Zaklęcie Rity nie do końca spowodowało taki efekt, jaki chciała osiągnąć. Na jej twarzy można było zauważyć rozczarowanie, nie znosiła, gdy coś nie szło po jej myśli. Nie udało jej się ukryć tego wkurzenia. Trochę, jakby przegrała, a nie lubiła przegrywać.
Kot czmychnął na ziemię. Nie zdążyła nawet machnąć różdżką drugi raz, a jakimś cudem znalazł się w rękach tej biednej, smutnej dziewczynki. Mieli chyba więcej szczęścia, niż rozumu. Problem trochę rozwiązał się sam, nie było więc najgorzej.
Odwróciła się za siebie, kiedy usłyszała klaskanie. Nie spodziewała się, że ktoś ich obserwuje podczas tej nieudolnej próby złapania kota. Jak widać nic dzisiaj nie szło po jej myśli. Coraz więcej osób widziało jej kompromitację podczas rzucania tego zaklęcia.
Bardzo szybko całe towarzystwo się rozeszło, ona również miała ochotę zrobić krok w tył, kiedy odezwał się do niej Isaac. W sumie to nie widziała, że splątała mu dłonie. - Merlinie, przepraszam najmocniej, już się tym zajmuję. - Podeszła do niego w pośpiechu. Nie zwlekała ani chwili, tylko zaczęła rozplątywać ten sznur. Nie skorzystała z magii, bo bała się, że po raz kolejny nie uda jej się rzucić poprawnie zaklęcia, wystarczy kompromitacji na dzisiaj.
Kiedy wreszcie udało jej się go uwolnić zmierzyła mężczyznę wzrokiem od stóp do głów. Zobaczyła, jak bardzo mocno wpłynęła na niego ta walka z kotkiem. - Wygląda pan jak po jakimś poważnym starciu, na pewno wszystko w porządku? - Wolała się upewnić, że faktycznie nie stała mu się żadna krzywda.
- Nie wygląda pan zdecydowanie, jak ktoś kto wyszedł z księgarni, ale tak, ja też byłam na szybkich zakupach. - Dodała jeszcze bo ją o to zapytał.