11.01.2023, 00:52 ✶
W jej świadomości do tej pory Perseus jawił się jako ktoś, kto był, istniał gdzieś w oddali; siłą rzeczy zaliczał się do kręgu przyjaciół brata, więc i niedziwne, że czasem się z nim stykała. Ale nie poświęcała mu więcej uwagi niż było to konieczne, niż wymagały zasady etykiety – zresztą, te lata, jakie ich dzieliły? To jak cała przepaść, jakby byli Marsem i Wenus, oddalonymi od siebie o całe świetlne lata.
Dziesięć lat – tak zwała się ta przepaść, dziesięć długich lat. Z perspektywy tak młodej osoby, jaką byłą Eunice, raptem dekada to wieczność, a trzydziestka na karku zaś trąciła już starością. I tak już lekko panikowała, gdy przekraczała dwudziestkę, szukała skrupulatnie siwych włosów wśród blond pasm – te jednak, o ile w ogóle istniały, pozostawały dla oczu niewidoczne.
Z trzech rzeczy, których pewien był Perseus, pozostawała błogo nieświadoma pierwszego faktu. O ile mogła brata o to i owo podejrzewać, w końcu oczy miała, znała go całkiem długo i miała okazję obserwować, to jednak świadomość, iż łączyło go coś więcej z jej przyszłym mężem…
… och, na tym etapie życia być może poczułaby się dogłębnie zdradzona. Może wpadłaby w furię. Może załamałaby się i uznała, że jest traktowana niczym towar drugiej kategorii. Może… tak wiele „może”, bo zapewne sama nie wiedziałaby, jak zareagować, gdyby coś takiego wybuchło jej prosto w twarz.
Doprawdy, niewiedza stanowiła błogosławieństwo.
- Wcześniej też dopisywała pogoda, z tego co pamiętam – odparła z pewnym namysłem w głosie, jakby cofała się wspomnieniami do poprzednich lat. Z drugiej strony… to mogło być raptem drugie, może trzecie Beltane – wszak niedawno dopiero opuściła Hogwart. Jakież więc mogła mieć porównanie w perspektywie o wielu więcej lat? Praktycznie żadne.
Zacisnęła lekko wargi, gdy padło pytanie. Czy rozmawiała z ojcem? Podejrzewała wprawdzie, że wie, o co pyta – w obecnej sytuacji tylko jedno nasuwało się od razu na pierwszy plan – z drugiej strony jednak… dopóki coś nie zostało w istocie jasno nakreślone, za tak niedookreślonym pytaniem kryć się mogło dosłownie wszystko.
- Zależy, co dokładnie masz na myśli – odparła dość powoli, ostrożnym tonem. Jakkolwiek by nie patrzeć, nadal mieszkała z rodzicami w tej samej posiadłości i w tej czy innej formie rozmowy były prowadzone… choć najczęściej sprowadzały się do słuchania monologów byłego Ministra Magii i przytakiwania mu, że tak, kiedyś to były czasy.
Dziesięć lat – tak zwała się ta przepaść, dziesięć długich lat. Z perspektywy tak młodej osoby, jaką byłą Eunice, raptem dekada to wieczność, a trzydziestka na karku zaś trąciła już starością. I tak już lekko panikowała, gdy przekraczała dwudziestkę, szukała skrupulatnie siwych włosów wśród blond pasm – te jednak, o ile w ogóle istniały, pozostawały dla oczu niewidoczne.
Z trzech rzeczy, których pewien był Perseus, pozostawała błogo nieświadoma pierwszego faktu. O ile mogła brata o to i owo podejrzewać, w końcu oczy miała, znała go całkiem długo i miała okazję obserwować, to jednak świadomość, iż łączyło go coś więcej z jej przyszłym mężem…
… och, na tym etapie życia być może poczułaby się dogłębnie zdradzona. Może wpadłaby w furię. Może załamałaby się i uznała, że jest traktowana niczym towar drugiej kategorii. Może… tak wiele „może”, bo zapewne sama nie wiedziałaby, jak zareagować, gdyby coś takiego wybuchło jej prosto w twarz.
Doprawdy, niewiedza stanowiła błogosławieństwo.
- Wcześniej też dopisywała pogoda, z tego co pamiętam – odparła z pewnym namysłem w głosie, jakby cofała się wspomnieniami do poprzednich lat. Z drugiej strony… to mogło być raptem drugie, może trzecie Beltane – wszak niedawno dopiero opuściła Hogwart. Jakież więc mogła mieć porównanie w perspektywie o wielu więcej lat? Praktycznie żadne.
Zacisnęła lekko wargi, gdy padło pytanie. Czy rozmawiała z ojcem? Podejrzewała wprawdzie, że wie, o co pyta – w obecnej sytuacji tylko jedno nasuwało się od razu na pierwszy plan – z drugiej strony jednak… dopóki coś nie zostało w istocie jasno nakreślone, za tak niedookreślonym pytaniem kryć się mogło dosłownie wszystko.
- Zależy, co dokładnie masz na myśli – odparła dość powoli, ostrożnym tonem. Jakkolwiek by nie patrzeć, nadal mieszkała z rodzicami w tej samej posiadłości i w tej czy innej formie rozmowy były prowadzone… choć najczęściej sprowadzały się do słuchania monologów byłego Ministra Magii i przytakiwania mu, że tak, kiedyś to były czasy.
375/839