10.01.2023, 23:10 ✶
Na podziękowania Brenny odpowiedziała skinięciem głowy i lekkim uśmiechem. Nie potrzebowała podziękowań czy wyrazów wdzięczności, bo po to ma się rodzinę, żeby sobie pomagać; była to oczywista oczywistość. Nie ulegało wątpliwości, że gdyby to Dani potrzebowała pomocy i wysłała wiadomość "Brenn, pomusz, biją", starsza Longbottom zjawiłaby się na miejscu natychmiast.
Nie oceniała, bo nie takie było jej zadanie. Przejęty Castiel i tak obwiniał się o to co się wydarzyło, tak jakby to on wcisnął Fergusowi szkatułę w dłoń, więc nie trzeba było dołować go jeszcze bardziej. Nauczony doświadczeniem, następnym razem na pewno zadba o odpowiednie zabezpieczenie przedmiotów - przecież karteczka "Nie dotykać, niebezpieczny przedmiot" by wystarczyła, prawda?
Końcówka jej różdżki dotykała nadgarstka nieprzytomnego Fergusa; nie śmiała odsunąć jej ani na moment. W czasie, gdy Brenna niczym piorun wystrzeliła w stronę Apteki, Dani przyglądała się Ollivanderowi, co jakiś czas spoglądając ukratkiem na Flinta. Nie drążyła tematu aury i nici, które dostrzegła; w tej chwili jej priorytetem było ustabilizowanie stanu mężczyzny.
Podróż Brenny do apteki i z powrotem trwała... chwilę. Dosłownie, chwilę.
- Mam tylko nadzieję, że za chwilę nie wpadnie tu aptekarz żądny zaległej zapłaty...- odezwała się do aurorki, szybko przejmując zamówienie. Na moment odsunęła różdżkę od nadgarstka Fergusa, by sięgnąć po jeden z eliksirów. Delikatnym ruchem ujęła policzek Fergusa, by przechylić jego twarz lekko w bok - podawanie eliksirów nieprzytomnym trzeba było zrobić ostrożnie, by ci dodatkowo nie zachłysnęli się cieczą.
- Możesz posłać tam patronusa, żeby szykowali miejsce na oddziale. I niech przyślą kogoś z teleportacją łączną. - odpowiedziała kuzynce. Zdecydowanie czuła się pewniej, mając ją w pobliżu - w razie gdyby okazało się, że klątwa postępuje i co więcej, chce się bronić przed zneutralizowaniem, dobrze było mieć obok aurorkę, która znała się na zaklęciach defensywnych i ofensywnych. Castiel (ponownie, bez urazy), w tym stanie nie był zbyt przydatny.
- Jego organizm walczy z tym, co go zaatakowało. Poza tym... - urwała na moment. Chciała choć trochę podnieść Castiela na duchu. -Kiedy jest nieprzytomny, nie odczuwa żadnego bólu ani strachu.
Kiedy skończyła podawać eliksir Fergusowi, jego policzki nabrały delikatnego koloru - przestały przypominać mleczną biel. Wciąż, nie wyglądała to jak skóra zdrowego, pełnego sił człowieka, ale było ciut lepiej. Najwyraźniej o taki efekt chodziło Danielle, gdyż odetchnęła, z wyraźną ulgą. Układ krwiotwórczy został pobudzony do działania, kwestia czasu aż będą mogli bezpiecznie dotrzeć do szpitala. Drugi eliksir wylądował bezpośrednio na zranieniu i dookoła niego; krople, które wylądowały na skórze, cicho zasyczały, i zniknęły, ewidentnie wchłaniając się do organizmu. Maścią ostrożnie posmarowała brzegi zaczernionej tkanki, w napięciu przyglądając się efektom swoich starań.
- Pewnie w szpitalu usuną mu tą tkankę. Istnieje spora szansa, że rana będzie paskudnie się goić i zostanie spora blizna...- odezwała się. Nie zamierzała tego robić teraz; miejsce w którym się znajdowali nie należało do najczystszych ani sterylnych, a nie chciała narażać osłabionego organizmu Fergusa na walkę z kolejną infekcją.
Nie oceniała, bo nie takie było jej zadanie. Przejęty Castiel i tak obwiniał się o to co się wydarzyło, tak jakby to on wcisnął Fergusowi szkatułę w dłoń, więc nie trzeba było dołować go jeszcze bardziej. Nauczony doświadczeniem, następnym razem na pewno zadba o odpowiednie zabezpieczenie przedmiotów - przecież karteczka "Nie dotykać, niebezpieczny przedmiot" by wystarczyła, prawda?
Końcówka jej różdżki dotykała nadgarstka nieprzytomnego Fergusa; nie śmiała odsunąć jej ani na moment. W czasie, gdy Brenna niczym piorun wystrzeliła w stronę Apteki, Dani przyglądała się Ollivanderowi, co jakiś czas spoglądając ukratkiem na Flinta. Nie drążyła tematu aury i nici, które dostrzegła; w tej chwili jej priorytetem było ustabilizowanie stanu mężczyzny.
Podróż Brenny do apteki i z powrotem trwała... chwilę. Dosłownie, chwilę.
- Mam tylko nadzieję, że za chwilę nie wpadnie tu aptekarz żądny zaległej zapłaty...- odezwała się do aurorki, szybko przejmując zamówienie. Na moment odsunęła różdżkę od nadgarstka Fergusa, by sięgnąć po jeden z eliksirów. Delikatnym ruchem ujęła policzek Fergusa, by przechylić jego twarz lekko w bok - podawanie eliksirów nieprzytomnym trzeba było zrobić ostrożnie, by ci dodatkowo nie zachłysnęli się cieczą.
- Możesz posłać tam patronusa, żeby szykowali miejsce na oddziale. I niech przyślą kogoś z teleportacją łączną. - odpowiedziała kuzynce. Zdecydowanie czuła się pewniej, mając ją w pobliżu - w razie gdyby okazało się, że klątwa postępuje i co więcej, chce się bronić przed zneutralizowaniem, dobrze było mieć obok aurorkę, która znała się na zaklęciach defensywnych i ofensywnych. Castiel (ponownie, bez urazy), w tym stanie nie był zbyt przydatny.
- Jego organizm walczy z tym, co go zaatakowało. Poza tym... - urwała na moment. Chciała choć trochę podnieść Castiela na duchu. -Kiedy jest nieprzytomny, nie odczuwa żadnego bólu ani strachu.
Kiedy skończyła podawać eliksir Fergusowi, jego policzki nabrały delikatnego koloru - przestały przypominać mleczną biel. Wciąż, nie wyglądała to jak skóra zdrowego, pełnego sił człowieka, ale było ciut lepiej. Najwyraźniej o taki efekt chodziło Danielle, gdyż odetchnęła, z wyraźną ulgą. Układ krwiotwórczy został pobudzony do działania, kwestia czasu aż będą mogli bezpiecznie dotrzeć do szpitala. Drugi eliksir wylądował bezpośrednio na zranieniu i dookoła niego; krople, które wylądowały na skórze, cicho zasyczały, i zniknęły, ewidentnie wchłaniając się do organizmu. Maścią ostrożnie posmarowała brzegi zaczernionej tkanki, w napięciu przyglądając się efektom swoich starań.
- Pewnie w szpitalu usuną mu tą tkankę. Istnieje spora szansa, że rana będzie paskudnie się goić i zostanie spora blizna...- odezwała się. Nie zamierzała tego robić teraz; miejsce w którym się znajdowali nie należało do najczystszych ani sterylnych, a nie chciała narażać osłabionego organizmu Fergusa na walkę z kolejną infekcją.