Cóż, w końcu Yaxley była łowczynią, nie miała więc większego problemu z tym, żeby znaleźć swoją kolejną ofiarę w tym dosyć sporym tłumie ludzi. Nie miała pojęcia, jak Thomas zareaguje na to, że padło na nią, ale chyba udało im się już wyjaśnić tę niewielką niesnaskę, która doprowadziła do ich poznania. Zresztą mieli w planach współpracować w najbliższym czasie, więc może wcale nie tak źle się stało, że trafiła na niego. Zawsze mogło być gorzej, zresztą niedaleko niego dostrzegła Atreusa, co tylko utwierdziło ją w tym, że jednak miała szczęście podczas tego losowania.
Nie da się ukryć, że Yaxleyówna była bardzo błyskotliwa. Kto bowiem, jeśli nie ona mógł zrobić takie ogromne wrażenie podczas głupiego zaproszenia do tańca?
- Nie wiem więc kto ma więcej szczęścia, że mam faceta, ty, czy ja. - Zaśmiała się jeszcze, bo faktycznie dużo w tym było racji. Ger nie była lekkim człowiekiem, jeśli chodzi o nawiązywanie jakichkolwiek relacji.
- Chyba ja jestem w naszym przypadku specjalistą od zabijania, nie musisz się więc martwić za bardzo. - Przynajmniej tak się jej wydawało.
Złapała go w końcu za rękę, mogli wejść na parkiet, była ciekawa, czy Figg będzie wiedział, co robi, czy podepcze jej stopy, bo z facetami bywało różnie. Jeśli będzie im szło bardzo źle, to przejmie stery i go w tym poprowadzi, żeby przypadkiem nikogo nie rozjechali.