30.07.2024, 22:17 ✶
Jak na żonatego, ale w pełni świadomego bezdzietnego mężczyznę, Anthony zaskakująco dobrze reagował na dzieci. Być może była to kwestia wychowania przez ciotki Parkinson, które mimo całej swojej surowości, zawiadywały bardzo dzietną rodziną. I chodź z ludzi najbardziej lubił autorów książek, szybko zorientował się, że dzieci nie są aż takie złe, jeśli tylko odpowiednio je dozować.
Teraz, gdy jego wycieczki do Norwegii za sprawą nowopoznanego kustosza muzeum miały być nieco częstsze, uznał za bardzo adekwatne zacieśnienie swoich więzi z Mulciberami, którzy nie podążyli ścieżką pozostałej części rodziny. Był ciekaw opowieści o Norweskiej kulturze, był ciekaw dzieci, które wzrosną w tak surowych warunkach, w oderwaniu od swoich angielskich korzeni, bo choć ojciec zapewniał, że weźmie to pod uwagę w ich rozwoju, to jednak szkoła za moment też zapewne zrobi swoje, podobnie jak rówieśnicy, którzy nie będą ani drżeć, ani szydzić przez wzgląd na ich nazwisko.
W końcu chłopcy zdawali się być dobrze ułożeni, a żona zainteresowana wsparciem, które oferował. Skłonił jej się na znak, że następnym razem nie zapomni zabrać dużo ciekawych lektur dla ich latorośli.
– Lubię książki – odpowiedział zgodnie z prawdą – Lubię opowieści i historie zarówno tych, którzy istnieli naprawdę, a ich myśl zmieniała świat, jak i baśnie i eposy o tych, którzy wcale być może nie istnieli, a i tak ich losy inspirowały wielu. Więc tak... bajki wpisują się w moje gusta. – Może mówił zdecydowanie zbyt skomplikowanym językiem, biorąc pod uwagę tak wiek, jak i wychowanie na obczyźnie chłopców, ale wobec niego nie stosowano nigdy taryfy ulgowej i od trzeciego roku życia uczył się nie tylko angielskiego, ale też łaciny, podstaw greki i francuskiego.
Awersje do podróży skwitował tylko pobłażliwym uśmiechem. Cały świat czekał na tę krew, a on wraz z nim.
– Bardzo chętnie napije się herbaty. – Przyjął zaproszenie, bo wcale nie był aż tak zmęczony mimo całego dnia na obczyźnie. Miał dopiero 25 lat i mnóstwo energii, którą mógł spalać na nowe osoby w swojej sieci kontaktów. Szczególnie, że Norwegia nigdy nie leżała na jego mapie zainteresowań, ale teraz... cóż, właśnie nabrała zdecydowanych bladobłękitnych odcieni.
Teraz, gdy jego wycieczki do Norwegii za sprawą nowopoznanego kustosza muzeum miały być nieco częstsze, uznał za bardzo adekwatne zacieśnienie swoich więzi z Mulciberami, którzy nie podążyli ścieżką pozostałej części rodziny. Był ciekaw opowieści o Norweskiej kulturze, był ciekaw dzieci, które wzrosną w tak surowych warunkach, w oderwaniu od swoich angielskich korzeni, bo choć ojciec zapewniał, że weźmie to pod uwagę w ich rozwoju, to jednak szkoła za moment też zapewne zrobi swoje, podobnie jak rówieśnicy, którzy nie będą ani drżeć, ani szydzić przez wzgląd na ich nazwisko.
W końcu chłopcy zdawali się być dobrze ułożeni, a żona zainteresowana wsparciem, które oferował. Skłonił jej się na znak, że następnym razem nie zapomni zabrać dużo ciekawych lektur dla ich latorośli.
– Lubię książki – odpowiedział zgodnie z prawdą – Lubię opowieści i historie zarówno tych, którzy istnieli naprawdę, a ich myśl zmieniała świat, jak i baśnie i eposy o tych, którzy wcale być może nie istnieli, a i tak ich losy inspirowały wielu. Więc tak... bajki wpisują się w moje gusta. – Może mówił zdecydowanie zbyt skomplikowanym językiem, biorąc pod uwagę tak wiek, jak i wychowanie na obczyźnie chłopców, ale wobec niego nie stosowano nigdy taryfy ulgowej i od trzeciego roku życia uczył się nie tylko angielskiego, ale też łaciny, podstaw greki i francuskiego.
Awersje do podróży skwitował tylko pobłażliwym uśmiechem. Cały świat czekał na tę krew, a on wraz z nim.
– Bardzo chętnie napije się herbaty. – Przyjął zaproszenie, bo wcale nie był aż tak zmęczony mimo całego dnia na obczyźnie. Miał dopiero 25 lat i mnóstwo energii, którą mógł spalać na nowe osoby w swojej sieci kontaktów. Szczególnie, że Norwegia nigdy nie leżała na jego mapie zainteresowań, ale teraz... cóż, właśnie nabrała zdecydowanych bladobłękitnych odcieni.