30.07.2024, 12:52 ✶
Gdyby usłyszał jego opinię na swój temat parsknąłby nieładnym, ale całkowicie szczerym śmiechem. On i towarzyskość? No dobrze, pracował za barem, rozmawiał z klientami, ale to tylko kilka godzin dziennie, po których resztę doby poświęcał na regenerację. Czy nie byłby więc idealnym urzędnikiem? Siedziałby sam i robił co mu każą. No, ale nie miało znaczenia to jaki był, a to jaki miał być. Był w pracy gdzie trzeba było dbać o opinię klientów, tylko, że ten zdawał się być od początku potencjalnie wielkim problemem.
Spróbował go zatrzymać, ale słowa Enzo były... Widoczna pustka wystąpiła w oczach Neila. ...Co?
- Em... Ee… Yyy... Mm. - chciał się wybronić z zadanego pytania, ale zamknął w końcu usta. Czy był w łóżku dominujący? Cóż, najpierw to musiałby z kimś z tym łóżku skończyć, żeby się przekonać. Młody, niewinny umysł został oszołomiony tym pytaniem, ale resztki profesjonalizmu przebiły się na powierzchnię i jeszcze próbował się ratować, ale wiedział, że to zdecydowanie nie jego koniec zmiany.
Błagania i prośby były nietypowe i niespodziewane, ale docierały do wrażliwego serca, które powinno po tylu latach obrywania po tyłku być nieco twardsze, ale nie było i ciekawe czy to się kiedyś zmieni, bo na razie się nie zapowiadało.
Uniósł brwi i przechylił lekko głowę w bok słysząc francuski zwrot, którego patrząc na urodę chłopka, się nie spodziewał. No... Skoro aż tak nie chce być sam, to jak mógł go odrzucić? Sam nieraz pragnął przytulenia, pogłaskania czy zwykłego spojrzenia, a teraz kiedy przyjaciela nie ma w miecie, a rodzina jest daleko i on czuł się odrobinę samotny. Odruchowo więc, choć z głośnym, zrezygnowanym westchnięciem, zacisnął dłoń na jego ręce kiedy go złapał.
- Zaraz, co? Jakaś kobieta jest zatrzaśnięta w łazience, czemu nie powiedziałeś od razu? - zafukał, trochę rozeźlony, ale zaraz wyczuł, że coś mu nie pasuje. Przecież facet dopiero wszedł, skąd miał wiedzieć kto jest w łazience. Z drugiej strony nie widział kto wchodzi, może on wszedł wcześniej i zdążył pójść. Że trzymał jego dłoń, to pociągnął bo w stronę ubikacji, która zdecydowanie nie była obok baru do którego klient go ciągnął. Najpierw muszą pomóc biedaczce, chyba, że to było powiedzenie jakiego nie rozumiał. Może i było, może i nie, sprawdzić na pewno nie zaszkodzi.
Spróbował go zatrzymać, ale słowa Enzo były... Widoczna pustka wystąpiła w oczach Neila. ...Co?
- Em... Ee… Yyy... Mm. - chciał się wybronić z zadanego pytania, ale zamknął w końcu usta. Czy był w łóżku dominujący? Cóż, najpierw to musiałby z kimś z tym łóżku skończyć, żeby się przekonać. Młody, niewinny umysł został oszołomiony tym pytaniem, ale resztki profesjonalizmu przebiły się na powierzchnię i jeszcze próbował się ratować, ale wiedział, że to zdecydowanie nie jego koniec zmiany.
Błagania i prośby były nietypowe i niespodziewane, ale docierały do wrażliwego serca, które powinno po tylu latach obrywania po tyłku być nieco twardsze, ale nie było i ciekawe czy to się kiedyś zmieni, bo na razie się nie zapowiadało.
Uniósł brwi i przechylił lekko głowę w bok słysząc francuski zwrot, którego patrząc na urodę chłopka, się nie spodziewał. No... Skoro aż tak nie chce być sam, to jak mógł go odrzucić? Sam nieraz pragnął przytulenia, pogłaskania czy zwykłego spojrzenia, a teraz kiedy przyjaciela nie ma w miecie, a rodzina jest daleko i on czuł się odrobinę samotny. Odruchowo więc, choć z głośnym, zrezygnowanym westchnięciem, zacisnął dłoń na jego ręce kiedy go złapał.
- Zaraz, co? Jakaś kobieta jest zatrzaśnięta w łazience, czemu nie powiedziałeś od razu? - zafukał, trochę rozeźlony, ale zaraz wyczuł, że coś mu nie pasuje. Przecież facet dopiero wszedł, skąd miał wiedzieć kto jest w łazience. Z drugiej strony nie widział kto wchodzi, może on wszedł wcześniej i zdążył pójść. Że trzymał jego dłoń, to pociągnął bo w stronę ubikacji, która zdecydowanie nie była obok baru do którego klient go ciągnął. Najpierw muszą pomóc biedaczce, chyba, że to było powiedzenie jakiego nie rozumiał. Może i było, może i nie, sprawdzić na pewno nie zaszkodzi.