:56 przez Elliott Malfoy.)
“Alone, I often fall down into nothingness. I must push my foot stealthily lest I should fall off the edge of the world into nothingness. I have to bang my head against some hard door to call myself back to the body.”
─·*·─
Obojętność wydawała się najbezpieczniejszą maską, gdy zmysły tęsknie lgnęły do wspomnienia rześkich poranków wśród szkockich jezior. Przemierzał korytarze Ministerstwa przypominając sobie pierwsze kroki stawiane na jego marmurowych posadzkach; odnalezienie własnego 'ja' malowało się ciemnymi barwami niemożliwego przedsięwzięcia, gdy już przy porodzie ktoś spisał skrzętnie całość twego życiorysu, nie zostawiając nawet miejsca na marginesach. Większość swego istnienia szlifował umiejętność ukrywania emocji za idealnie chłodną maską próbując zostawić ją na tyle życzliwą i wiarygodną, aby nie mienić się w cudzych oczach jako ktoś niegodny zaufania. Przedziwna wolność, która zdawała się wypełniać każdy minimetr jego duszy absolutnie go przerażała. Nie wiedział jak sobie z nią poradzić, jak zaaplikować w codziennym życiu - dlatego uciekł. Skrył się za murem Hadriana i zapragnął nigdy nie wracać. Zdawało mu się, że stał się lekki, a przy tym okropnie pusty. Wciąż odczuwał emocje, ale spoglądał na to jakby zza szyby. Nie słyszał swojego łkania, które zazwyczaj było o wiele bardziej donośnie, wręcz nieznośne.
Uśmiechnął się wyuczenie, gdy napotkał spojrzenie Anthony'ego. Mężczyzna wydawał się posiadać niewyczerpywalne źrodła energii, które zasilały każde jego przedsięwzięcie. Coś w jego osobie przypominało Elliottowi dziadka - lgnął do tej myśli, nie chcąc puścić, bo tęsknota za członkiem rodziny, z którym miał najpozytywniejszą relacje, doskwierała mu ostatnimi czasy nazbyt namacalnie.
- I wzajemnie, dobrze jest Cię zobaczyć poza murami Ministerstwa na dłużej niż pare minut. Mógłbym Cię oskarżyć o celowe omijanie mnie, ale strzeliłbym sobie tym w stopę, więc oskarżycielskie komentarze pozostawię na później, mam nadzieję, że starczy nam czasu? - nie powstrzymał się przed szybkim żartem, który zakomunikował spokojnym, acz finezyjnym tonem, unosząc jedną z jasnych brwi. W mimice pozostawał, jak zwykle opanowany, bo to jego słowa i ton miały grać pierwsze skrzypce.
- Ostatnie miesiące zlały mi się w jedno, ilość pracy popędzana gorącem lata nigdy nie działają dobrze na wydajność, ale cóż, ledwo wszedłem, a już się tłumaczę - dopowiedział, pozwalając, aby grzecznościowy uśmiech pozostał na jego twarzy. Pozytywne i naturalne grymasy nie należały do puli, którą los obdarzył Elliotta. W relacjach z ludźmi, na których choć odrobinę mu zależało, bądź których cenił (a można było zliczyć ich na palcach jednej ręki) starał się uwydatniać delikatne ruchy kącików ust, acz wychodziło rożnie - zwłaszcza, gdy sympatia była szczera. Fałsz i obłuda przychodziły mu z łatwością, popędzane rodzinnym wyrachowaniem.
Podążył za gospodarzem wgłąb mieszkania i skorzystał z możliwości odświeżenia się w łazience. Ciemnozielona koszula, którą podkreślały idealnie dopasowane w talii, beżowe spodnie, skropiła się drobinkami kropel wody. Podwinięte rękawy górnej części garderoby odsłaniały bladą cerę i przyozdobione sygnetami najmniejszy i serdeczny palec; rodowym oraz drugim, innego pochodzenia. Rzucało się w oczy, że nie posiadał na żadnym palcu obrączki.
Gdy znaleźli się w gabinecie, Elliott przyjął zaproszenie na fotel z wdzięcznością. Pakunek, który miał ze sobą położył na blacie stolika. Nie ogłosił jeszcze co takiego się w nim znajduje, wysłuchał kolejnych wypowiedzi Shafiqa i pozwolił lekkiemu dyskomfortowi przesunąć się cieniem po chłodnych tęczówkach. Nie chciał myślec o rodzinie. Nicholas był dla niego ostatnio bardziej obowiązkiem niż czymkolwiek innym i absolutnie się za to nienawidził - nie miał pojęcia jak odnaleźć się w roli rodzica.
- Jest wciąż bardzo młody i, jakkolwiek okrutnie może to z mojej strony zabrzmieć, dobrze, że cała ta sytuacja miała miejsce teraz, a nie za dwa czy trzy lata, gdy byłby o wiele bardziej świadomy. W ten sposób zapamięta jedynie najprzyjemniejsze chwile z matką. Co jeżeli w późniejszych latach jej stan by się pogorszył? Na pewno by to na niego wpłynęło - miał w głowie pare przećwiczonych wypowiedzi na pytania, które zadał mu Anthony. W końcu należy być wiarygodnym, jeżeli zaplanowało się śmierć własnej małżonki. Myślenie o tym, że się jej pozbył nie wzbudzało w nim wyrzutów sumienia, czuł się winnym względem Nicholasa, choć wiedział, że syn jest za młody, aby cokolwiek pamiętać za te pare czy paręnaście lat. 'Sprzedana' Shafiqowi odpowiedź była jedną z wersji, która posiadała w sobie najwięcej prawdziwych emocji, nie tylko dlatego, że od zawsze mieli pozytywną relację, ale też ze względu na zawód drugiego mężczyzny. Politykom kłamało się najtrudniej, Malfoy zdawał sobie z tego sprawę, w końcu jeden go wychował.
- Jeżeli żałoba zdołała mi coś uświadomić, to jest to fakt, iż należy cenić czas spędzany z innymi - podsumował, uznając za trochę nietaktowne wypytywanie Anthony'ego w jaki sposób on sobie radzi. Powściągliwość ubrana w wykwintnie rozbudowane wypowiedzi była jedną z domen Elliotta.
- A skoro już o tym, nie wypada przychodzić w gości z pustymi rękoma - zerknął mimowolnie na owleczony w skromny, acz definitywnie dobrej jakości, materiał pakunek - Mam nadzieję, że fakt, iż nie wybrałem wina, a postawiłem na inny napitek nie będzie gwoździem do mojej trumny. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że skorzystałem z notatek na temat herbaty, które zostawił po sobie Septimus - skinął głową dziękując za nalany do kieliszka trunek. Dotknął palcami chłodnego szkła i uniósł naczynie w stronę rozmówcy, oczekując aż ten przysunie doń swoje, aby stuknąć w toaście.
Fakt, że mieli rozmawiać o czym innym, rozmył się w powietrzu. Malfoy pozwolił chwili płynąć, rozluźnił zazwyczaj spięte w kontrolującym przyzwyczajeniu ramiona.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦