31.07.2024, 00:16 ✶
Orbituję wokół baru z Basiliusem.
Nie za bardzo miała pojęcie, kim był Prewett, więc nie mogła też wiedzieć, że ma o niej wyrobione zdanie. Zdawała sobie sprawę, że niechybnie o niej słyszał i nawet na pierwszy rzut oka rozpoznawał - wszakże znalazł ją pierwszy, przybijając bez omyłki do portu. Niemniej to można było powiedzieć o każdym; nawet jeśli Eden ostatnimi czasy robiła wszystko, żeby wreszcie przestać być rozpoznawalną, widmo rodzinnej sławy ciągnęło się za nią jak gorejąca łuna.
Przestała się kręcić, widząc machającego do niej mężczyznę - chyba nie musiała dłużej szukać. Uśmiechnęła się w odpowiedzi, nie zamierzając mieć złych intencji, ale nie odmachała. Nawet jeśli muszelka ściskana w dłoni uspokajała zwyczajową nerwicę, nie była w stanie uczynić Eden entuzjastyczną. Póki co robiła wszystko, żeby nie zwariować.
Pierwszym, co przyciągnęło uwagę Lestrange w kontekście Basiliusa był nie on sam, a drink, który zabrał z baru. Nie dziwiła mu się, że nie chciał z nią spędzać czasu na trzeźwo, bo ona sama nie chciała spędzać ze sobą czasu na trzeźwo. Kiedy więc zbliżyli się do siebie na tyle, by jej głos nie utonął w szumie fal oraz w gwarze rozmów i muzyki, nonszalancko wskazała palcem na trzymany w jego ręku napój.
- Mocne to? - Liczyła, że odpowie tak, miała wprost gorącą nadzieję i zdawało się, że nieco ta wiara podkolorowała jej spojrzenie. Praktycznie weszła mu w słowo tym pytaniem, bo potrzeba znieczulenia się alkoholem była w tym momencie istotniejsza niż wymiana uprzejmości. Zero dzień dobry, zero przepadnij; jedynie prośba o recenzję trunku.
- Szczerze? Nie wiem. Nadal jestem w szoku - zaśmiała się, chcąc obrócić to w żart, ale naprawdę nie miała pojęcia, jak doszło do tego, że zbierała się do tańca na plaży z obcym człowiekiem, otoczona miłościami swojego życia. Nie chciała o tym myśleć, bo czuła, że drętwieje jej przy tym lewa ręka, a to była jedna z oznak zawału. - Podejdziemy do baru przed tańcem? Obiecuję, że po pijaku nie podepczę ci stóp, tańczę lepiej, niż polityk kłamie. - Niby zaproponowała to tak, jakby miał pole do odmowy, ale po chwili elegancko złapała Basiliusa pod rękę i pociągnęła go ze sobą z powrotem w kierunku baru. Złapała jeden z drinków, po czym wzięła kilka głębszych łyków.
- Od razu lepiej. Zaczynamy? - Zapytała, zaskakująco przyjaźnie i spokojnie. Włosy miała zarzucone za plecy, więc jeszcze nie wiedziała, że robią się niebieskie.
Nie za bardzo miała pojęcie, kim był Prewett, więc nie mogła też wiedzieć, że ma o niej wyrobione zdanie. Zdawała sobie sprawę, że niechybnie o niej słyszał i nawet na pierwszy rzut oka rozpoznawał - wszakże znalazł ją pierwszy, przybijając bez omyłki do portu. Niemniej to można było powiedzieć o każdym; nawet jeśli Eden ostatnimi czasy robiła wszystko, żeby wreszcie przestać być rozpoznawalną, widmo rodzinnej sławy ciągnęło się za nią jak gorejąca łuna.
Przestała się kręcić, widząc machającego do niej mężczyznę - chyba nie musiała dłużej szukać. Uśmiechnęła się w odpowiedzi, nie zamierzając mieć złych intencji, ale nie odmachała. Nawet jeśli muszelka ściskana w dłoni uspokajała zwyczajową nerwicę, nie była w stanie uczynić Eden entuzjastyczną. Póki co robiła wszystko, żeby nie zwariować.
Pierwszym, co przyciągnęło uwagę Lestrange w kontekście Basiliusa był nie on sam, a drink, który zabrał z baru. Nie dziwiła mu się, że nie chciał z nią spędzać czasu na trzeźwo, bo ona sama nie chciała spędzać ze sobą czasu na trzeźwo. Kiedy więc zbliżyli się do siebie na tyle, by jej głos nie utonął w szumie fal oraz w gwarze rozmów i muzyki, nonszalancko wskazała palcem na trzymany w jego ręku napój.
- Mocne to? - Liczyła, że odpowie tak, miała wprost gorącą nadzieję i zdawało się, że nieco ta wiara podkolorowała jej spojrzenie. Praktycznie weszła mu w słowo tym pytaniem, bo potrzeba znieczulenia się alkoholem była w tym momencie istotniejsza niż wymiana uprzejmości. Zero dzień dobry, zero przepadnij; jedynie prośba o recenzję trunku.
- Szczerze? Nie wiem. Nadal jestem w szoku - zaśmiała się, chcąc obrócić to w żart, ale naprawdę nie miała pojęcia, jak doszło do tego, że zbierała się do tańca na plaży z obcym człowiekiem, otoczona miłościami swojego życia. Nie chciała o tym myśleć, bo czuła, że drętwieje jej przy tym lewa ręka, a to była jedna z oznak zawału. - Podejdziemy do baru przed tańcem? Obiecuję, że po pijaku nie podepczę ci stóp, tańczę lepiej, niż polityk kłamie. - Niby zaproponowała to tak, jakby miał pole do odmowy, ale po chwili elegancko złapała Basiliusa pod rękę i pociągnęła go ze sobą z powrotem w kierunku baru. Złapała jeden z drinków, po czym wzięła kilka głębszych łyków.
- Od razu lepiej. Zaczynamy? - Zapytała, zaskakująco przyjaźnie i spokojnie. Włosy miała zarzucone za plecy, więc jeszcze nie wiedziała, że robią się niebieskie.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~