30.07.2024, 13:21 ✶
Ostatnie, o co można było oskarżyć pana Lorenza Remigtona, to bałaganiarstwo. W biurze dał się poznać jako osoba sumienna, uporządkowana, która zawsze wiedziała, gdzie znajdowała się potrzebna dokumentacja, która układała pisma w kolejności chronologicznej i alfabetycznej, która pilnowała, by żaden papierek od jednej sprawy nie zaplątał się do innej. Współpracownicy nieraz byli świadkami, jak któryś nieszczęśnik dostawał burę za brak podpisu, źle przybitą pieczęć, pomięte kartki, a nawet drobne, niezauważalne wręcz plamki z kawy, które w jakiś sposób dostały się na pisma (za co winą najczęściej obarczał Isaaca Bagshota i jego żarty, które powodowały, że ludzie nieraz parskali w papiery, czy to ze śmiechu, czy z oburzenia). Wszystko musiało być na swoim miejscu i wszystko musiało być idealnie posegregowane pod groźbą zapomnienia dodania cukru do herbaty bądź zamienienia niewinnych musów-świstusów w miseczce w kantynie na kwachy, którymi ktoś mógł się nieopatrznie poczęstować. Ze Starszym Inspektorem do spraw Dokumentacji i Komunikacji się nie zadzierało.
Jak więc dokumentacja dla tej sprawy przepadła, jak kamień w wodę, jak dzieciak pod peleryną niewidką, jak pieniądze z kowentowych uroczystości? Tego Enzo nie rozumiał i bardzo, ale to bardzo nie podobała mu się ta sprawa. Pojął przynajmniej, że teczki tejże powinny zostać przygotowane przy początku Enzowej kariery w Ministerstwie i jakiekolwiek błędy byłyby nie tyle zrozumiałe, co nawet spodziewane. Każdy się kiedyś uczył! Lecz czy zgubienie wszystkiego w tym temacie było prawdopodobne?
Chociaż Enzo nie miał wiele czasu do spożytkowania, to nie zamierzał zostawić tego problemu bez dochodzenia. Przejrzał szafy i dokumenty z tamtego okresu raz, drugi, trzeci, starając się znaleźć choć szczątkowe informacje na temat porzuconego ładunku. Znał swój sposób utrzymywania porządku, więc i łatwiej było mu przez to przebrnąć, lecz nie zamierzał działać sam. Udał się do starszych stażem współpracowników, którzy byli mu mentorami przy początku kariery w biurze, i zacząwszy od ładnych próśb, a skończywszy na (przyjaznych i koleżeńskich) groźbach (tylko jeśli prośby nie poskutkowały), szukał u nich pomocy i być może starych, zapodzianych gdzieś dokumentów, które mogły walać się po szufladach tych nieco mniej zorganizowanych. Enzo nie zamierzał zostawić tej sprawy bez rozwiązania.
Największym problemem okazała się, całkiem niespodziewanie, sama skrzynia, a przynajmniej jej zawartość, która śmierdziała niemiłosiernie. Enzo ledwie zbliżył się do pakunku, a już musiał odwracać się, zasłaniać dłonią usta i próbować wszystkiego, byleby tylko nie zwrócić lanczu, gdy ciało rwało się do wymiotów we wciąż suchych spazmach. Szkoda było nawet tej nieszczęsnej kanapki z serem i pomidorem, która na powrót rwała się ku wolności.
- Nie, nie, nie ma siły! Żadnych szans! M-mmmh! - Kręcił głową z dłonią przy nosie i ustach. - Ja się do tego nie zbliżam! Zostanę przy drzwiach i będę robić notatki. - Oświadczył wielkodusznie. Był gotowy, z piórem w ręku, z pergaminem unoszącym się tuż obok i z okularami na nosie. - Czemu nikt nam tego nie zgłosił, kiedy to dopiero zaczynało się psuć?!
Rzut 1: Percepcja - poszukiwanie zagubionych dokumentów wśród innych spraw
Rzut 2: Charyzma - próba uzyskania informacji od starszych stażem pracowników
Jak więc dokumentacja dla tej sprawy przepadła, jak kamień w wodę, jak dzieciak pod peleryną niewidką, jak pieniądze z kowentowych uroczystości? Tego Enzo nie rozumiał i bardzo, ale to bardzo nie podobała mu się ta sprawa. Pojął przynajmniej, że teczki tejże powinny zostać przygotowane przy początku Enzowej kariery w Ministerstwie i jakiekolwiek błędy byłyby nie tyle zrozumiałe, co nawet spodziewane. Każdy się kiedyś uczył! Lecz czy zgubienie wszystkiego w tym temacie było prawdopodobne?
Chociaż Enzo nie miał wiele czasu do spożytkowania, to nie zamierzał zostawić tego problemu bez dochodzenia. Przejrzał szafy i dokumenty z tamtego okresu raz, drugi, trzeci, starając się znaleźć choć szczątkowe informacje na temat porzuconego ładunku. Znał swój sposób utrzymywania porządku, więc i łatwiej było mu przez to przebrnąć, lecz nie zamierzał działać sam. Udał się do starszych stażem współpracowników, którzy byli mu mentorami przy początku kariery w biurze, i zacząwszy od ładnych próśb, a skończywszy na (przyjaznych i koleżeńskich) groźbach (tylko jeśli prośby nie poskutkowały), szukał u nich pomocy i być może starych, zapodzianych gdzieś dokumentów, które mogły walać się po szufladach tych nieco mniej zorganizowanych. Enzo nie zamierzał zostawić tej sprawy bez rozwiązania.
Największym problemem okazała się, całkiem niespodziewanie, sama skrzynia, a przynajmniej jej zawartość, która śmierdziała niemiłosiernie. Enzo ledwie zbliżył się do pakunku, a już musiał odwracać się, zasłaniać dłonią usta i próbować wszystkiego, byleby tylko nie zwrócić lanczu, gdy ciało rwało się do wymiotów we wciąż suchych spazmach. Szkoda było nawet tej nieszczęsnej kanapki z serem i pomidorem, która na powrót rwała się ku wolności.
- Nie, nie, nie ma siły! Żadnych szans! M-mmmh! - Kręcił głową z dłonią przy nosie i ustach. - Ja się do tego nie zbliżam! Zostanę przy drzwiach i będę robić notatki. - Oświadczył wielkodusznie. Był gotowy, z piórem w ręku, z pergaminem unoszącym się tuż obok i z okularami na nosie. - Czemu nikt nam tego nie zgłosił, kiedy to dopiero zaczynało się psuć?!
Rzut 1: Percepcja - poszukiwanie zagubionych dokumentów wśród innych spraw
Rzut 2: Charyzma - próba uzyskania informacji od starszych stażem pracowników
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana