Leon z każdym stawianym krokiem wyczuwał pod stopami nierówne i śliskie podłoże, odpowiednie obuwie w jakie wyposażył się przed tą wyprawą, pozwalało poczuć mu się znacznie pewniej na tym terenie. Nie zwalniało go z kontrolowania sytuacji, gdyż przez swoją nieuważność upadek mógłby dla niego skończyć się bardzo źle. Jeśli skręciłby kostkę to nie byłby w stanie towarzyszyć swojemu kuzynowi podczas zaplanowanej przez nich wyprawy.
Bycie czarodziejem średniego wzrostu w takich miejscach jak to miało swoje zalety, jednak będąc równego wzrostu wraz kuzynem sam musiał zgiąć kark. Wszechobecna wilgoć i panujący tutaj ziąb sprawiły opatulił się mocniej swoim płaszczem, pod którym miał swój najcieplejszy sweter. Zaczął marzyć o kubku gorącej kawy albo kakao - jaskinia nie była odpowiednim miejscem na tego rodzaju przyjemność.
W świetle różdżki starał się rozejrzeć po tym miejscu, do którego doprowadził go Peregrinus. Długo nie spoglądał w ziejące ciemnością zakończone ślepymi zaułkami tunele.
— Te runy są niezwykłe... wyglądają na bardzo stare. Musimy je rozszyfrować i tym samym poznać ich znaczenie... znaczy bardziej ty musisz, jak dotąd nie opanowałem czytania starożytnych run. Pomogę jak będę w stanie jako wsparcie merytoryczne. Przekaz nie musi być dosłowny. Tego nauczyłem się podczas studiowania zapisów najsłynniejszych przepowiedni, jakie zapisano. — W pierwszej kolejności postanowił wyrazić swój zachwyt - stanowiły one kawałek historii, który na przestrzeni wieków zostanie zatarty przez czas. Tego rodzaju wsparcie przyda się kuzynowi. Może też będzie spisywać wszystkie znaczenia run ze słowników, sylabariuszy i podobnych publikacji.
— W takim miejscu jak to nawet mogła być chmara nietoperzy, stado szczurów... to nie tak, że ci nie wierzę. Po prostu wiem, że takie jaskinie tętnią życiem. — W pierwszej kolejności zawsze starał się racjonalizować zamiast wszędzie widzieć zjawy i potwory. Co nie znaczy, że obecności ducha albo potwora nie brał pod uwagę. Taka była specyfika wykonywanego przez niego zawodu. Teraz wszystko wydawało się zupełnie zwyczajne i bezpieczne.
— Pójdę pierwszy. — Zadecydował z cichym westchnięciem i samemu przyświecając sobie swoją różdżką. Nie pierwszy raz się narażał, jednak wiedział że kuzyn będzie go ubezpieczać podczas zmierzania w tamtą stronę.