31.07.2024, 18:01 ✶
Stoisko Potterów
Matka pojawiła się z powrotem, ale Brenna, zajęta pakowaniem zamówienia Thomasa, nie zdołała nawet się do niej odezwać i spytać, jak długo będzie jeszcze tu potrzebna - bo oto przemknął obok Morpheus, w takim stanie, jakby w życiu mu znowu nie wyszło i wraz z Elisą znikł z tyłu, za przegrodą, za którą ustawiono część towarów, nie wystawionych na półki, oraz gdzie trzymali trochę rzeczy przydatnych obsłudze. Brenna odprowadziła wuja zdziwionym spojrzeniem, postanawiając nie pytać, co go spotkało, a potem pożegnała Mabel i Thomasa.
Jęknęła w duchu, gdy na odchodne rzucił o sobotnim obiedzie, nie dając jej szans na protest - i natychmiast zaczęła w myślach reorganizować sobotni plan, i już przepraszała Malwę, bo wyglądało na to, że na skrzatkę trzeba będzie zrzucić trochę więcej sprzątania po piątkowej zabawie, skoro Brenna musiała wyrwać się na godzinę do Figgów, zanim pójdzie na nocy dyżur. Czy mogłaby się po prostu nie pojawić? Niby mogła. Ale naprawdę nie lubiła rozczarowywać Figgów, a i tak nie miała dla nich tak wiele czasu, jak powinna.
A potem odwróciła się do kolejnego klienta i stanęła oko w oko z Atreusem.
Sytuacja mogłaby być chyba trochę niezręczna, biorąc pod uwagę, że wczoraj późnym wieczorem rozwaliła mu nos, a przedwczoraj byli najpierw w kinie, a potem gonili czarnoksiężnika, a jeszcze dwa dni wcześniej skończyli w domu Binnsa i potem utknęli w windzie. Mogłaby, ale na całe szczęście Brenna była Brenną, i bardzo rzadko czuła się zakłopotana czymkolwiek, i teraz też absolutnie nie zamierzała, a nawet jeżeli Atreus czasem umiał zbić ją z tropu, to zamaskowanie tego nie było dla niej szczególnie trudne.
- Mama mnie dorwała. Uznała, że nie mam prawa obsługiwać stoiska Potterów bez odpowiedniej fryzury, bo zrobię antyreklamę. Mam szczęście, że nie kazała mi się przebierać - powiedziała, wskazując kciukiem na ustawione za sobą buteleczki z Ulizanną, jednym z tych mniej luksusowych produktów spod szyldu Potterów. Takich w namiocie było najwięcej: kolekcja najbardziej ekskluzywnych perfum i kremów stała nieco w głębi. - Uznałam, że po tajemniczym zniknięciu Stanleya moja kariera w BUM nie ma ani grama sensu, i że będę wybuchała płaczem z tęsknoty za każdym razem, jak spojrzę na jego puste biurko, więc teraz będę realizować się jako sklepikarka… a tak na serio, to moja matka jest zaangażowana w biznes Potterów i przykuła mnie tu niewidzialnym łańcuchem. Coś podać, czy tylko zaglądasz?
Matka pojawiła się z powrotem, ale Brenna, zajęta pakowaniem zamówienia Thomasa, nie zdołała nawet się do niej odezwać i spytać, jak długo będzie jeszcze tu potrzebna - bo oto przemknął obok Morpheus, w takim stanie, jakby w życiu mu znowu nie wyszło i wraz z Elisą znikł z tyłu, za przegrodą, za którą ustawiono część towarów, nie wystawionych na półki, oraz gdzie trzymali trochę rzeczy przydatnych obsłudze. Brenna odprowadziła wuja zdziwionym spojrzeniem, postanawiając nie pytać, co go spotkało, a potem pożegnała Mabel i Thomasa.
Jęknęła w duchu, gdy na odchodne rzucił o sobotnim obiedzie, nie dając jej szans na protest - i natychmiast zaczęła w myślach reorganizować sobotni plan, i już przepraszała Malwę, bo wyglądało na to, że na skrzatkę trzeba będzie zrzucić trochę więcej sprzątania po piątkowej zabawie, skoro Brenna musiała wyrwać się na godzinę do Figgów, zanim pójdzie na nocy dyżur. Czy mogłaby się po prostu nie pojawić? Niby mogła. Ale naprawdę nie lubiła rozczarowywać Figgów, a i tak nie miała dla nich tak wiele czasu, jak powinna.
A potem odwróciła się do kolejnego klienta i stanęła oko w oko z Atreusem.
Sytuacja mogłaby być chyba trochę niezręczna, biorąc pod uwagę, że wczoraj późnym wieczorem rozwaliła mu nos, a przedwczoraj byli najpierw w kinie, a potem gonili czarnoksiężnika, a jeszcze dwa dni wcześniej skończyli w domu Binnsa i potem utknęli w windzie. Mogłaby, ale na całe szczęście Brenna była Brenną, i bardzo rzadko czuła się zakłopotana czymkolwiek, i teraz też absolutnie nie zamierzała, a nawet jeżeli Atreus czasem umiał zbić ją z tropu, to zamaskowanie tego nie było dla niej szczególnie trudne.
- Mama mnie dorwała. Uznała, że nie mam prawa obsługiwać stoiska Potterów bez odpowiedniej fryzury, bo zrobię antyreklamę. Mam szczęście, że nie kazała mi się przebierać - powiedziała, wskazując kciukiem na ustawione za sobą buteleczki z Ulizanną, jednym z tych mniej luksusowych produktów spod szyldu Potterów. Takich w namiocie było najwięcej: kolekcja najbardziej ekskluzywnych perfum i kremów stała nieco w głębi. - Uznałam, że po tajemniczym zniknięciu Stanleya moja kariera w BUM nie ma ani grama sensu, i że będę wybuchała płaczem z tęsknoty za każdym razem, jak spojrzę na jego puste biurko, więc teraz będę realizować się jako sklepikarka… a tak na serio, to moja matka jest zaangażowana w biznes Potterów i przykuła mnie tu niewidzialnym łańcuchem. Coś podać, czy tylko zaglądasz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.