30.07.2024, 23:30 ✶
Tańczę z Gerry, piję drinka i tańczę z Millie
To, że byli dojrzalsi i patrzyli na pewne rzeczy z większym przymrużeniem oka niż ich młodsze wersje na pewno działało na ich korzyść. Potrafili docenić chwile takie jak te, gdzie w całym chaosie ich żyć mogli na chwilę odetchnąć i cieszyć się sobą. Odcinając od wszystkiego, co mogłoby zaburzyć ich przyjemną bańkę, w której teraz się zanurzyli.
- Witaj w klubie. Sam nie potrafię sobie przypomnieć, ale chyba nie żałuję. - Szczególnie patrząc z perspektywy czasu. Owszem, zadziało się trochę gorszych rzeczy, ale to ile cennych wspomnień przez to zabrał, wiedział tylko on. Życie składało się z różnych elementów i Thomas nie bał się ich wszystkich kolekcjonować. Owszem, czasem wolałby, by coś potoczyło się inaczej, nie miał jednak na tak wiele rzeczy wpływu. Mógł jedynie wyciągać wnioski, odkrywać nowe cząstki siebie i innych, zdobywać kolejne przemyślenia.
Uśmiechał się, gdy Gerry dalej próbowała się z nim droczyć. Nie, nie powinna się bać, nie w ten zły sposób. Nigdy nie dałby jej zrobić krzywdy, a już na pewno nie chciał być jej źródłem.
- Ej, miałaś się zgadzać na wszystko! Zresztą, powiedz tylko słowo, a zmienię dla ciebie plany w razie czego. - Pogładził kciukiem wierzch jej dłoni, którą trzymał, w małym ale intymnym geście. Mówił szczerze. Może nie wszystkie plany, ale te które dotyczyły jej zawsze był gotów zmodyfikować tak, by była zadowolona.
Zresztą, zdecydowanie wolał widzieć ją szczęśliwą niż zmartwioną, dlatego na wspomnienie tajemniczej osoby, próbował jakoś odwrócić jej uwagę od nieprzyjemnych myśli.
- Hej, to tylko podobna osoba. Zapomnij o tym ktosiu i skup się, nie wiem, na mnie? Dobrej zabawie? Zachodzącym słońcu? Tyle ładnych rzeczy w końcu wokół, prawda? - Zaśmiał się, unosząc znacząco brwi.
Nawet ucieszyło go, że chciała wziąć udział w zabawie, nie dlatego, że nie chciał z nią przetańczyć resztę wieczoru, ale dlatego, że oznaczało to iż czuła się tu swobodnie.
Wrzucili kartki do pudełka. Poznając swoją parę Thomas nie mógł nie uśmiechnąć się szeroko, machając do Millie, z która miał tańczyć.
Zanim jednak do niej podszedł, ujął dłoń powoli odchodzącej do drugiego Thomasa i ucałował jej palce.
- Ty też się baw dobrze. - Mrugnął do niej, mają nadzieję, że był i tak tym lepiej tańczącym imiennikiem.
A potem chwycił w dłonie dwa losowe drinki, po czym podszedł do Millie wręczając jej jednego.
- Masz na zachętę. Może jak nam się będą bardziej plątać nogi to będzie nam lepiej szło. - Podał jej alkohol, samemu upijając większy łyk.
Nie wiedział, jaki jest jego efekt, przynajmniej do czasu, aż nie spróbował coś do niej powiedzieć.
- Like a true nature's child
We were born, born to be wild
We can climb so high
I never wanna die
Born to be wild
Zaśmiał się, podejrzewając, że to efekt drinka i nawet podejrzewał którego ze spisu. Z poezją nigdy nie było mu jednak po drodze, a wiele tekstów piosenek znał na pamięć. A to prawie to samo. Wyciągnął rękę w stronę Millie szczerząc się przy tym radośnie.
To, że byli dojrzalsi i patrzyli na pewne rzeczy z większym przymrużeniem oka niż ich młodsze wersje na pewno działało na ich korzyść. Potrafili docenić chwile takie jak te, gdzie w całym chaosie ich żyć mogli na chwilę odetchnąć i cieszyć się sobą. Odcinając od wszystkiego, co mogłoby zaburzyć ich przyjemną bańkę, w której teraz się zanurzyli.
- Witaj w klubie. Sam nie potrafię sobie przypomnieć, ale chyba nie żałuję. - Szczególnie patrząc z perspektywy czasu. Owszem, zadziało się trochę gorszych rzeczy, ale to ile cennych wspomnień przez to zabrał, wiedział tylko on. Życie składało się z różnych elementów i Thomas nie bał się ich wszystkich kolekcjonować. Owszem, czasem wolałby, by coś potoczyło się inaczej, nie miał jednak na tak wiele rzeczy wpływu. Mógł jedynie wyciągać wnioski, odkrywać nowe cząstki siebie i innych, zdobywać kolejne przemyślenia.
Uśmiechał się, gdy Gerry dalej próbowała się z nim droczyć. Nie, nie powinna się bać, nie w ten zły sposób. Nigdy nie dałby jej zrobić krzywdy, a już na pewno nie chciał być jej źródłem.
- Ej, miałaś się zgadzać na wszystko! Zresztą, powiedz tylko słowo, a zmienię dla ciebie plany w razie czego. - Pogładził kciukiem wierzch jej dłoni, którą trzymał, w małym ale intymnym geście. Mówił szczerze. Może nie wszystkie plany, ale te które dotyczyły jej zawsze był gotów zmodyfikować tak, by była zadowolona.
Zresztą, zdecydowanie wolał widzieć ją szczęśliwą niż zmartwioną, dlatego na wspomnienie tajemniczej osoby, próbował jakoś odwrócić jej uwagę od nieprzyjemnych myśli.
- Hej, to tylko podobna osoba. Zapomnij o tym ktosiu i skup się, nie wiem, na mnie? Dobrej zabawie? Zachodzącym słońcu? Tyle ładnych rzeczy w końcu wokół, prawda? - Zaśmiał się, unosząc znacząco brwi.
Nawet ucieszyło go, że chciała wziąć udział w zabawie, nie dlatego, że nie chciał z nią przetańczyć resztę wieczoru, ale dlatego, że oznaczało to iż czuła się tu swobodnie.
Wrzucili kartki do pudełka. Poznając swoją parę Thomas nie mógł nie uśmiechnąć się szeroko, machając do Millie, z która miał tańczyć.
Zanim jednak do niej podszedł, ujął dłoń powoli odchodzącej do drugiego Thomasa i ucałował jej palce.
- Ty też się baw dobrze. - Mrugnął do niej, mają nadzieję, że był i tak tym lepiej tańczącym imiennikiem.
A potem chwycił w dłonie dwa losowe drinki, po czym podszedł do Millie wręczając jej jednego.
- Masz na zachętę. Może jak nam się będą bardziej plątać nogi to będzie nam lepiej szło. - Podał jej alkohol, samemu upijając większy łyk.
Nie wiedział, jaki jest jego efekt, przynajmniej do czasu, aż nie spróbował coś do niej powiedzieć.
- Like a true nature's child
We were born, born to be wild
We can climb so high
I never wanna die
Born to be wild
Zaśmiał się, podejrzewając, że to efekt drinka i nawet podejrzewał którego ze spisu. Z poezją nigdy nie było mu jednak po drodze, a wiele tekstów piosenek znał na pamięć. A to prawie to samo. Wyciągnął rękę w stronę Millie szczerząc się przy tym radośnie.