Sierpień przynosił dziwny spokój, do tego zwiastował nadchodzącą jesień. Wieczory nie były już takie ciepłe jak te lipcowe, czy czerwcowe, robiło się też wcześniej ciemno. Miał swoją specyficzną aurę, którą Fiery naprawdę lubiła. Nie przeszkadzało jej wcale to, że lato niedługo się skończy. Każda pora roku przecież miała swój urok, jesień była czasem rozmyśleń, zadumy, za czym również przepadała.
Wracała właśnie z Nicholasem z niewielkich zakupów. Musieli pilnować tego, aby nie zabrakło im niczego, w końcu w cyrku mieli naprawdę sporo głów do wykarmienia. Jeszcze starsi mogli jakoś przetrwać, zależało jej jednak na tym, aby najmłodszym nigdy niczego nie brakowało, i bez tego nie mieli lekkiego życia. Fiery była im skłonna uchylić nieba, aby poczuli się choć odrobinę lepiej. Jakoś tak ją to wszystko zawsze rozczulało. Wsród starszych z członków trupy cyrkowej również miała swoich ulubieńców, chyba największym z nich był właśnie Nick, pierwsze dziecko, które ona przyprowadziła do ich domu. Czuła się za niego odpowiedzialna, nie zmieniło się to z czasem, przecież już był dorosły, a dla niej nadal był tym malutkim chłopcem, którego zabrała do domu.
- Myślę, że cukierków nigdy nie jest wystarczająco, solntse. - Dziwnym trafem zawsze jako pierwsze wychodziły z ich spiżarki. - Na pewno powinniśmy mu kupić osobną paczkę, on to zje od razu. Wiesz, trafiłam ostatnio do takiej dobrej cukierni, na pewno by mu smakowały słodkości stamtąd. - Nie pochwaliła się nikomu, jaką przygodę przeżyła pewnej czerwcowej nocy, bo było jej za to nieco wstyd, ale dzięki temu zyskała pewną znajomość, która okazała się być jedną z tych całkiem wartych nawiązania, kto by się spodziewał, że można poznać kogoś ciekawego budząc się obok niego w chlewie po mocno zakrapianej imprezie? Na pewno nie ona.
Szła przed siebie nie oglądając się w bok, bo jeszcze przed chwilą Nick szedł tuż obok niej. Ciągle do niego mówiła, a dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że gdzieś przepadł.
Odwróciła się, i zauważyła, że przystanął w miejscu i wpatrywał się w zaułek.
Miała świadomość, że potrafi on widzieć więcej od innych, być może coś ciekawego zwróciło jego uwagę.
- No nieee. - Powiedziała do siebie, ale nie stała w miejscu. Nie zamierzała pozwolić mu iść w ten ciemny zaułek samemu. Potuptała za chłopakiem. Czuła się w końcu za niego odpowiedzialna.
Zatrzymała się kilka kroków za nim, aby nie daj Merlinie nie przeszkadzać mu w tym, co teraz robił. Wpatrywała się w chłopaka z zainteresowaniem, ciekawa jak właściwie przebiegnie ta rozmowa, bo chyba mieli doczynienia z duchem.