31.07.2024, 17:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2024, 17:05 przez Leonard Mulciber.)
Moolciber Moonshine - Shopie, Flynn
- Hmm - wydał z siebie celowy pomruk zastanowienia, jakby rzeczywiście na poważnie rozważał nad faktycznymi kompetencjami kuzynki. Choć tak naprawdę to w gruncie rzeczy nie sądził, aby coś ponad ładnym uśmiechem i umiejętnością perswazji było jej w tym całym biznesie potrzebne. Ani tym bardziej przy prowadzeniu stoiska. No, może jeszcze brak dwóch lewych rąk, ale o to jej nie posądzał. W końcu nie wypieprzyła jeszcze w kosmos tego, co pędziła w jego trakcie. I za to też miała u niego dużego plusa. Czy jednak zamierzał jej o tym kiedykolwiek mówić? Mało prawdopodobne.
Leo obkręcił szklankę, którą mu zaserwowała Sophie i ciurkiem upił nieco zawartości. Nie był największym fanem alkoholi, ale gdy akurat nadarzała się odpowiednia okazja, lubił sięgać po dobre trunki.
- Jeśli zajdzie konieczność - zgodził się na jej prośbę, choć celowo zrobił nieco cierpiętniczą minę. Był już dzisiaj pomocnikiem Charliego, więc włos mu raczej z głowy nie spadnie, jeśli użyczy swoich wątpliwych umiejętności do pracy z klientem po raz drugi.
A skoro już mowa o tychże wątpliwych umiejętnościach... Stojąc zaraz przy kuzynce, bez problemu wyłapał słowa jednego z przechodniów. Niezbyt zresztą pochlebnych.
Powiedzmy sobie jasno, Leonard nie stronił od bójek, gdy przebywał w Durmstrangu, ale też nie był buntownikiem, który je prowokował czy do których rzucał się jako pierwszy. Z reguły, kiedy chłopcy chcieli się odstresować, organizowali sobie małe, nieoficjalne sparingi. Nawet w ramach rozwiązania konfliktów, niejeden uczeń wolał podnosić pięści, aniżeli różdżkę. Żeby jednak obrazić Leo, trzeba było się z reguły dobrze wysilić, albo... Obrazić jego rodzinę.
Leo westchnął i sięgnął do kieszeni po chujoświeczkę, którą dopiero co zmniejszył, aby ponownie przywrócić jej normalny rozmiar i spojrzał na Sophie z powagą.
- Naprawdę, Sophie. Żeby tak zapominać o korzeniach. 'Jebanie mugolaków' to bądź co bądź rodzinna tradycja - zwrócił się do niej z taką samą powagę w głosie, a następnie odwrócił, wziął zamach i cisnął świeczką, starając się brać na cel tył głowy szanownego jegomościa, który odważył się otwierać gębę, gdy go o to wcale nie proszono.
- Hmm - wydał z siebie celowy pomruk zastanowienia, jakby rzeczywiście na poważnie rozważał nad faktycznymi kompetencjami kuzynki. Choć tak naprawdę to w gruncie rzeczy nie sądził, aby coś ponad ładnym uśmiechem i umiejętnością perswazji było jej w tym całym biznesie potrzebne. Ani tym bardziej przy prowadzeniu stoiska. No, może jeszcze brak dwóch lewych rąk, ale o to jej nie posądzał. W końcu nie wypieprzyła jeszcze w kosmos tego, co pędziła w jego trakcie. I za to też miała u niego dużego plusa. Czy jednak zamierzał jej o tym kiedykolwiek mówić? Mało prawdopodobne.
Leo obkręcił szklankę, którą mu zaserwowała Sophie i ciurkiem upił nieco zawartości. Nie był największym fanem alkoholi, ale gdy akurat nadarzała się odpowiednia okazja, lubił sięgać po dobre trunki.
- Jeśli zajdzie konieczność - zgodził się na jej prośbę, choć celowo zrobił nieco cierpiętniczą minę. Był już dzisiaj pomocnikiem Charliego, więc włos mu raczej z głowy nie spadnie, jeśli użyczy swoich wątpliwych umiejętności do pracy z klientem po raz drugi.
A skoro już mowa o tychże wątpliwych umiejętnościach... Stojąc zaraz przy kuzynce, bez problemu wyłapał słowa jednego z przechodniów. Niezbyt zresztą pochlebnych.
Powiedzmy sobie jasno, Leonard nie stronił od bójek, gdy przebywał w Durmstrangu, ale też nie był buntownikiem, który je prowokował czy do których rzucał się jako pierwszy. Z reguły, kiedy chłopcy chcieli się odstresować, organizowali sobie małe, nieoficjalne sparingi. Nawet w ramach rozwiązania konfliktów, niejeden uczeń wolał podnosić pięści, aniżeli różdżkę. Żeby jednak obrazić Leo, trzeba było się z reguły dobrze wysilić, albo... Obrazić jego rodzinę.
Leo westchnął i sięgnął do kieszeni po chujoświeczkę, którą dopiero co zmniejszył, aby ponownie przywrócić jej normalny rozmiar i spojrzał na Sophie z powagą.
- Naprawdę, Sophie. Żeby tak zapominać o korzeniach. 'Jebanie mugolaków' to bądź co bądź rodzinna tradycja - zwrócił się do niej z taką samą powagę w głosie, a następnie odwrócił, wziął zamach i cisnął świeczką, starając się brać na cel tył głowy szanownego jegomościa, który odważył się otwierać gębę, gdy go o to wcale nie proszono.
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!